Tegoroczne obietnice przedwyborcze są dużo skromniejsze niż jeszcze cztery lata temu. Powód? Nawet do polityków dotarło, że dogania nas kryzys, a dług publiczny niebezpiecznie zbliża się do 55 proc. PKB i grozi nam równoważenie budżetu. Jednak i tak politycy karmią nas drogimi obietnicami, których – tak jak zresztą w poprzednich latach – nie będą w stanie spełnić.

Nie znaczy to oczywiście, że wszystkich haseł z przedwyborczych programów nie dałoby się zrealizować. Z pewnością da się – co proponuje SLD i PiS – podnieść świadczenia socjalne dla najuboższych, jeśli jednocześnie uszczelni się system i wyeliminuje przypadki, w których pomoc trafia do osób dobrze sytuowanych. To samo dotyczy zmian w przyznawaniu becikowego czy ulg prorodzinnych. W tym drugim wypadku podatnicy odliczają na dzieci blisko 7,5 mld zł. A gdyby kierować ulgi tylko do najuboższych, skala ulgi mogłaby się zmniejszyć nawet o połowę.

Sporo zapisów w programach obwarowanych jest zastrzeżeniem, że najpierw gospodarka musi być silniejsza, a walka z kryzysem zakończyć się sukcesem. Dotyczy to obietnicy PiS podniesienia pensji dla nauczycieli o wysokich kwalifikacjach o 2,5 tys. zł brutto miesięcznie czy zapewnienia PO, że odmrozi płace w budżetówce i przyzna wyższe wynagrodzenia nauczycielom akademickim i policjantom.

Niestety również inwestycyjne plany partii trzeba włożyć między bajki. Uśmiech wywołuje obietnica PiS budowy kina w każdym mieście powyżej 40 tys. mieszkańców, sali koncertowej – powyżej 100 tys. i widowiskowej – powyżej 200 tys.

Pełna sloganów jest też lista działań, które chciałoby podjąć PSL. Trudno bowiem nie zgodzić się, że konieczna jest stabilizacja zatrudnienia, wzrost liczby miejsc pracy, proporcjonalny wzrost rent i emerytur czy poprawa zarobków pracowników oraz dochodów przedsiębiorców i rolników. Pytanie, jak to zrobić? A na to już program wyborczy tej partii nie odpowiada. Wspólne dla SLD, PO i PiS jest dążenie do niesienia kultury pod strzechy. Każda z tych partii proponuje, by – tak jak to w programie zapisała lewica – w każdej gminie wiejskiej funkcjonowało centrum kultury i informacji (np. salka komputerowa, punkt biblioteczny, kawiarnia).

Pieniądze na realizację obietnic PiS zamierza pozyskać, uszczelniając system poboru podatku VAT, co ma dać 10 – 15 mld zł. SLD zamierza poprawić ściągalność danin i przejrzeć ulgi w podatkach. – Łącznie sięgają one 65 mld zł, gdyby tylko połowę przeznaczyć na świadczenia socjalne, problem ubóstwa w Polsce by zniknął – wyjaśnia Anna Bańkowska z SLD. Z kolei PO liczy na przyszłe zyski z wydobycia gazu łupkowego.

– Żaden z tych wydatków w naszej sytuacji finansów publicznych nie może zostać zrealizowany – wyjaśnia Mirosław Barszcz, ekspert BCC. – Nowy rząd będzie się musiał przede wszystkim martwić, jak obniżyć tempo zadłużania się. Nie oznacza to oczywiście, że jednocześnie nie powinien przejrzeć wydatków socjalnych, z których gros kierowane jest nie tam, gdzie trzeba.