Reklama

Michał Szułdrzyński: Co prezydent ugrał w Berlinie

Andrzej Duda miał prawo czuć się zaatakowany podczas spotkania w niemieckim MSZ we wtorek. Pytanie jednak, czy dając się sprowokować w jakikolwiek sposób przybliżył się do załatwienia ważnych dla Polski spraw.
Michał Szułdrzyński: Co prezydent ugrał w Berlinie

Foto: Fotorzepa, Michał Szułdrzyński

Dyplomacja to nie jest dziedzina, w której sprawdzają się ludzie o słabych nerwach. Mógł się o tym przekonać prezydent Andrzej Duda, który wziął udział we wtorek w Berlinie w Forum Polsko-Neimieckim, organizowanym w niemieckim MSZ. Owszem, prezydent był prowokowany przez swoich rozmówców, ale też dał się sprowokować jak dziecko. W efekcie z ważnej wizyty zostaną głównie tzw. soundbity o żarówkach i gwałtach.

Ale po kolei. Duda rozpoczął swoje przemówienie w niemieckim MSZ od podkreślania wagi, jaką dla Polski ma w związku z doświadczeniami historycznymi niepodległość, suwerenność czy demokracja. Mówił sporo o prawie międzynarodowym, które powinno być podstawą światowego ładu, bo ilekroć było łamane prawo międzynarodowe, tylekroć wolność Polski była zagrożona. Przy okazji przypomniał niechęć Polski do poddawaniu się dyktatowi mocarstw, wynikającemu z ich przewagi wielkości.

Pozostało jeszcze 80% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama