Gdy posłucha się dzisiejszej obietnicy minister zdrowia, Katarzyny Sójki, można odnieść wrażenie, że w tej naszej Polsce jest już tak dobrze, że brakuje tylko, aby rzeki spłynęły mlekiem i miodem. Nota bene rząd obiecuje smaczniejsze jedzenie w szpitalach już po raz kolejny, bo sprawa miała być załatwiona przez rozporządzenie przygotowane już w 2022 roku, które jednak jakoś się nie zmaterializowało.
PiS zabiera się za jedzenie w szpitalach: Czy w ochronie zdrowia jest już tak dobrze?
Oto bowiem przez lata ochrona zdrowia borykała się z takimi problemami, jak zadłużone szpitale, średnia wieku pielęgniarek niebezpiecznie zbliżająca się do średniej wieku emerytek, lekarze pracujący jednocześnie w trzech szpitalach, żeby spięły się trzeszczące w szwach grafiki, zamykane oddziały z powodu braku lekarzy danej specjalizacji, no i czas oczekiwania na wizytę u lekarza liczony – przy dobrych wiatrach – w miesiącach.
A tu nagle okazuje się, że najpilniejszą potrzebą jest
by pacjenci smacznie zjedli. No, skoro tak, to wszystkie inne problemy już
chyba rozwiązaliśmy. Prawda?
Czytaj więcej
Po ogłoszeniu w poniedziałek przez premiera Mateusza Morawieckiego programu modernizacji i rewitalizacji osiedli mieszkaniowych budowanych z wielki...
Ochrona zdrowia: Najpierw leczyć, potem karmić
Owszem, jedzenie w polskich szpitalach cieszy się (zasłużenie) złą sławą, co można podziwiać na profilach w rodzaju grupy „Jedzenie w szpitalach” na Facebooku. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że często używanie nazwy „jedzenie” w odniesieniu do tego, co widać na zdjęciach jest sporym nadużyciem. Pytanie tylko czy w sytuacji, gdy ochrona zdrowia nie radzi sobie ze swoim zadaniem zasadniczym, jakim jest dbanie o nasze zdrowie, propozycja, by w szpitalu wprawdzie niekoniecznie można było się wyleczyć, ale przynajmniej dobrze sobie zjemy, nie jest odrobinę ekscentryczna. Naturalnie – Polak głodny to Polak zły, ale Polak niewyleczony może być Polakiem nieżywym. Byłoby dobrze zachować tu jednak pewną hierarchię, n’est-ce pas?
Naturalnie – Polak głodny to Polak zły, ale Polak niewyleczony może być Polakiem nieżywym. Byłoby dobrze zachować tu jednak pewną hierarchię, n’est-ce pas?
A tak poza tym jak to możliwe, że w tej Polsce o której tak pięknie co miesiąc opowiada prezes NBP Adam Glapiński, doganiającej i przeganiającej zdemoralizowany Zachód, kłującej wszystkich w oczy swoim bogactwem, po ośmiu latach najlepszej z możliwych władz, w szpitalach karmiono tak, że często nosi to znamiona tortur? Cóż, można nad tym podumać w kolejce do specjalisty. Przez te kilka miesięcy na pewno coś się wymyśli. A kto wie, może będziemy mogli zastanawiać się nawet kilka lat?