Spektakularne odwołanie Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa może na krótką metę sprawić wizerunkowy kłopot Donaldowi Tuskowi, ale premier nigdy nie był przesadnym fanem byłego już włodarza Grodu Kraka. Ten partyjną nominację na ten urząd dostał właściwie za karę, a murowanym faworytem wyborów z 2024 r. był wieloletni lokalny lider Łukasz Gibała. Krakowski aktywista przegrał z Miszalskim o ledwo 5 tys. głosów, a kampania była wyjątkowo brudna (jej kulisy opisali Wojciech Mucha i Andrzej Gajcy w książce „Kampania”).
Aleksander Miszalski kontra Łukasz Gibała. Kraków ma najsilniejszą opozycję spośród wszystkich polskich miast
Porażka ta – choć nie pierwsza na koncie Gibały – nie unieważniła jednak faktu, że to właśnie Kraków ma bodaj najsilniej zinstytucjonalizowaną opozycję spośród wszystkich polskich miast. Nawet Warszawa – mimo że historycznie jest stolicą ruchów miejskich – nie ma działacza tego formatu. Nie chodzi tylko o samo zaangażowanie w lokalne sprawy (tu akurat i Warszawa ma się czym pochwalić, a poza tym może liczyć na uwagę mediów ogólnopolskich), ale też o zasoby finansowe, jakimi dysponuje Gibała. Nie jest tajemnicą, że aktywiści zbierający podpisy pod wnioskiem o referendum dostawali za swoją pracę wynagrodzenie.
Czytaj więcej
Wynik referendum w Krakowie, jeśli potwierdzą się badania late poll, będzie najpoważniejszym politycznym ostrzeżeniem dla KO od wyborów prezydencki...
Gdy do tego dodamy działalność dziennikarzy aktywistów i podczepienie się pod inicjatywę polityków (niektórych) Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji (szczególnie Ruchu Narodowego), to łatwo znajdziemy odpowiedź, dlaczego w niedzielę sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej.
W Krakowie zebrał się prawdziwy amalgamat środowisk, które z różnych powodów chciały Miszalskiego odwołać. Dość powiedzieć, że twarzą referendum został Jan Hoffman, człowiek kojarzony z ekipą byłego prezydenta Jacka Majchrowskiego. Ten ostatni, wprawdzie bez przesadnego entuzjazmu, ale jednak Miszalskiemu kibicował.
Kraków to przykład odosobniony, nie wierzę w falę referendów w innych miastach Polski
Powołanie tej egzotycznej koalicji jednocześnie pokazuje, dlaczego przykład Krakowa jest tak odosobniony. Na palcach jednej ręki policzyć można miasta, w których dałoby się przeprowadzić podobną akcję, stąd nie wierzę w falę referendów w innych miejscach Polski. Próby zapewne zostaną podjęte, ale na podobne efekty bardzo trudno liczyć (także przez przepisy, co tłumaczył na łamach „Rzeczpospolitej” Jan Skoumal).
Szczególnie że poza polityczną machiną potrzebna jest emocja. Ta w Krakowie bez wątpienia była – i nie wzięła się ze szczególnego konserwatyzmu Krakowian, którzy mieliby odrzucić relatywnie młodego byłego przedsiębiorcę (wszak Gibała, rywal polityka KO w drugiej turze, jest byłym posłem Ruchu Palikota), a z połączenia niepopularnych decyzji (restrykcyjna strefa czystego transportu i podwyżki cen biletów na komunikację miejską) z nieznośnym PR-owym i propagandowym przegięciem. Aleksander Miszalski nie tylko wrzucał zwyczajnie obciachowe filmiki na platformy cyfrowe, ale podniósł aż do 220 tys. nakład miejskiego biuletynu, który ma udawać lokalne medium.
I może nawet uszłoby mu to na sucho, gdyby nie jego nadgorliwe zaplecze, które – poniesione charakterystyczną dla epoki platform cyfrowych lekkością klawiatury – pozwoliło sobie na publiczne wygrażanie zaangażowanym mieszkańcom. Mało co tak mocno zaszkodziło prezydentowi Miszalskiemu jak jego kolega z Koalicji Obywatelskiej, radny Bartłomiej Kocurek, który życzył jednemu z krakowskich przedsiębiorców „dalszej spadającej sprzedaży”. O sieci hejterskich kont z Sokiem z Buraka na czele nawet nie wspominając.
Czwarta porażka Łukasza Gibały byłaby już zupełną kompromitacją
Dlatego trudno uwierzyć, że taki klimat sprzeciwu może być udziałem innych miast, choć ewidentnie wyczerpuje się model samorządności polegający na braniu pieniędzy z Unii Europejskiej i spokojnym, modernizacyjnym dryfie. Starzejące się społeczeństwo czy problemy mieszkaniowe będą zmuszać lokalnych polityków do większego wysiłku i wyjścia poza wygodne schematy, w myśl których – co od lat opisuje Andrzej Andrysiak – w samorządach nie toczy się żadnych ideowych sporów dotyczących rozwoju miast.
Wynik referendum oznacza ponadto ostatnią polityczną szansę Łukasza Gibały. Lokalny działacz przegrał wybory w Krakowie trzykrotnie – czwarta porażka byłaby już zupełną kompromitacją, właściwie zmuszającą do przynajmniej częściowego wygaszenia publicznej działalności. Gibale pomoże fakt, że nie ma przeciwko niemu – przynajmniej na razie – szczególnie mocnych nazwisk. Z drugiej strony – już przed dwoma laty sytuacja wyglądała podobnie i przekonaliśmy się wówczas, że w Krakowie możliwe jest naprawdę wiele.