Ministra pisała na czacie, w partyjnym kręgu, naiwnie uważając, że ma tam samych przyjaciół, z którymi może być sobą („trochę większa swoboda niż w wystąpieniach publicznych” wg definicji Szymona Hołowni). A może chciała trafić w ton, jaki królować będzie w Polsce w 2050 r., jeśli drugą prezydencką kadencję kończyć będzie wtedy raper Mata, który też lubi sobie pofolgować?
Styl to następujący: „Słuchajcie, na razie nie ma co pier****ć bez sensu, trzeba przesunąć wybory” oraz „jak zmienimy zarząd i się weźmiemy do roboty, to wszyscy zapomną o tej napie**alance i planowanym przewrocie”. Wspominała też o „planowanym przewrocie” i radziła, by „je**ć przychylne media”, bo „przynajmniej pokażemy jaja”. Wspomniała o „pseudodziennikarzach”.
Marta Cienkowska i blamaż KPO
Zajmując się polityką kulturalną w „Rzeczpospolitej” od dość dawna – o żadnych dla ministry Cienkowskiej „przychylnych mediach” nie słyszałem. Wszyscy zajmujący się kulturą ubolewają, że partyjna arytmetyka wycięła w pień doświadczonych menedżerów kultury, tak jak Marta Cienkowska wycięła w walce o fotel ministry swoją partyjną koleżankę Aleksandrę Leo. Ostatecznie Ministerstwo Kultury obsadziły w większości polityczki, które zarządzania systemem kultury uczyły się na gigantycznych błędach.
Czytaj więcej
Do „Rzeczpospolitej” zgłasza się coraz więcej artystów, uskarżających się na konkurs Krajowego Pl...
Marta Cienkowska jest kojarzona m.in. z blamażem Krajowego Planu Odbudowy, który po pandemii – zamiast pomóc artystom – doprowadził wielu z nich do frustracji i zmusił do walki o swoje prawa w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym oraz Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Przypomnijmy: jednym z największych „sukcesów” KPO było stworzenie trzyosobowych komisji, które odrodziły i połączyły najgorsze w naszej historii tradycje zetempowskich trójek oraz liberum veto, dzięki czemu często nie liczyła się wysoka punktacja projektu, lecz opinia frustratów bądź ideologów, blokujących dobre inicjatywy.