Po szóstej rano polskiego czasu internetowe piekło zamarzło. W chwili, gdy wiele polskich dzieci szykowało lampiony na roraty, Elon Musk zawiesił konto Kanyego Westa, zwanego ostatnio Ye, celebrytę, byłego męża Kim Kardashian, rapera, postać dość złożoną, choć intelektualnie niezbyt wyrafinowaną.

W wywiadzie udzielonym we czwartek znanemu propagatorowi teorii spiskowych Alexowi Jonesowi, też niezłemu gagatkowi (pisałem o nim zresztą kiedyś tutaj) West najpierw nie mógł się nachwalić Adolfa Hitlera a potem zawiesił na Twitterze swastykę. Tego było za dużo nawet jak na Muska, który ostatnio z dumą odblokował konto Westa, zawieszonego dwa miesiące temu przez poprzednie władze Twittera po antysemickich wpisach.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Prawdziwa cena dezinformacji

Musk wcześniej kreował postaci takie jak West na ofiary lewicowej cenzury, która miała obowiązywać na platformach społecznościowych, obiecywał, że kupiony przez niego miesiąc temu Twitter będzie inny, że nie będzie na nim cenzury, że proponuje wolność słowa w radykalnej wersji. Tak radykalnej – chełpił się – że lewakom chorym na polityczną poprawność trudno ją będzie znieść. Sam siebie Musk nazwał kiedyś absolutystą wolności słowa.

Dlatego np. ostatnio zlikwidował mechanizm, który sprawdzał, czy posty nie zawierają dezinformacji związanej z pandemią COVID – to również był temat, który niezwykle emocjonował amerykańską opinię publiczną, gdyż prawica w USA miała do obowiązku noszenia maseczek czy akcji szczepień niezwykle sceptyczny stosunek, w porównaniu z którym rodzimi antysanitaryści znad Wisły wydawali się łagodnymi owieczkami.

I po tych wszystkich zaklęciach, obietnicach, że wprowadzone będą obiektywne kryteria społeczności, że treści politycznie niepoprawne ale zgodne z prawem nie będą zdejmowane, że powstanie specjalne ciało mające określić zasady wolności słowa, Musk po szóstej rano czasu polskiego 2 grudnia ogłosił, że zawiesza Kanyego Westa, i tak właśnie się stało.

Nie mam wątpliwości, że Musk postąpił słusznie. Ale pojawia się tu sporo wątpliwości

Nie mam wątpliwości, że Musk postąpił słusznie. Ale pojawia się tu sporo wątpliwości. Choćby tak banalna, jak fakt, że w przeciwieństwie do wielu krajów w Europie swastyka nie jest zakazana prawem w USA, wręcz przeciwnie posługiwanie się nią jest chronione pierwszą poprawką do konstytucji. Po drugie Musk wziął na siebie sam odpowiedzialność za zawieszenie Westa. Zachował się nie jak właściciel platformy społecznościowej, ale redaktor naczelny medium, podejmujący decyzję o niewpuszczeniu na łamy jakiegoś autora. Czyli postąpił słusznie, ale całkiem sprzecznie z tym, co mówił wcześniej. Czyżby miesiąc w fotelu prezesa Twittera pokazał mu, że jego własny radykalizm niezbyt przystawał do rzeczywistości?