Komisja Europejska może w listopadzie zaakceptować polski KPO, na podstawie którego mamy dostać 24 mld euro dotacji i przynajmniej 12 mld euro pożyczek na odbudowę gospodarki po pandemii. Miało to nastąpić już na początku sierpnia, jednak KE wstrzymała ocenę w związku z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego podważającego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, a także odmową Polski wykonania wyroków TSUE. W skrócie, sprowadzają się one do konieczności likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN i anulowania wszystkich jej wcześniejszych wyroków.

„Rzeczpospolita" potwierdziła w Komisji Europejskiej, że negocjacje z Polską na temat KPO postępują i sposobem na przełamanie impasu jest zapisanie w samym KPO szczegółowego planu likwidacji Izby Dyscyplinarnej. Byłby to jeden z tzw. kamieni milowych, czyli warunków, wykonanie których umożliwia wypłatę kolejnych rat. Na tym etapie KE natomiast nie żąda uznania przez TK prymatu prawa Unii nad polskim. Docelowo jest to oczywiście postulat Brukseli, ale w kontekście KPO Komisji wystarczyłoby takie sformułowanie ewentualnego orzeczenia Trybunału, które nie zamykałoby rządowi drogi do wykonania wyroków TSUE.

Pierwsze pieniądze w grudniu lub styczniu

W praktyce więc, jeśli wszystko poszłoby zgodnie z planem i faktycznie w listopadzie KE dałaby zielone światło dla KPO, to miesiąc później unijna Rada wydałaby decyzję w tej sprawie. I wtedy pieniądze, maksimum 13 proc. zaliczki, popłynęłyby miesiąc później. Czyli od momentu akceptacji przez KE do wypłaty pieniędzy mija maksimum 2 miesiące. To oznacza, że albo przed końcem roku, albo tuż po Nowym Roku, do Polski zostałoby przesłane 4,7 mld euro.

Czytaj więcej

Prezes PiS Jarosław Kaczyński
Tomasz Pietryga: Jaki pomysł na reformę sądownictwa ma PiS

Nie byłby to jednak czek in blanco. Po wielu latach sporów z Polską o sądownictwo i kolejnych niezrealizowanych obietnicach KE chce się zabezpieczyć. Dlatego tylko zaliczka zostanie przekazana na podstawie deklaracji rządu. Natomiast kolejne raty zostaną wypłacona tylko wtedy, gdy faktycznie Polska wykona wyroki TSUE. Takim terminem może być czerwiec 2022 roku. Dokładnie ten termin dostały Czechy w swoim KPO na uregulowanie kwestii konfliktu interesów premiera Andreja Babisa, którego firmy są odbiorcami unijnych funduszy. Czechy też nie dostaną kolejnych pieniędzy, jeśli tej sprawy nie rozwiążą.

Zabezpieczenie Komisji

W Brukseli trwają przygotowania do uruchomienia tzw. mechanizmu warunkowości, którego zadaniem jest ochrona interesów finansowych UE. Przewiduje on, że państwu można wstrzymać wypłatę unijnych funduszy (czy to z KPO, czy z wieloletniego budżetu UE), jeśli jest łamana praworządność i jeśli to zagraża interesom finansowym UE. Od początku roku specjalnie powołany zespół urzędników bada sytuację we wszystkich państwach członkowskich i szykuje tzw. notyfikacje, czyli listy, które KE wyśle do wybranych państw. Według naszych nieoficjalnych informacji ma to nastąpić przed 25 października i w gronie tych państw może być oczywiście Polska.

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Bezład przestrzenny"

Po co nam nowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym

OGLĄDAJ RELACJĘ

To ważna data, bo dokładnie tego dnia komisja Parlamentu Europejskiego ma decydować o tym, czy pozwać Komisję Europejską przed unijny Trybunał Sprawiedliwości za zaniechanie działań w sprawie tego mechanizmu. Bo formalnie obowiązuje on od 1 stycznia, ale Ursula von der Leyen złożyła polityczną obietnicę Polsce i Węgrom, że nie będzie go stosować, zanim TSUE nie rozpatrzy złożonego przez te dwa kraje wniosku o zbadanie legalności mechanizmu. Zdaniem Parlamentu Europejskiego KE nie może czuć się związana tymi politycznymi kompromisami, tylko powinna wykonywać unijne rozporządzenia. KE zamierza wyjść z tego sporu, rozpoczynając procedury już teraz, żeby ułagodzić PE. Ale ponieważ nieoficjalnie oczekuje werdyktu TSUE na wiosnę, to wnioski do unijnej rady o ewentualne zawieszenie wypłat byłyby wysłane dopiero w kwietniu i tym samym von der Leyen wypełniłaby też polityczne obietnice dane rządom Polski i Węgier. Biorąc pod uwagę terminy zawarte w unijnych przepisach, faktyczne zawieszenie wypłat mogłoby nastąpić w drugiej połowie 2022 roku. Wykonywanie wyroków TSUE ma więc znaczenie nie tylko dla pieniędzy z KPO, ale też dla 106 mld euro przewidzianych dla nas w budżecie UE na lata 2021–2027.

Kary zjedzą część budżetu

Nasz kraje jest na cenzurowanym nie tylko ze względu na sądownictwo, ale też kopalnię Turów. Nie zostało zawieszone wydobycie, mimo że na wniosek Czech popieranych przez Komisję Europejską zażądał tego TSUE. Wobec braku wykonania tego zabezpieczenia TSUE zarządził dzienne kary finansowe w wysokości 0,5 mln euro. Polska zapowiedziała, że nie będzie ich płacić. Na razie jeszcze nie łamiemy prawa, bo technicznie to Komisja Europejska musi wydać polecenie zapłaty ustalające konkretne daty i kwoty do przekazania do budżetu UE. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, takie polecenia zapłaty jeszcze do Polski nie zostały wysłane. W momencie gdy zostaną wysłane, a Polska nie będzie ich wypełniać, to wtedy KE będzie odliczać kary z transferów przekazywanych nam z unijnego budżetu.

Opinia dla „rz"

Vera Jourova, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej

Przygotowania do wysłania notyfikacji do państw członkowskich w procedurze mechanizmu warunkowości w celu ochrony interesów finansowych UE są bardzo zaawansowane. Nastąpi to w najbliższym czasie. Użycie go to nie jest łatwa sprawa, trzeba uważać, żeby nie powstało wrażenie, iż karze się ludzi za to, jaki rząd wybrali. A wiemy, że w Polsce większość społeczeństwa jest prounijna. Musi być udowodnione i jasno powiedziane, że ma to związek z korupcją. Czekamy na orzeczenie TSUE w sprawie mechanizmu. Jeśli teraz wyślemy notyfikacje do państw członkowskich, to ewentualna ostateczna decyzja o zamrożeniu funduszy mogłaby zapaść w drugiej połowie 2022 roku.