Wahanie Joe Bidena trwało tylko dwie sekundy. Za krótko, aby nawet dokończyć słowo „negocjacje”. I już chwilę później amerykański prezydent zreflektował się, że tego słowa nie wypada wypowiadać w towarzystwie. Towarzystwie bohaterskiego prezydenta Ukrainy.
Na konferencji prasowej po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim, która odbyła się w nocy ze środy na czwartek czasu warszawskiego, Biden mówił już później tylko o tym, że Ameryka pozostanie u boku Ukrainy „tak długo, jak to będzie konieczne”. Ostrzegał, że trzeba będzie razem przejść przez trudny rok 2023, dając tym samym znać, że nie spodziewa się w nadchodzących dwunastu miesiącach pokoju. A na pytanie, dlaczego nie przekaże od razu Ukraińcom całej broni, jakiej oczekują, a w szczególności wyrzutni rakietowych dalekiego zasięgu, zamiast sięgać po bardzo racjonalny przecież argument, że nie może podjąć ryzyka bezpośredniej konfrontacji między USA a Rosją, wolał tłumaczyć się obawami europejskich sojuszników, którzy są znacznie bardziej narażenie na rosyjskie represje.