Reklama

Stefan Szczepłek: Zwycięstwo wymęczone, zaufanie nadszarpnięte

Trudno się było spodziewać, że w meczu z Maltą, która nigdy nam nawet bramki nie wbiła, będziemy się denerwować do ostatniej minuty.

Publikacja: 17.11.2025 23:48

Stefan Szczepłek: Zwycięstwo wymęczone, zaufanie nadszarpnięte

Foto: PAP/Leszek Szymański

Od kiedy trenerem jest Jan Urban, Malta była najsłabszym przeciwnikiem, a mimo to Polacy rozegrali najgorszy mecz. Tłumaczenia w rodzaju: „taka jest piłka”, „dzisiaj nie ma już słabych drużyn” są bez sensu. Zawsze jest jakaś przyczyna, którą można wskazać.

Tym razem były chyba dwie. Po pierwsze: nasi piłkarze byli najprawdopodobniej przekonani, że po dobrej grze przeciw gwiazdom z Holandii Maltańczyków pokonamy na stojąco i jedną nogą.

Eliminacje mundialu. Czy Polacy zlekceważyli Maltę?

Bardzo się pomylili, bo Malta grała bardzo dobrze, czasami ładniej niż Polska, kilkakrotnie doprowadzała do dobrych sytuacji, a dwie wykorzystała. Naszym analitykom najwyraźniej nie dały do myślenia dotychczasowe występy Malty w eliminacjach, a zwłaszcza zwycięski w Helsinkach.

Czytaj więcej

Malta – Polska 2:3. Niespodziewane męki na koniec eliminacji mundialu, uratował nas rykoszet

Krótko mówiąc: trochę ich zlekceważyliśmy. A kiedy zorientowaliśmy się, że w rachubach popełniliśmy błąd, było za późno na mobilizację, ponieważ Maltańczycy nie tylko prezentowali się dobrze jako drużyna, ale nawet indywidualnie bywali lepsi od Polaków.

Reklama
Reklama

Przyczyna druga jest bardziej niezrozumiała. Bo dlaczego Jan Urban, mając przeciwnika słabszego, postanowił wystawić skład bardziej defensywny niż przeciw Holandii? Efektem był bałagan, zawodnicy nie bardzo się wzajemnie rozumieli, dochodziło więc do błędów indywidualnych, niecelnych podań, paniki w obronie.

Kto z polskich piłkarzy zawiódł w meczu z Maltą?

Jakub Kiwior popełnił więcej błędów w ciągu półtorej godziny niż we wszystkich wcześniejszych meczach razem wziętych. Nicola Zalewski zawiódł w spotkaniu z Holandią, a teraz, na tle znacznie słabszego przeciwnika, jeszcze bardziej. Ciągle się dziwię, co robi w reprezentacji Bartosz Slisz, który podaje piłkę do najbliższego zawodnika, a teraz ponosi część winy za bramkę z karnego, bo to on nie przerwał akcji. Zresztą nie on jeden dreptał po stracie piłki. I nie może być tak, że po siedemnastu minutach już dwaj Polacy mają na koncie żółte kartki.

Czytaj więcej

Kto rywalem Polski w barażach o mundial? Unikniemy Włochów pod dwoma warunkami

Jeśli wiemy, że każdy z polskich piłkarzy może grać lepiej, a tym razem wszyscy zagrali poniżej oczekiwań, to niech trener weźmie to na swoje sumienie. Bo albo źle zestawił drużynę, albo nie dość skutecznie tłumaczył zawodnikom, że jest to równie ważny mecz, jak każdy inny. A jeśli ktoś tego nie zrozumiał, to może nie dorósł do reprezentacji.

Może też dobrze, że do takiej sytuacji doszło teraz, bo taki występ może dać sporo materiału do analizy. Jedyny plus to fakt, że mimo słabej gry zdołaliśmy odnieść zwycięstwo. Bo to też trzeba umieć.

Komentarze
Bogusław Chrabota: Marszałek Czarzasty zaszarżował w Kijowie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Czego w orędziu Donalda Trumpa Polacy nie usłyszeli?
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Eksplozje w Moskwie i Ukrainie. Czy Putin otwiera nowy, groźny etap wojny?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Cztery lata wojny. Codzienny egzamin dla Zachodu
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama