Tusk przestrzegał w weekend przed konsekwencjami zwycięstwa „ajatollaha”, a Kaczyński snuł wizje bezprawia w Polsce i zamkniętych stref rządzonych przez szariat w efekcie napływu muzułmańskich imigrantów, co miałoby być konsekwencją wyborczego zwycięstwa opozycji.
Przy okazji przewodniczący Rady Europejskiej rozwiązał inny polityczny dylemat. Komentatorzy zastanawiali się, jak połączy sprawowanie funkcji wysokiej rangi urzędnika europejskiego, który powinien zachować bezstronność, z wystąpieniem na politycznym wiecu. Wszak długo deliberowano, czy Tusk będzie się mógł zaangażować jesienią w kampanię wyborczą, skoro jego europejska kadencja kończy się formalnie dopiero w listopadzie. Jak jednak było widać w sobotę na stołecznym placu Konstytucji, były premier nie ma z tym najmniejszego problemu. Choć nie wymienił nazwy żadnej partii, wystąpił wśród liderów zjednoczonej opozycji, zachęcając do głosowania za Europą. Jeśli ta sytuacja nie spotka się z żadną reakcją ze strony instytucji UE lub unijnych przywódców, będzie to tylko sygnał, że Tusk na całego zaangażuje się w kampanię jesienią, przed wyborami do Sejmu i Senatu.