Istotę problemu, z jakim boryka się Szymon Hołownia, oddaje dobrze sportowa metafora: Po wyborach z 15 października Hołownia wystartował w tempie sprintera, rywalizującego w biegu na 100 metrów. Od momentu, gdy został marszałkiem Sejmu, rozpoczęła się swoista polityczna Hołowniomania. Wszyscy pamiętamy, że ludzie chodzili do kin oglądać tzw. Sejmflix, marszałek Sejmu brylował na mównicy i na konferencjach prasowych, których — mówiąc delikatnie — raczej nie unikał. Jakby jeszcze Hołowni było wokół mało, marszałek Sejmu uruchomił także swój videopodcast. A zainteresowanie świeżo upieczonym marszałkiem Sejmu było tak duże, że w telewizjach informacyjnych transmitowano nawet jego spotkania z młodzieżą. Był moment, że naprawdę można było obawiać się otworzyć lodówkę, bo Hołownia mógł czaić się także tam.