Trzeba powiedzieć sobie jasno: Czerwone linie zostały przekroczone. Nie ma powrotu do reguły business as usual z putinowską Rosją. Dopóki Ukraina nie powróci do uznawanych przez społeczność międzynarodowych granic, a odpowiedzialni za ostrzał budynków mieszkalnych i szpitali w miastach nie odpowiedzą za to przed międzynarodowymi trybunałami, z Rosją nie ma o czym rozmawiać. Tu nie ma miejsca na kompromisy, na dzielenie włosa na czworo. Czekają nas być może całe lata nowej, już nie zimnej, ale lodowatej wojny.
I – to też trzeba sobie powiedzieć jasno – koszty tej wojny poniesiemy wszyscy. Aby sankcje bardzo bolały Rosję, muszą też, mniej lub bardziej, zaboleć nas. Abyśmy mogli udzielić pomoc setkom tysięcy uchodźców z Ukrainy – musimy zacisnąć pasa. Aby uniezależnić się energetycznie od Rosji, musimy być gotowi na wyrzeczenia. Być może będzie to oznaczać, że przez najbliższe lata nie będziemy w stanie powrócić do poziomu życia, do jakiego wszyscy się przyzwyczailiśmy.
Czytaj więcej
Uchodźcy z Ukrainy uciekający przed wojną będą mieli w Polsce prawo do pracy, dostęp do pomocy społecznej i świadczeń rodzinnych. Pytana o koszt wy...
Będzie to niewątpliwie przestrzeń dla diabelskich podszeptów Rosji, która zacznie sączyć wszystkimi znanymi sobie sposobami jad w dusze Europejczyków. Będzie pytać czy warto tak się poświęcać dla Ukrainy. Czy warto płacić więcej za energię czy paliwo, skoro Rosja mogłaby znów udawać, że jest normalnym państwem, a my moglibyśmy znów udawać, że w to wierzymy. I będzie nam się wszystkim żyło przyjemniej. Do czasu, aż Rosji zamarzy się kolejny kąsek – i znów przesunie na swoją granicę 200 tys. żołnierzy.
Aby sankcje bardzo bolały Rosję, muszą też, mniej lub bardziej, zaboleć nas
Tę bombę trzeba już teraz rozbrajać. Polski rząd, podobnie jak wszyscy Polacy, w odruchu serca, przyjmuje uciekających Ukraińców i jest gotów ponosić wszelkie koszty tej gościny – od leczenia przybyszów, po wypłatę im świadczenia 500 plus. I to dobrze. Ale polski rząd musi mówić też szczerze, że w krótkiej, a może nawet średniej perspektywie czasowej, pewnie odbije się to na poziomie życia nas wszystkich. Bo wolność ma swoją cenę. Dla krwawiącej Ukrainy to dziś cena życia. My pewnie będziemy musieli zacisnąć pasa. Ale winny nie będzie ani rząd, ani nasi uciekający przed wojną sąsiedzi. Winny jest wyłącznie Kreml.
To nie jest bowiem czas skrupulatnych księgowych, którzy ograniczają patrzenie na świat do bilansowania kolumn „ma” i „winien”. Rosja rozpoczęła krwawą grę, która stanowi – zwłaszcza dla nas, którzy znajdujemy się w jej groźnym cieniu – zagrożenie egzystencjalne. Jeśli zdoła przekonać nas, że nie warto płacić zbyt wygórowanej ceny za to, by w tej grze doznała całkowitej klęski, to w końcu zapłacimy cenę najwyższą.