Czwartkowa sejmowa mowa premiera Mateusza Morawieckiego była chyba jednym z najbardziej antyunijnych a z pewnością najbardziej agresywnym jego wystąpieniem politycznym. Morawiecki nie pozostawiał złudzeń, że jest jakimś technokratą, który został wynajęty do załatwiania spraw w Brukseli. Ale agresja Morawieckiego jest odwrotnie proporcjonalna do jego pozycji w partii.
Wystąpienie premiera została pomyślane jako odpowiedź na wiec, który w niedzielę zorganizował na ulicach Warszawy i innych polskich miast Donald Tusk. Lider PO wezwał Polaków, zaniepokojonych decyzją Trybunału Konstytucyjnego kierowanego przez Julię Przyłębską w sprawie unijnych traktatów. Obóz władzy przez kilka dni tej odpowiedzi nie dawał na odpowiednim szczeblu, co sprawiało, że polaryzacja przebiegała na linii Tusk-Platforma-uczestniczki Powstania Warszawskiego, biorące udział w wiecu Platformy z jednej, a z drugiej wygoleni chłopcy Roberta Bąkiewicza przekrzykujący polityków prounijnego wiecu. Bąkiewicz poczuł wiatr w żaglach i przez cały tydzień wszędzie było go pełno.