Analizowanie tych materiałów, a przede wszystkim odszyfrowywanie niezrozumiałych fragmentów rozmów, będzie zapewne trwało jeszcze bardzo długo. Ale od tej pory każdy z nas może spróbować sam sobie wyrobić zdanie na temat tego, co zaszło w kokpicie tego statku powietrznego i poprzedziło tragedię. A więc także próbować znaleźć odpowiedź na pytanie, co sprawiło, że do tej katastrofy doszło.

Ujawnione stenogramy nie przynoszą dowodów na czyjekolwiek naciski na pokładzie samolotu. Bo tezy o tym, że do nich doszło, nie da się utrzymać, wyprowadzając ją z dwóch zdań, które wypowiedział Mariusz Kazana, szef protokołu dyplomatycznego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ani też z obecności w kokpicie dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika.

Z kolei z wielu zdań, które padły z ust kapitana Arkadiusza Protasiuka, jasno wynika, że miał on pełną świadomość, iż z powodu fatalnych warunków pogodowych może się nie udać lądowanie pod Smoleńskiem i samolot będzie musiał odlecieć na lotnisko zapasowe. Mimo to podjął jednak – wiele na to wskazuje, że błędną – decyzję o próbie lądowania. Dlaczego? Na to pytanie opublikowany zapis rozmów odpowiedzi nie przynosi.

Wreszcie ze stenogramów rozmów członków załogi tupolewa z wieżą wynika, iż kontroler lotów ze Smoleńska ostrzegł pilotów Tu-154M przed kiepską pogodą. Więcej, jasno im zakomunikował, że nie ma warunków do lądowania. Ale lotniska dla polskiego samolotu prezydenckiego nie zamknął. I w tym przypadku próżno w stenogramach szukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak się stało?

Tego, że Tu-154M przy takiej pogodzie nie powinien był lądować w Smoleńsku, domyślaliśmy się od kilku tygodni. Teraz, dzięki poznaniu zapisu rozmów zarejestrowanych przez czarne skrzynki, wiemy już o tym na pewno. Wciąż jednak nie wiemy, dlaczego doszło do próby lądowania. A zapis kluczowych dla rozwikłania tej zagadki kilkudziesięciu ostatnich sekund odpowiedzi na to pytanie nie daje.

Skomentuj na blog.rp.pl/gabryel