Reklama

Bogusław Chrabota: Ostrożnie z obecnością Polski w Radzie Pokoju

Czy Polska powinna skorzystać z zaproszenia Donalda Trumpa dla Karola Nawrockiego i wejść w skład Rady Pokoju? To zależy od tego, czy zdaniem polskich władz należy opowiedzieć się po stronie dotychczasowego systemu traktatowego w relacjach międzynarodowych, czy też uznać, że ten traci swoje znaczenie i nadchodzi nowy porządek; układ, któremu patronuje prezydent Stanów Zjednoczonych.

Publikacja: 22.01.2026 11:12

Czy Polska powinna przystąpić do Rady Pokoju Donalda Trumpa?

Czy Polska powinna przystąpić do Rady Pokoju Donalda Trumpa?

Foto: REUTERS

Stary porządek, z centralną rolą ONZ, Donald Trump wyraźnie uznaje za nieskuteczny. I co ważniejsze, niedostatecznie służy on Ameryce. Tyle że myślenie Donalda Trumpa obarczone jest podwójnym błędem. Mimo że Stany Zjednoczone były jednym z twórców tego systemu i przez lata głównym płatnikiem ONZ, system utworzono dla dobra pokoju światowego, a nie w celu realizowania bezpośrednich interesów Stanów Zjednoczonych. Choć – warto to podkreślić – jeden z głównych pomysłodawców ONZ, prezydent Franklin Delano Roosevelt zakładał, że oba cele są tożsame; to potężne gospodarczo Stany Zjednoczone, po doświadczeniu dwóch wojen światowych, najwięcej korzystały na światowym pokoju, którego strażnikiem miał być ONZ.

Reklama
Reklama

Drugi z błędów Trumpa dotyczy rzekomej nieskuteczności ONZ – system traktatowy z ONZ w roli głównej był najefektywniejszym z instrumentów gwarantujących pokój w nowożytnej historii świata. Bez wątpienia to Organizacja Narodów Zjednoczonych wraz z niezwykle skutecznym NATO spowodowały, że po 1945 r. nie doszło do konfliktu na skalę światową. Oznaczało to osiem dekad pokoju, czego nie chce docenić współczesny następca Roosevelta. I dyktuje, niejako na gruzach tego systemu, swoje własne rozwiązania. Czy zadaje sobie pytania na temat ich trwałości? Bez wątpienia wierzy, że będą one trwałe. Ale to tylko jego wiara.

Czym Rada Pokoju Donalda Trumpa będzie się różnić od ONZ?

Wracając do Rady Pokoju, komentatorzy nie mają wątpliwości, że to prywatyzacja polityki międzynarodowej. Zjawisko niezwykle groźne, jeśli nie zabójcze dla światowego systemu traktatowego. Przede wszystkim dlatego, że tworzy równoległe struktury w relacjach międzynarodowych i to struktury oparte na innych pryncypiach. O ile ONZ budowano na zasadach relatywnej równości podmiotów i pełnej reprezentacji narodów, Rada Pokoju Trumpa wychodzi z logiki siły. Liczyć mają się i ponosić odpowiedzialność za świat silni pod osobistym, dożywotnim przywództwem Donalda Trumpa.

Kim są ci silni? To pierwszoligowi gracze tzw. power politics. Liderzy, którzy zwykli rozwiązywać problemy z użyciem pięści. Ci zresztą garną się do tej inicjatywy jako pierwsi. Czy notoryczni mordercy, jakimi są Aleksander Łukaszenko i Władimir Putin, mają takie samo prawo do uczestniczenia w systemie gwarantującym pokój jak przywódcy państw demokratycznych mający legitymację wyborczą? W dotychczasowym świecie wspólnych wartości nie, na wielu światowych forach byli i wciąż są bojkotowani. W logice członkostwa w Radzie Pokoju takich „subtelności” nie ma. Otrzymują od Trumpa glejt potwierdzający ich akceptowalność przez światową społeczność. Zapewne o to wielu z nich chodziło; wychodzą z izolacji. Trump „zamazuje” ich zbrodnie. Liczy się już tylko siła i pieniądze, czyli osławiony miliard dolarów za stałe członkostwo. Będą na równi z innymi silnymi rozstrzygać o Gazie, Ukrainie i innych problematycznych regionach świata.

Reklama
Reklama

Czy Polska powinna się znaleźć w Radzie Pokoju?

W jaki sposób? Można to sobie wyobrazić. Z perspektywy tych, dla których wciąż ważny jest obowiązujący system traktatowy, w pełni uzasadniona wydaje się logika: „im prywatna inicjatywa Trumpa mocniejsza, tym słabszy tradycyjny i sprawdzony przez osiem dekad system”. Tym szybciej będzie ulegał erozji. Z prostej przyczyny – Trump będzie ignorował ONZ i NATO (będą to dla niego poboczne fora), a całą swoją aktywność przerzuci na organizację, w której gra pierwsze skrzypce. Zważywszy na siłę Ameryki i megalomanię jej przywódcy, przynajmniej z perspektywy Waszyngtonu, ONZ i NATO pójdą w cień. I to bodaj najważniejszy argument, by zablokować powstanie Rady Pokoju Donalda Trumpa i jej szeroką reprezentatywność. Gdyby rzeczywiście zebrała większość silnych naprzeciw słabym, w relacjach międzynarodowych doszłoby do niebezpiecznego naruszenia równowagi oraz przywództwa osoby nieprzewidywalnej.

Czytaj więcej

Donald Trump porozumiał się z sekretarzem generalnym NATO ws. Grenlandii? „To absurd”

Czy Polska powinna się znaleźć w Radzie Pokoju? W moim przekonaniu nie. Jeśli prawdziwa jest teza, że Rada Pokoju jest wymierzona w dotychczasowy system traktatowy, to pamiętajmy, że Polska jak mało kto jest jego beneficjentem. Rozwijamy się i rośniemy jako państwo i naród dzięki pokojowemu upadkowi żelaznej kurtyny, co było i pozostanie zasługą siły i znaczenia ONZ i NATO oraz szanujących ten system przywódców Stanów Zjednoczonych.

Polscy politycy powinni wsłuchać się z uwagą w słowa premiera Kanady Marka Carneya, który w Davos bezwzględnie wypunktował Donalda Trumpa

Oferta Donalda Trumpa jest prywatna. Co więcej, opiera się na kolekcji iluzji o jego osobistych mocach i sprawczości. Odsuwa na drugi plan realne problemy, jak pokój w Ukrainie, co na dodatek jest najlepszym dowodem na brak sprawczości Trumpa. Awansuje nikczemników na bojowników „walki o pokój” w typie Leonida Breżniewa. I żywi się wizją, co do której nie wiadomo, czy przeżyje wizjonera.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Jeśli w istocie głównymi gwardzistami Donalda Trumpa w jego Radzie Pokoju będą dyktatorzy i autokraci, to amerykański prezydent powinien rozumieć, że w ich świecie lojalność się nie liczy. Jeśli po końcu kadencji Trumpa do władzy dojdą (co jest dość oczywiste) jego zaprzysięgli przeciwnicy, to dotychczasowi przyjaciele natychmiast zmienią front i przejdą na ich stronę. Co się wówczas stanie z Radą Pokoju?

Reklama
Reklama

Podsumowując, polskie władze przy podejmowaniu decyzji o członkostwie w Radzie Pokoju powinny przede wszystkim wziąć pod uwagę ciągłość i trwałość dotychczasowego systemu traktatowego. Stać po stronie realnych sojuszników i wsłuchać się z uwagą w słowa premiera Kanady Marka Carneya, który w Davos bezwzględnie wypunktował Trumpa, pokazując, jak jego polityka siły nie tyle wzmacnia Amerykę, co zmusza jej dotychczasowych sojuszników do poszukiwania nowych i niekoniecznie służących Ameryce rozwiązań.

Komentarze
Michał Szułdrzyński: Świat według Donalda Trumpa, czyli rzeczywistość w krzywym zwierciadle
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Rzeczywistość AD 2026. Donald Trump musiał zapewnić, że nie zaatakuje Europy
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Rada Pokoju Donalda Trumpa. Folwark zwierzęcy 2026
Komentarze
Bogusław Chrabota: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli potrójna pułapka na Karola Nawrockiego
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Grenlandia, suwerenność i Polska. Donald Trump nie pomaga PiS
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama