Radosław Piesiewicz do władzy w Polskim Komitecie Olimpijskim (PKOl) dopłynął na fali obietnic pieniędzy, które pozyskiwał później głównie z obsadzonych przez ludzi poprzedniej władzy spółek Skarbu Państwa. Dziś podkreśla, że niczego nie zawdzięcza politycznym koneksjom, ale jednocześnie działa w stylu, do jakiego przyzwyczaiła Zjednoczona Prawica.
Prezes jeszcze w październiku zapewniał na łamach „Rzeczpospolitej”, że kwestia polskiego kandydata do członkostwa w MKOl wymaga dyskusji. Ale jeśli taka się odbyła, to nie w przestrzeni publicznej. PKOl decyzję o rekomendacji Andrzeja Dudy podjął po cichu, bez zapowiedzi. Temat w agendzie spotkania zarządu znalazł się pod hasłem „sprawy różne”, co – jak słyszymy – było efektem pilności tematu, bo prezydent z szefem ruchu olimpijskiego Thomasem Bachem miał rozmawiać kilka dni wcześniej.