O Nepalu, Bangladeszu i Butanie w Polsce mówi się głównie wtedy, gdy zawali się szczyt, wybuchną zamieszki albo woda porwie mostek pielgrzymkowy w Himalajach. Tak było kilkanaście dni temu, gdy w Nepalu, po ulewach i osunięciach, zginęli kolejni pielgrzymi zmierzający do świątyń u podnóża najwyższych gór świata.
Czytaj więcej
Wzrost cen paliw kopalnych od czasu wojny z Iranem wywiera presję na producentów poliestru oraz firmy odzieżowe w Indiach i Bangladeszu. To grozi w...
„Nepal patrzy na to dziś przede wszystkim jako zmaganie z konsekwencjami zmian klimatu" – mówi ambasador Tomasz Łukaszuk, były ambasador RP w Indiach i Indonezji, dziś związany z Wydziałem Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. „W parlamencie odbyła się na ten temat debata, w październiku Nepalski Kongres, dziś w opozycji, chce zająć się topnieniem lodowców. Ale to nie jest historia tylko o pogodzie." Między jedną a drugą katastrofą dzieje się tam sporo polityki, która za kilka lat wraca do Europy rykoszetem – łańcuchami dostaw, migracją, chińskimi portami i indyjską dyplomacją.
Balenizm, który się zmęczył
Rok temu Katmandu płonęło. Studenckie protesty pokolenia Z, siedemdziesiąt sześć ofiar, dwa i pół tysiąca rannych, upadek rządu. Dziś premierem Nepalu jest Balendra „Balen" Shah – trzydziestosześcioletni raper, były burmistrz Katmandu, którego założona w 2022 r. Rastriya Swatantra Party wzięła w marcowych wyborach 182 z 275 mandatów. To najmłodszy urzędujący szef rządu na świecie, człowiek, który zaprzysiężenie uczcił premierą nowego kawałka o jedności.
Dla części komentatorów to „balenizm" – nepalska odpowiedź na kryzys zaufania do klasy politycznej. Łukaszuk stawia opór tej narracji. „Nie nazywałbym tego rewolucją" – mówi. „Rewolucję zawsze przeprowadzić jest łatwo do pewnego stopnia. Trudniej codziennie funkcjonować w państwie i wyjść naprzeciw ambicjom pokolenia urodzonego w XXI wieku, które patrzy na Indie i Chiny."
Czytaj więcej
Dziesięć dni po katastrofalnej powodzi w Himalajach ratownicy wciąż znajdują żywe osoby. Obywatela Chin uratowano z tunelu hydroelektrowni na rzece...
Bilans stu pierwszych dni jest niejednoznaczny. Nie powstała niezależna instytucja antykorupcyjna – według wzorca, który dziś w świecie uchodzi za standard dobrego rządzenia. Organizacje praw człowieka nadal pytają o odpowiedzialność za śmierć siedemdziesięciu czterech osób.
„Bohaterowie tej rewolucji są zmęczeni, sfrustrowani i czekają na więcej" – ocenia ambasador. „Trzeba pamiętać, że konstytucja Nepalu jako państwa demokratycznego ma dopiero jedenaście lat. To była monarchia, nie ma zaplecza polityków wykształconych w rozwiniętych demokracjach. Oni muszą uczyć się od podstaw."
Podskórnie działa też ekonomia. Transfery od nepalskiej diaspory to jedna czwarta PKB kraju. Ryzyko jest oczywiste: jeśli Balen zawiedzie, a zaczyna zawodzić w reakcji na powódź, cały kapitał zaufania zamknięty w jednym człowieku wyparuje szybciej, niż się ukształtował.
Dhaka mówi „ASEAN". Delhi milczy
Bangladesz w lutym po piętnastu latach wybrał parlament bez Sheikh Hasiny w tle. Rządy tymczasowe Muhammada Yunusa ustąpiły dokładnie szesnastego lutego, dzień później zaprzysiężono premiera Rahmana – syna głównej oponentki obalonej „paniszki". W sierpniu Hasina z Delhi łączyła się na wideo z zagranicznymi korespondentami i publicznie atakowała rząd, który ją obalił.
„Jeśli syn głównej oponentki Sheikh Hasiny został premierem, to raczej nie jest koniec pewnej epoki, tylko kontynuacja rywalizacji na scenie politycznej Bangladeszu" – tłumaczy Łukaszuk. Sama konferencja z Delhi była, jak twierdzą indyjskie media, złamaniem dżentelmeńskiej umowy. „Na podobnych zasadach funkcjonuje Dalajlama: ma dom, ludzi wokół siebie, może żyć w Indiach – ale nie może komunikować się politycznie na zewnątrz. Podobno taka umowa była też z Hasiną. Podejrzewam, że będzie to pierwsza i ostatnia tego typu konferencja."
Czytaj więcej
Uczestnicy protestów skupieni wokół tzw. Partii Karaluchów starli się w New Delhi w środę wieczorem z policją. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiąceg...
Delhi nie ma jednak apetytu na eskalację. Za kilkanaście dni w Nowym Delhi ma odbyć się szczyt, na którym prawdopodobnie pojawi się Xi Jinping – Rosja już potwierdziła obecność Putina. „Dla Indii Chiny są zbyt ważnym partnerem politycznym i gospodarczym, żeby kwestia uchodźstwa jednej byłej premier stała się dziś priorytetem" – ocenia były ambasador.
Sam Bangladesz patrzy zaś na siebie coraz bardziej ekonomicznie, coraz mniej ideologicznie. Obserwując rozwój ASEAN-u w sąsiedztwie, rząd w Dhace publicznie mówi, że przystąpienie do Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej mogłoby przyspieszyć rozwój kraju i „wyciszyć rywalizację zastępczą między Chinami a Indiami" na jego terytorium.
Wizja „Smart Bangladesh 2041" – digitalizacja, farmacja, elektronika, metro w Dhace, most Padma, kolej dużych prędkości – brzmi ambitnie. Ale w tle jest milion ryksiarzy, plus rodziny, których nie da się z dnia na dzień „przekwalifikować" na motorniczych. I roczny deficyt półtora miliona miejsc pracy. Nie mówiąc o eksporcie wykwalifikowanej siły roboczej: trzydzieści pięć miliardów dol. rocznie transferów z zagranicy to poduszka, ale i dowód, że najlepsi absolwenci pracują poza krajem.
Butan, czyli przetrwanie w cieniu smoka
25 sierpnia w Pekinie Ajit Doval i Wang Yi, po dwudziestej piątej rundzie rozmów specjalnych przedstawicieli w sprawie granicy indyjsko-chińskiej, ogłosili ośmiopunktowy konsensus. W dokumencie ani razu nie pojawia się słowo „Butan". A jednak każdy w regionie wie, że dotyczy on także tego małego himalajskiego królestwa, które od 1984 r. negocjuje z Pekinem granicę – siedemset siedemdziesiąt siedem kilometrów, praktycznie bez przerwy.
Kluczowy jest strategiczny odcinek na zachodzie kraju, który łączy chińskie terytorium z korytarzem prowadzącym do Pakistanu i klasycznym Szlakiem Jedwabnym.
Czytaj więcej
Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) z poparciem na poziomie 45 proc. jest najsilniejszą partią we wschodnich landach kraju i wypr...
„Pojęcie negocjacji w kulturze tych państw to raczej nie kwestia dotarcia do celu, a podtrzymywania kontaktów i zapobiegania incydentom na granicy" – mówi Łukaszuk. „Tych sytuacji było kilka, a nie kilkadziesiąt czy kilkaset. Te częste kontakty, cywilne i wojskowe, w trójkącie Chiny–Indie–Butan mają wyciszać emocje. Dla samego Butanu najważniejszym celem jest przetrwanie."
Nauka jest bolesna. Pół wieku temu królestwo Sikkimu, funkcjonujące na podobnych zasadach, nie utrzymało równowagi między Pekinem a Delhi i musiało zrezygnować z niepodległości, wchodząc w skład Indii. Butan – nadal monarchia, społeczeństwo bardziej konserwatywne i zamknięte niż nepalskie – nie chce powtórzyć tej lekcji. Jego słynne „Ministerstwo Szczęśliwości" w rzeczywistości jest resortem zrównoważonego rozwoju: „To się dobrze sprzedaje w mediach i dobrze się sprzedaje wewnątrz kraju" – kwituje ambasador.
Chiny, korytarze i eksport broni
„Od kilkunastu lat, od kiedy Xi Jinping uaktywnił Chiny w skali międzynarodowej – Pas i Szlak, korytarze gospodarcze dla Pakistanu, ostatnio nowy korytarz zaproponowany w czerwcu Bangladeszowi podczas wizyty premiera Rahmana w Pekinie – mamy do czynienia z nasileniem rywalizacji chińsko-indyjskiej" – analizuje Łukaszuk. „Chińczycy wiedzą, że mają przewagę kilku dekad rozwoju, wchodzą w miękkie podbrzusze Indii, stają się najważniejszymi partnerami handlowymi i inwestycyjnymi Nepalu i Bangladeszu."
Skala: prawie połowa inwestycji w Nepalu i Bangladeszu pochodzi dziś z Chin. Cel jest podwójny. Po pierwsze – ograniczyć zależność od Cieśniny Malakka, przez którą płynie znaczna część chińskiego importu surowców. Stąd ropociągi i gazociągi przez Birmę, stąd nowy korytarz przez Bangladesz. Indie odpowiadają, podpisując z Omanem umowę o podwodnym ropociągu i dywersyfikując własne łańcuchy dostaw. Po drugie – broń. Jak wyliczył jeden z wiodących indyjskich think tanków, w ostatniej dekadzie siedemdziesiąt proc. chińskiego eksportu uzbrojenia w Azji trafiało do najbliższego sąsiedztwa Indii.
Berlin i chiński szok 2.0
Decyzje, które za kilka tygodni zapadną w Brukseli, będą w dużej mierze reakcją na tę samą chińską ofensywę – tyle że oglądaną przez pryzmat niemieckiej motoryzacji, polskich mebli i europejskich baterii.
Październikowy szczyt Rady Europejskiej ma być momentem, w którym przywódcy zlecą Komisji wdrożenie konkretnych działań: ceł sektorowych, narzędzi ochrony przed subsydiowanym importem, mechanizmów zabezpieczających dostęp do metali ziem rzadkich. Berlin, przez lata hamulcowy takich instrumentów, zmienia ton.
„Od maja tego roku Merz znacznie krytyczniej mówi o Chinach, mówi o manipulacji kursem walutowym, o tym, że Unia musi zareagować" – wskazuje dr Tomasz Morozowski z Instytutu Zachodniego. „Doszło do prostej konstatacji: koszt bierności przewyższa dziś koszt reakcji."
Czytaj więcej
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ma w orędziu o stanie Unii ogłosić znaczne zaostrzenie ochrony przed chińskim importem.
Tłem jest wewnętrzny kryzys – Volkswagen ogłasza największą restrukturyzację w historii, ciął już około stu tysięcy stanowisk; BMW traci nie tylko udziały w chińskim rynku, ale mierzy się z chińskimi konkurentami we własnym kraju. Rekordowy wynik AfD w Saksonii-Anhalt, czterdzieści cztery proc., dokłada Berlinowi presji politycznej – wschodni elektorat mobilizuje się wokół kryzysu przemysłu, rosnących kosztów energii i poczucia bycia „obywatelami drugiej kategorii".
Docelowy model dla Brukseli, zdaniem Morozowskiego, to nie decoupling, tylko „zarządzana współzależność". Selektywna otwartość na chińskie inwestycje, szczególnie greenfieldowe, ale z warunkami: transfer technologii, korzyści dla lokalnych dostawców, miejsca pracy. „Trochę przypomina to regułę odwróconego Denga" – mówi. „Za Deng Xiaopinga to Zachód wysyłał do Chin technologie. Teraz wraz z chińskimi inwestycjami w motoryzację czy baterie my chcemy tę myśl technologiczną przyciągać do siebie."
Ryzyko jest dwustronne. Pekin trzyma na ścianie strzelbę w postaci metali ziem rzadkich – wystarczy zakręcić kurek, by w ciągu tygodni sparaliżować niemieckie i europejskie linie produkcyjne. „Podczas następnej wizyty kanclerza Niemiec w Chinach – nie wiemy jeszcze jakiego kanclerza – atmosfera będzie bardzo podobna" – prognozuje Morozowski. „Berlin będzie dbał, żeby relacje bilateralne były dobre, żeby inwestycje szły w obu kierunkach. Rozdzielanie poziomu bilateralnego od europejskiego to trwała gra."