DSA, czyli unijny akt o usługach cyfrowych, ma zwiększyć bezpieczeństwo i przejrzystość usług internetowych, wzmocnić prawa użytkowników wobec platform oraz ujednolicić zasady działania rynku cyfrowego w UE. Polska jest zobowiązana uzupełnić krajowe przepisy, m.in. wskazać organ odpowiedzialny za nadzór i określić system sankcji. Pierwsze czytanie nowelizacji przepisów w tej sprawie zaplanowano dziś wieczorem.

Ministerstwo Cyfryzacji przypomina, że Polska pozostaje jednym z nielicznych krajów UE, który nie dostosował krajowych przepisów do DSA. Resort zwraca też uwagę, że dalsze opóźnienia mogą skutkować nałożeniem na Polskę wielomilionowych kar finansowych. – Internet nie może pozostawać przestrzenią, w której odpowiedzialność kończy się tam, gdzie zaczynają się algorytmy – podkreślił wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, gdy na początku czerwca rząd przyjął dwa projekty ustaw mających wdrożyć w Polsce DSA.

Czytaj więcej

Rząd wdraża unijną dyrektywę DSA. Większe bezpieczeństwo i przejrzystość w internecie

Rząd rozdziela wdrożenie DSA po prezydenckim wecie

Teraz oba projekty trafiły do Sejmu. Pierwszy z nich, którym posłowie zajmą się podczas wieczornych obrad, wyznacza prezesa UKE na koordynatora ds. usług cyfrowych oraz przyznaje mu kompetencje nadzorcze, kontrolne i sankcyjne. Drugi projekt obejmuje m.in. krajową procedurę blokowania nielegalnych treści oraz mechanizmy ochrony użytkowników przed nadmiernym usuwaniem treści przez platformy.

Podział ma zmniejszyć ryzyko ponownego zablokowania całej reformy przez prezydenta Karola Nawrockiego. Rząd chce oddzielić część kompetencyjną, bez której DSA w Polsce pozostaje w dużej mierze niewykonalne, od najbardziej spornej części proceduralnej.

– Weto Prezydenta RP do ustawy wdrażającej DSA w styczniu uniemożliwiło skuteczną ochronę polskich obywateli przed nieuczciwymi praktykami dostawców usług pośrednich, w tym platform internetowych. Polscy przedsiębiorcy są narażeni na brak egzekwowania zasad równej konkurencji na rynku e-commerce, w szczególności wobec podmiotów spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego – podał resort.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Polacy chcą być zapomniani w sieci. Firmy zalewają Google żądaniami

Pro

Prezydent uzasadniał swój sprzeciw obawą, że o granicach wolności słowa w internecie mieliby decydować urzędnicy, a nie niezależne sądy. W jego ocenie groziłoby to administracyjną kontrolą debaty publicznej. Według ekspertów prezydent nie zamierza blokować samego wdrożenia DSA. Najtrudniejsza politycznie może być natomiast druga część reformy, czyli krajowa procedura blokowania i odblokowywania treści, ponieważ to ona najbliżej dotyka zarzutów, które pojawiły się przy prezydenckim wecie.

Czytaj więcej

Sławomir Wikariak: Prezydent ufa big techom, nie państwu

Prezes UKE ma dostać narzędzia do egzekwowania DSA

Projekt, którym Sejm ma się dziś zająć, ma stworzyć krajowy system nadzoru nad stosowaniem DSA. Główną rolę ma pełnić prezes UKE, który zostanie koordynatorem ds. usług cyfrowych, a w określonych sprawach i w ramach swoich kompetencji wspierać go będą prezes UOKiK oraz przewodniczący KRRiT. W praktyce oznacza to, że instytucje te będą mogły kontrolować, czy dostawcy usług pośrednich – w tym platformy internetowe – wykonują obowiązki wynikające z DSA, a w razie naruszeń prowadzić postępowania i nakładać kary pieniężne.

Projekt przewiduje także utworzenie otoczenia prawnego potrzebnego do stosowania DSA, m.in. określa zasady certyfikacji podmiotów pozasądowego rozstrzygania sporów, zaufanych podmiotów sygnalizujących oraz zweryfikowanych badaczy. Zakłada również powołanie Krajowej Rady ds. Usług Cyfrowych, wprowadzenie jednolitych zasad kontroli i postępowań wyjaśniających, kar finansowych oraz drogi dochodzenia odszkodowań przed sądami.

Czytaj więcej

Dariusz Standerski: Nie będziemy czekać na Unię Europejską z piaskownicami AI

Ekspert: potrzebna szybka ścieżka odwoławcza

„Rzeczpospolita” zapytała mec. Pawła Litwińskiego, specjalisty z zakresu prawa ochrony danych osobowych, także prawa nowych technologii, jakie gwarancje proceduralne powinny towarzyszyć nowym kompetencjom prezesa UKE, tak by wdrożenie DSA wzmacniało prawa użytkowników wobec platform, a nie prowadziło do nadmiernej władzy państwa nad obiegiem treści w internecie. W ocenie eksperta kluczowym problemem nie jest samo egzekwowanie przepisów wobec treści nielegalnych, lecz brak gwarancji, że kontrola sądowa decyzji prezesa UKE będzie realnie szybka.

– Nie widzę tego w kategoriach władzy państwa nad obiegiem treści w internecie, bo treści, które będą objęte ewentualnymi nakazami prezesa UKE, są i tak nielegalne, a ten stan nielegalności wynika z obowiązujących od dawna regulacji. Mówimy więc o ewentualnym blokowaniu treści nielegalnych, czyli egzekwowaniu tego, co już wynika z przepisów. Kluczowa gwarancja jest moim zdaniem tylko jedna – szybka ścieżka odwoławcza – mówi ekspert.

Prawnik wyjaśnia, że choć w projekcie przewidziano krótkie terminy w postępowaniu, na przykład dwa dni na przekazanie akt przez prezesa UKE do sądu, to nie ma żadnej gwarancji, że sąd szybko rozstrzygnie sprawę. – Jeżeli uwzględnimy dwie instancje i skargę kasacyjną, to w obecnym stanie polskiego sądownictwa mówimy o latach postępowania. A przecież mamy tzw. tryb wyborczy, który – jak pokazuje praktyka – jest szybki i działa. Nie rozumiem, dlaczego tutaj nie wprowadza się podobnego rozwiązania. Na papierze wszystko wygląda dobrze, ale pospolitość skrzeczy – dodaje mec. Litwiński.

Etap legislacyjny: przed pierwszym czytaniem w Sejmie