Reklama

Nowi doradcy Komorowskiego?

Czy to możliwe, że kandydaci na prezydenta RP Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski do końca kampanii wyborczej będą doradzać swojemu konkurentowi Bronisławowi Komorowskiemu?

Aktualizacja: 14.05.2010 12:00 Publikacja: 13.05.2010 23:24

Marszałek Sejmu pełniący obowiązki prezydenta bardzo by chciał ich obsadzić w takiej roli – stąd pomysł powołania nowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

[wyimek][b] [link=http://blog.rp.pl/blog/2010/05/13/dominik-zdort-nowi-doradcy-komorowskiego/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]

Oczywiście wszystko jest zgodne z prawem. Konstytucja pozwala (choć nie nakazuje) Komorowskiemu – który po smoleńskiej tragedii przejął prezydenckie prerogatywy – w dowolnej chwili powołać i odwołać RBN. Dotychczasowa praktyka pokazuje jednak, że to ciało nie jest specjalnie potrzebne. Spotykało się bardzo rzadko. Dlaczego kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi p.o. prezydenta Komorowskiemu nagle okazał się niezbędny „organ doradczy w zakresie wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa”? Czyżby owe bezpieczeństwo było zagrożone i należało je gwałtownie chronić?

Oczywiście tak nie jest. Chyba że Bronisław Komorowski za niebezpieczeństwo dla państwa uważa wyborcze zwycięstwo któregoś ze swoich przeciwników, których – jako szefów parlamentarnych ugrupowań – zaprosił do Rady...

Bo zaproszenie Komorowskiego – wbrew sugestiom niektórych zachwyconych komentatorów – nie oznacza, że kandydat PO na prezydenta jest otwarty na współpracę z konkurentami. Wręcz odwrotnie – to pułapka na Jarosława Kaczyńskiego i Grzegorza Napieralskiego. Propozycji p.o. prezydenta zaakceptować nie mogą – trudno bowiem wyobrazić sobie, że przyjmują rolę doradców Bronisława Komorowskiego. Jeśli natomiast odrzucą „wyciągniętą dłoń” marszałka, zostaną zaatakowani za brak woli współpracy i wywoływanie niepotrzebnych sporów w tej i tak nerwowej kampanii.

Reklama
Reklama

Komorowski zastosował sprytny chwyt propagandowy, aby osłabić swoich kontrkandydatów. Można by się zachwycać jego finezją, gdyby nie był to już kolejny przykład, jak marszałek, nie bacząc na delikatność swojej sytuacji, bez skrupułów wykorzystuje tymczasowe – przejęte po tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego – prezydenckie uprawnienia. Wcześniej, gdy usiłował zastraszyć Radę Polityki Pieniężnej i podpisywał kontrowersyjną nowelizację ustawy o IPN, służyło to politycznym celom jego partii. Tym razem przedwyborcza zagrywka z Radą jest w jego osobistym interesie.

Komentarze
Bogusław Chrabota: Viktor Orbán wprost grozi Europie Środkowej wojną
Komentarze
Jacek Cieślak: Marta Cienkowska, pierwsza ministra wulgarnej pseudokultury?
Komentarze
Artur Bartkiewicz: PiS mówi, że stać nas na miliard dolarów. A nie stać nas, by go nie wydać?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Tydzień z Donaldem Trumpem. Po Davos strach się bać!
Komentarze
Marek Kozubal: Afgańskie piekło. Prezydent Donald Trump nie ma szacunku dla swoich żołnierzy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama