Prezydent postuluje referendum w
sprawie unijnej polityki klimatycznej, a PiS przedstawia projekt ustawy
o wyjściu z Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (ETS). Jak ocenia pan udział Polski w tym systemie?
Polska jest państwem, dla którego
koszt ETS jest szczególnie wysoki, ponieważ nasza energetyka przez lata była
oparta przede wszystkim na węglu. Cena emisji CO2 bardzo mocno wpływa na koszty
wytwarzania energii i konkurencyjność polskiego przemysłu. Nie powiedziałbym
jednak, że ETS jest mechanizmem, który „nie działa”. Emisje w sektorach
objętych tym systemem rzeczywiście spadają. Ale wysoka cena CO2 jest dla nas nie tylko
bodźcem do transformacji, a również kosztem ponoszonym dzisiaj przez
energetykę, przemysł i gospodarstwa domowe. Dlatego powinniśmy oceniać ETS nie
tylko przez pryzmat ton CO2, które znikają, ale także przez koszt tej redukcji
dla gospodarki. I tu jest już gorzej; firmy zamiast się dostosować zaczęły
importować z Białorusi, Ukrainy, Turcji czy Chin. W efekcie
cierpi na tym krajowa produkcja przemysłowa.