Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Widząc, jak wielką reakcję wywołała decyzja Trybunału Konstytucyjnego kierowanego przez Julię Przyłębską w Brukseli i innych europejskich stolicach, można postawić tezę, że największym stratnym na tej całej historii będzie wnioskodawca, czyli premier Mateusz Morawiecki. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że był to największy błąd w jego karierze politycznej.
Zakładając nawet, że złożył on wniosek do TK o to, by uznać kilka fragmentów traktatów europejskich z niezgodne z Konstytucją RP, wyłącznie na użytek wewnętrzny, uderzył w jeden z własnych atutów, czyli jako polityka proeuropejskiego. Być może Morawiecki kalkulował, że musi wysłać silny sygnał do wyborców, że to on jest twardym suwerenistów, że po co im Zbigniew Ziobro, skoro to premier, potrafi wykonać taki twardy gest i zaskarżyć unijne traktaty. Tyle tylko, że to rozumowanie obarczone poważnym błędem. Po pierwsze Ziobro – nie będąc odpowiedzialnym za politykę europejską – może sobie opowiadać najbardziej niestworzone historie na temat UE, bo nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Innymi słowy retorycznie Ziobro zawsze przelicytuje Morawieckiego i próba jakiejkolwiek konkurencji w tej dziedzinie, jest dla premiera skazana na niepowodzenie. Tym bardziej, że – po drugie – skoro jest już jeden Ziobro, to po co na polskiej scenie, ktoś udający Ziobrę? Po co kopia, skoro jest już jeden oryginał. W konkurencji z Ziobrą Morawiecki nic tu więc nie mógł zyskać. Przeciwnie, może wyłącznie stracić. Bo przecież atutem obecnego szefa rządu miało być właśnie to, że dobrze poruszał się na europejskich salonach, że zna języki, że jest w stanie się dogadać z Brukselą. Mówiąc brutalnie – Morawiecki zapomniał, że został wynajęty przez PiS do tego, by obniżyć konflikt z Unią Europejską, a tymczasem robi wszystko, by ten konflikt zaostrzyć. Komentarze unijnych polityków mówiących serwisowi Politico, że rząd w Warszawie przekroczył czerwoną linię posługując się marionetkowym trybunałem, by znaleźć alibi do tego, by nie wykonywać wyroków TSUE dotyczących skoku na sądownictwo. Morawiecki traci więc cały swój szarm w umiarkowanym elektoracie, który obawia się, że PiS przegnie w konflikcie z Unią. Ale też traci wiarygodność w oczach Unijnych polityków. Wszak jego ulubioną strategią była gra w dobrego i złego policjanta. W negocjacjach Morawiecki powtarzał unijnym przywódcom, żeby trochę odpuścili, bo ma za plecami takiego Ziobrę, że on by się może i chciał dogadać, że on jest tym dobrym, ale jest ten zły Ziobro. Tyle tylko, że po manewrze ze skargą do TK taki argument zupełnie traci wiarygodność. Nagle okazuje się, że rzekomo najbardziej proeuropejski polityk obozu władzy właściwie niczym się nie różni od rzekomo najbardziej czarnosecinnego. Po tej ustawce z Trybunałem, nikt już nie będzie w UE traktował Morawieckiego serio.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: