Trump może wrócić. Czy z nim wrócą też wojny handlowe?

Skokowe nasilenie się globalnego protekcjonizmu byłoby główną negatywną konsekwencją powrotu do władzy Donalda Trumpa.

Publikacja: 14.12.2023 03:00

Donald Trump

Donald Trump

Foto: AFP

Donald Trump cieszy się około 2-proc. prowadzeniem przed Joe Bidenem na niespełna jedenaście miesięcy przed wyborami według średniej sondażowej obliczanej przez portal RealClearPolitics. Kontrowersyjnego republikanina faworytem w wyścigu do Białego Domu wciąż nazwać nie można, a o tym, że rywalizacja pozostaje otwarta, przypomina fakt, że cztery lata temu o tej porze faworytką wśród demokratów była jeszcze Elizabeth Warren.

Jak wynika z notowań na rynku predykcji PredictIt, wyborcze szanse Bidena i Trumpa są praktycznie identyczne, a spośród obu głównych partii nieco większe szanse na prezydenturę – bo sięgające 54 proc. – wciąż mają demokraci. To jednak wystarczy, by ekonomiści i inwestorzy zaczęli się zastanawiać, jak w polityce gospodarczej mogłaby wyglądać druga kadencja polityka miliardera.

Po tym jak lata 2017–2020 upłynęły pod znakiem wojen handlowych, ekonomiści obawiają się przede wszystkim kolejnego skokowego wzrostu protekcjonizmu. Więcej nowych ceł niż Trump nie nałożył w ostatnim półwieczu żaden amerykański prezydent – ich udział w całej wartości amerykańskiego importu więcej niż się podwoił, sięgając 3 proc.

Czytaj więcej

USA i Chiny szybko nie zejdą ze ścieżki konfrontacji

Biden – mimo krytykowania tego podejścia w kampanii – większość tych posunięć utrzymał w mocy, czemu trudno się dziwić, zważywszy że już dwie trzecie Amerykanów popiera nakładanie ceł w celu ochrony miejsc pracy w kraju. Ubiegającego się o reelekcję demokratę trudno nazwać wolnorynkowcem – prowadzona przez niego polityka udzielania subsydiów również oddziaływała na niekorzyść partnerów handlowych USA.

Jednak w tej kampanii Trump zapowiada ustanowienie 10-proc. cła na wszystkie sprowadzane do Ameryki towary, a także powszechne stosowanie ceł odwetowych. To oznaczałoby koszty dla ponoszących główny ciężar ceł konsumentów i firm korzystających z zagranicznych komponentów – według Instytutu Petersona nabywcy oclonej stali zapłacili za stworzenie każdego nowego krajowego miejsca pracy w branży… 650 tys. dol.

Dodatkowe cła są pewnym źródłem dochodów budżetowych – według Komitetu na rzecz Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego w ciągu pierwszych dziesięciu lat przyniosłyby 2,5 bln dol. wpływów, pomagając w ograniczaniu deficytu w państwowej kasie. Jednak w pierwszej kadencji Trumpa nie udało się zrobić wiele dla poprawy bilansu w handlu zagranicznym – deficyt wyraźnie się pogłębił.

Czytaj więcej

Trump: Przyglądamy się chińskim spółkom na Wall Street

Zapewne wróciłyby napięcia w relacjach z sojusznikami, których Biden starał się wciągać do współpracy nakierowanej na ograniczanie wpływów Chin. Choć Trump bez wahania zapewniał, że wojny handlowe są łatwe, to jego kadencja pokazała, że nieuniknionym efektem wprowadzania ceł są kroki odwetowe ze strony państw, w które one uderzają. W ten sposób łatwo może nakręcić się szkodliwa dla międzynarodowego handlu spirala, na której tracą wszyscy jego uczestnicy.

Jak w rozmowie z tygodnikiem „The Economist” oblicza Ahmad Lashkaripour z Indiana University, globalna wojna na cła kosztowałaby amerykańską gospodarkę utratę 1 proc. PKB, co dla przeciętnego amerykańskiego gospodarstwa domowego oznaczałoby stratę 2 tys. dol. rocznie. Większość innych krajów za wojnę na cła zapłaciłaby jednak trzykrotnie więcej, a najbardziej ucierpiałyby małe gospodarki nastawione na eksport.

Donald Trump cieszy się około 2-proc. prowadzeniem przed Joe Bidenem na niespełna jedenaście miesięcy przed wyborami według średniej sondażowej obliczanej przez portal RealClearPolitics. Kontrowersyjnego republikanina faworytem w wyścigu do Białego Domu wciąż nazwać nie można, a o tym, że rywalizacja pozostaje otwarta, przypomina fakt, że cztery lata temu o tej porze faworytką wśród demokratów była jeszcze Elizabeth Warren.

Jak wynika z notowań na rynku predykcji PredictIt, wyborcze szanse Bidena i Trumpa są praktycznie identyczne, a spośród obu głównych partii nieco większe szanse na prezydenturę – bo sięgające 54 proc. – wciąż mają demokraci. To jednak wystarczy, by ekonomiści i inwestorzy zaczęli się zastanawiać, jak w polityce gospodarczej mogłaby wyglądać druga kadencja polityka miliardera.

Pozostało 80% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
Niepokojący bezruch w inwestycjach nad Wisłą
Gospodarka
Poprawa w konsumpcji powinna nadejść, ale wyzwań nie brakuje
Gospodarka
20 lat Polski w UE. Dostęp do unijnego rynku ważniejszy niż dotacje
Gospodarka
Bez potencjału na wojnę Iranu z Izraelem
Gospodarka
Grecja wyleczyła się z trwającego dekadę kryzysu. Są dowody