Wśród inwestorów i naukowców krąży hipoteza rynku efektywnego. Co to takiego?
To bardzo ciekawa sprawa. Jej historia zaczęła się już ponad 100 lat temu, jednak głośno zrobiło się dopiero w latach 60., gdy opublikowali ją Amerykanie. Ogólnie chodzi o odpowiedź na to, czy i w jakich warunkach jest możliwa spekulacja na rynku.
Składa się z trzech hipotez. Pierwsza, tzw. słaba, mówi o możliwości spekulacji na bazie analizy technicznej, druga, nazywana średnią albo półsilną, mówi o spekulacjach na podstawie analizy fundamentalnej, a w trzeciej, zwanej silną, chodzi o uzyskiwanie zysków dzięki informacjom poufnym, czyli tzw. insider trading. Po przeprowadzeniu badań empirycznych na różnych rynkach okazało się, że co do pierwszej i drugiej jest zgodność. Czyli że ceny na giełdach obrazują wszystkie dostępne dane i wszelkie publikowane na bieżąco komunikaty. Jednak w badaniach, robionych różnymi metodami, nie potwierdzono, czy rynek jest, czy nie jest efektywny, jeśli chodzi o tę trzecią, najsilniejszą formułę. To jest w zasadzie pewien kłopot dla inwestorów, bo okazuje się, że w pewnych warunkach można uzyskiwać przewagę nad inwestorami w oparciu o handel oparty na informacjach poufnych. W związku z tym wszyscy regulatorzy i sądy dążą do takiego uregulowania rynków, żeby w jakiś sposób ograniczyć, a najlepiej wyeliminować to zjawisko.
Bo jest to oczywiście nielegalne?
Tak. Nielegalne i naganne. Wiele zależy też od systemu prawnego. Na to warto spojrzeć z trochę szerszej perspektywy, gdyż to jest problem, który dotyczy rynków finansowych w całości. Mamy do czynienia z takim zjawiskiem jak „market financialization”, które nawet trudno przetłumaczyć, ale w zasadzie najlepsze tłumaczenie to ufinansowienie rynku. Okazuje się, że w ostatnich latach wszystkie obroty na instrumentach pochodnych, na rynkach finansowych, tak szybko się rozwijają, że w zasadzie wypychają realną gospodarkę. Na jednej z konferencji znany profesor opowiedział zasłyszaną u kolegi pracującego w jednej z dużych firm wydobywczych anegdotę o tym, jak to jeszcze 20–30 lat temu zabierano pracowników z działu finansowego na platformę wiertniczą i pokazywano im realny biznes, któremu mają służyć. Teraz jest zupełnie odwrotnie. To inżynierów z platformy wiezie się do działu finansowego. To takie odwrócenie paradygmatu, które już nieraz okazało się bardzo groźne. Jako przykład mogą posłużyć różnego rodzaju bańki spekulacyjne, w szczególności kryzys subprime w USA. Realną produkcję jest w miarę łatwo opisać. Natomiast rynek finansowy ma charakter efemeryczny. Przypomina hydrę, której można ucinać głowy, ale i tak wyrosną nowe. Bardzo szybko powstają nowe instrumenty pochodne i pochodne od pochodnych. W związku z tym pojawia się ogromny problem regulacji. A w zasadzie regulacja symetrii informacji. Podmioty wprowadzające na rynek nowe instrumenty pochodne dobrze wiedzą, o co w nich chodzi. Natomiast inwestorzy, którzy lokują kapitał szczególnie poprzez fundusze, często do końca nie wiedzą, gdzie te ich pieniądze są i co się z nimi dzieje oraz jakie osiągają stopy zwrotu. Każda kolejna próba regulacji, czyli ścięcie tej hydrze głowy, powoduje, że często odrastają dwie nowe. Kilka lat temu, w wyniku różnych kryzysów, instytucje europejskie podjęły próbę okiełznania zjawiska, poprzez dyrektywę, która miała wprowadzić ostateczne regulacje odnośnie do obrotu instrumentami, a w szczególności odnośnie do obowiązku informowania o danych poufnych.