Nie było chyba zaskoczeniem stanowisko strony niemieckiej w sprawie reparacji. Na notę dyplomatyczną polskiego MSZ z Berlina nadeszła na przełomie roku odpowiedź. Sprawę odszkodowań rząd RFN uważa za zamkniętą. Jaki będzie to miało wpływ na notowania PiS?
Z jednej strony rządzący pokazują, że robią wszystko, co mogą. Wiceminister spraw zagranicznych Arkadiusz Mularczyk śle kolejne noty do kolejnych państw, próbując je zainteresować naszym tematem. Spotyka się z przeróżnymi dyplomatami, prezentując polski raport o stratach wojennych, wysłał pismo nawet do sekretarza generalnego ONZ.
Czytaj więcej
- Rzadko spotykałem dłużników, którzy już po pierwszej nocie czy po pierwszym liście uznawali swoje zobowiązania i wypłacali należności - powiedzia...
Taki wysiłek – jeśli będzie prowadzony rozsądnie i planowo – może przynieść długofalowo pewne korzyści. Może przypomnieć naszym partnerom zagranicznym, jak wielkim i nierozliczonym kataklizmem dla Polski była II wojna światowa, uwrażliwić na polskie straty i stać się swego rodzaju antidotum na próby przepisywania na nowo historii.
Ale równocześnie u niektórych może wywołać wrażenie, że Polska właśnie sama chce przepisywać historię na nowo. Jeśli PiS popadnie w tej sprawie w przesadę, może się to obrócić przeciw partii Jarosława Kaczyńskiego.
Dobrze to pokazuje pomysł, by wciągnąć Izrael w sprawę reparacji od Niemiec, który został przez to państwo odebrany wyjątkowo negatywnie. Choć politykom PiS wydawać się mogło, że to sprytne zagranie, nie było ono zupełnie przygotowane wcześniej, a Izraelczycy, patrząc na szerszy kontekst polityczny – między innymi nowelizację ustawy o IPN z 2018 r., którą odebrał jak próbę napisania na nowo historii Holokaustu czy uniemożliwienie przez rząd PiS dalszych wizyt izraelskiej młodzieży w Polsce, by odwiedzić miejsca Zagłady – uznali to za gest równie absurdalny co wrogi. Nie zbudowało to powagi polskiego rządu.
Kapitał polityczny i moralny, który Polska zbudowała na arenie międzynarodowej w związku z pomocą okazaną Ukrainie i ukraińskim uchodźcom, może zostać szybko roztrwoniony historycznym awanturnictwem
Do historycznego sporu z Niemcami Polsce nie udało się też wciągnąć Amerykanów. Wręcz przeciwnie, dyplomaci z USA wszelkimi możliwymi kanałami wysyłają Warszawie sygnały, że w kontekście wojny w Ukrainie jakiekolwiek konflikty miedzy RP a RFN są niepotrzebne. Przypominają też, że przez swój potencjał to Niemcy zawsze będą kluczowym partnerem Stanów w Europie, na konflikcie zaś stracić może tylko strona polska.
W efekcie kapitał polityczny i moralny, który Polska zbudowała na arenie międzynarodowej w związku z pomocą okazaną Ukrainie i ukraińskim uchodźcom, może zostać szybko roztrwoniony historycznym awanturnictwem. Nawet jeśli racje moralne i historyczne będą po polskiej stronie.
Nie inaczej może być w polityce wewnętrznej. Bo choć można się było spodziewać odrzucenia przez Niemcy polskich roszczeń, dla części wyborców może to być sygnałem niemocy PiS. I w ten sposób sprawa reparacji, zamiast przynieść obozowi rządzącemu dodatkowe punkty, przysporzy części wyborców argumentów o tym, że rządzący nie mają już sprawczości. Że organizują akcje propagandowe (wątek antyniemiecki w ich narracji jest wszak bardzo obecny), ale niczego nie potrafią załatwić, króluje imposybilizm, a Polska ma wobec Niemiec wciąż pozycję petenta, który właśnie został odprawiony z kwitkiem.