Co siódmy z nas zdecydował się na uprawianie własnych warzyw i owoców, a 4 proc. myśli nawet o zakupie działki, na którą można się przenieść w przypadku ponownej izolacji – wynika z najnowszego sondażu ARC Rynek i Opinia.

Czytaj także: Kryzys przed nami, minął tylko pierwszy wstrząs

Starsi rezygnują z wyjazdów, nawet w Polsce, młodsi szukają zaś alternatywnych sposobów zarabiania online. I trudno się dziwić, bo jak pokazują ostatnie analizy naukowców z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, co dziesiąty student łączący naukę z pracą stracił w trakcie lockdownu źródło dochodu, a 15 proc. żaków ma wyraźnie ograniczoną możliwość zarobkowania.

– Nastroje najprawdopodobniej najgorsze są wśród absolwentów I stopnia łączących pracę z nauką na studiach magisterskich. Prawie 80 proc. z nich jest zatrudnione na umowy cywilnoprawne, słabiej chroniące przed zwolnieniem – mówi dr Dominik Buttler z UEP.

Czytaj także: Przedstawiciel WHO: Druga fala COVID-19 może zabić miliony

Spadający optymizm

Strach przed drugą falą epidemii, która może nastąpić jesienią, sprawił, że staramy się żyć oszczędniej. – Polacy cały czas w tyle głowy mają świadomość, że koronawirus nie zniknął. To poczucie potęgują doniesienia ze świata o nowych ogniskach w miejscach, gdzie problem już się wyciszał, dlatego na poważnie bierzemy ryzyko, że pandemia wróci. To ogranicza chęć wydawania pieniędzy – mówi Adam Czarnecki z ARC.

Jak zaznacza, te czynniki mają negatywny wpływ na wskaźnik tzw. optymizmu zakupowego. – Najbardziej cierpi na tym turystyka, czyli przede wszystkim biura podróży oraz linie lotnicze. Wakacje powinny sprzyjać przemieszczaniu się, co z kolei stymuluje popyt – podkreśla dr Czarnecki.

Spada nasze zaufanie nie tylko do firm z branży turystycznej, ale również do branży handlu detalicznego. Potwierdza to najnowszy raport agencji Catchers oraz Instytutu Badawczego IPC, z którego wynika, że co trzeci respondent za powód obniżenia zaufania wskazywał wzrost cen produktów, a co czwarty – nieprzestrzeganie przez pracowników m.in. konieczności noszenia maseczek. Ankietowani zwracają też uwagę na brak wydzielonych odstępów w strefach kasowych oraz nieegzekwowanie ich przestrzegania, a także na niezwracanie uwagi na bezpieczeństwo w obrębie sklepu, ale i przed nim. Blisko 40 proc. z nas negatywnie wypowiada się o nieprzestrzeganie limitu osób przebywających w sklepie, a niewielu mniej badanych wskazuje na brak dostępu do środków higieny osobistej, które sieci handlowe miały udostępniać kupującym (37 proc.), czy nieegzekwowanie używania środków ochrony osobistej przez samych klientów (33 proc).

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

– Wyniki raportu są potwierdzeniem tego, jak sytuacje kryzysowe wpływają na postrzeganie marek przez klientów. Musimy pamiętać, że takie sytuacje mogą być szansą na przyciągnięcie do siebie nowych klientów i „zlojalizowanie" dotychczasowych, ale także zagrożeniem ich utraty – tłumaczy Hubert Koszela, partner w Catchers.

Jego zdaniem kluczem do sukcesu jest prowadzenie odpowiedzialnych z perspektywy klientów działań wedle skrupulatnie zaplanowanej wcześniej strategii. – Bez wątpienia na tym etapie istotne jest słuchanie opinii klientów, reagowanie na nie oraz przygotowanie się do podobnych sytuacji kryzysowych w przyszłości – dodaje Koszela.

Bezpieczniej na osiedlu

Z raportu „Zaufanie Polaków do sieci handlowych w czasie pandemii" wynika, że zdecydowana większość rodaków (63 proc.) w tym czasie najchętniej kupowała produkty w sklepach osiedlowych. Niemal połowa (47 proc.) najczęściej robiła zakupy w Biedronce, natomiast na trzecim miejscu uplasował się Lidl (16 proc.). Jak wyjaśnia Kamil Pluta, badacz w IPC, ów wynik wskazuje, że w okresie największych sanitarnych obostrzeń dokonywaliśmy zakupów w lokalnych sklepach, chcąc zmniejszyć ryzyko przebywania w skupiskach ludzi. – Ryzyko związane z nieprzestrzeganiem restrykcji epidemiologicznych było znacznie mniejsze niż chociażby w dyskontach czy hipermarketach – przekonuje Pluta.