Nastroje na globalnych giełdach były w ostatnich dniach fatalne. W czwartek nowojorski indeks S&P 500 zaczynał sesję od spadku o 0,8 proc., po tym jak dzień wcześniej tąpnął o 4 proc. Nasdaq Composite, indeks grupujący spółki technologiczne, tracił na początku czwartkowej sesji 0,3 proc., po tym jak w środę runął aż o 4,7 proc. (ich środowe spadki były największymi od 2020 r.).

Czytaj więcej

Andrzj Stec: Rynki finansowe boją się recesji

Pod presją były też giełdy europejskie i azjatyckie. Polski indeks WIG20 spadał w czwartek nawet o ponad 20 proc. Według wyliczeń agencji Bloomberga kapitalizacja globalnego rynku akcji (czyli wartość notowanych na nich spółek) zmniejszyła się od listopada o 20 bln dol., gdy w czasie globalnego kryzysu finansowego z lat 2007–2009 z giełd odpłynęło 37 bln dol. To w dużym stopniu wynik obaw inwestorów przed wysoką inflacją, agresywnymi podwyżkami stóp procentowych oraz recesją. Te obawy skłaniają ich do silnej wyprzedaży m.in. akcji spółek technologicznych.

– Inwestorzy niepokoją się, że konsumenci mogą nie być w tak silnej pozycji, jak się spodziewano. Obawiają się też, że gospodarka zmierza w kierunku stagflacyjnym, czemu towarzyszą różne problemy z łańcuchami dostaw, a perspektywa zacieśniania polityki pieniężnej będzie osłabiała wzrost gospodarczy – wskazuje Jim Reid, analityk Deutsche Banku.

Czas sprzedawania

Nasdaq Composite jest już głęboko w bessie – od szczytu z listopada stracił 29 proc. (bessa, czyli rynek niedźwiedzia, oficjalnie zaczyna się, jeśli indeks giełdowy straci od maksymalnego rocznego poziomu 20 proc.). Podobnej przeceny od szczytu z ostatnich 12 miesięcy doznał też WIG20. Nowojorskiemu indeksowi S&P 500 do oficjalnego wejścia w bessę już niewiele brakuje – stracił od szczytu 18 proc. W bezpieczniejszej pozycji jest Dow Jones Industrial. Stracił od maksimum 14 proc., a to dopiero korekta. W fazie korekty są też niemiecki indeks DAX , francuski CAC 40 i chiński Shanghai Composite. Pierwsze dwa straciły od szczytu po 16 proc., a trzeci spadł o 17 proc. Głęboko pogrążony w rynku niedźwiedzia jest natomiast Hang Seng, główny indeks giełdy w Hongkongu, który zniżkował od rocznego maksimum o 32 proc.

Niektórzy eksperci spodziewają się dużo głębszych spadków. – To bardzo przypomina załamanie bańki internetowej z lat 1999–2000 – stwierdził w wywiadzie dla Marketwatch Scott Minerd, dyrektor inwestycyjny w firmie Guggenheim Partners. Dopuszcza on scenariusz, w którym Nasdaq Composite straci 75 proc. od szczytu, a S&P 500 spadnie o 45 proc. od maksimum.

Inwestorzy obawiają się m.in. scenariusza, w którym Fed będzie zacieśniał politykę pieniężną zbyt szybko i wepchnie gospodarkę USA w recesję. Obawy te zostały wzmocnione przez wtorkową wypowiedź Jerome’a Powella, szefa Fedu (amerykańskiego banku centralnego), o tym, że amerykański bank centralny zrobi „wszystko, co konieczne”, by zdusić inflację.

„Zauważyliśmy rosnące ryzyko recesji od początku roku. Gdy przyglądamy się ostatnim danym, to dostrzegamy, że gospodarka przekroczyła już poziom prawdopodobieństwa, który czyni łagodną i krótkotrwałą recesję naszym głównym scenariuszem” – piszą analitycy Wells Fargo.

Inwestorów niepokoi też sytuacja w Chinach, a szczególnie fatalny wpływ lockdownów covidowych na tamtejszą gospodarkę. Lockdowny mocno pogorszyły koniunkturę w drugiej pod względem wielkości gospodarce świata i zakłóciły dostawy różnych dóbr z Państwa Środka. – By przecena na giełdach się skończyła, traderzy będą potrzebowali pozytywnych sygnałów jakiegokolwiek luzowania chińskiej strategii „zerocovidowej” i mniej jastrzębiej amerykańskiej Rezerwy Federalnej – prognozuje Chetan Seth, strateg Nomury.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

W majowym sondażu Bank of America przeprowadzonym wśród globalnych zarządzających funduszami, aż 31 proc. ankietowanych uznało jastrzębią politykę banków centralnych za największy czynnik ryzyka dla rynków. 27 proc. wskazało na globalną recesję jako największe zagrożenie, 18 proc. na inflację, a 10 proc. na konflikt rosyjsko-ukraiński. Covid-19 miał tylko 1 proc. wskazań. O obawach zarządzających świadczy również to, że gotówka stanowi obecnie ponad 6 proc. ich portfeli, co jest najwyższym odsetkiem od września 2001 r. Analitycy Bank of America uważają to za „niedźwiedzi” sygnał dla amerykańskiego rynku akcji. Świadczy bowiem o tym, że rynkowi gracze nie są zbyt przekonani co do perspektyw dla giełdy i wolą trzymać odpowiednio duże zapasy gotówki. „Inwestorzy wierzą, że akcje mogą doznawać zwyżek podczas rynku »niedźwiedzia«, ale ostateczne dołki nie zostały jeszcze osiągnięte” – piszą analitycy BofA.

Granice paniki

Część ekspertów uważa jednak, że obawy inwestorów przed recesją są mocno przesadzone, a wyprzedaż na giełdach stała się już zbyt głęboka.

– Możemy wyjść z tego dołka. Nie będzie w tym roku recesji, za to zobaczymy latem wzrost aktywności konsumentów związany z otwieraniem gospodarki. Ponadto Chiny zwiększą fiskalne oraz monetarne działania stymulacyjne – stwierdził w wywiadzie dla agencji Bloomberga Marko Kolanovic, jeden z szefów globalnego działu analiz w JPMorgan Chase. Jego zdaniem wszystko, co najgorszego mogło się w tym roku zdarzyć (zmiana kursu przez Fed, wojna na Ukrainie i lockdowny w Chinach), już zostało uwzględnione przez inwestorów w cenach aktywów.

– Recesja nie jest nieuchronna. Rotacje na amerykańskim rynku akcji wskazują natomiast na zwiększone ryzyko dekoniunktury, kontrastujące z siłą ostatnich danych gospodarczych – przekonuje natomiast David Kostin, strateg Goldman Sachs.

Obligacje z szansą na odbicie

Bloomberg Treasury Index, czyli indeks mierzący ceny amerykańskich obligacji rządowych, spadł od początku roku o 9 proc. i był to jego największy od co najmniej 1973 r. spadek w takim okresie. Im niższa cena obligacji, tym z reguły wyższa ich rentowność. W przypadku amerykańskich papierów dziesięcioletnich rentowność skoczyła z około 1,4 proc. na początku roku do 3,2 proc. 9 maja i sięgnęła najwyższego poziomu od 2018 r. Później jednak zaczęła spadać i w czwartek po południu wynosiła 2,8 proc. Podobnie zachowywała się w tym roku rentowność obligacji z wielu innych krajów. Na przykład dochodowość polskich dziesięciolatek wzrosła z około 3,5 proc. na początku roku do prawie 7 proc. w majowym szczycie. W czwartek po południu wynosiła już jednak 6,57 proc. – Rynki już w dużym stopniu wyceniły perspektywę agresywnych podwyżek stóp procentowych w USA, mających pomóc zwalczyć największą inflację od 40 lat. Nawet jeśli rentowność obligacji jeszcze wzrośnie, to większość bolesnych strat będziemy mieć już za sobą – twierdzi Seamus Mac Gorain, strateg z banku JPMorgan Chase.