Dyplomacja to nie jest dziedzina, w której sprawdzają się ludzie o słabych nerwach. Mógł się o tym przekonać prezydent Andrzej Duda, który wziął udział we wtorek w Berlinie w Forum Polsko-Neimieckim, organizowanym w niemieckim MSZ. Owszem, prezydent był prowokowany przez swoich rozmówców, ale też dał się sprowokować jak dziecko. W efekcie z ważnej wizyty zostaną głównie tzw. soundbity o żarówkach i gwałtach.
Ale po kolei. Duda rozpoczął swoje przemówienie w niemieckim MSZ od podkreślania wagi, jaką dla Polski ma w związku z doświadczeniami historycznymi niepodległość, suwerenność czy demokracja. Mówił sporo o prawie międzynarodowym, które powinno być podstawą światowego ładu, bo ilekroć było łamane prawo międzynarodowe, tylekroć wolność Polski była zagrożona. Przy okazji przypomniał niechęć Polski do poddawaniu się dyktatowi mocarstw, wynikającemu z ich przewagi wielkości.