Z tego artykułu dowiesz się:
- Ile Polska wpłaci do unijnego budżetu, a ile otrzyma z UE w 2027 r.
- Dlaczego nadwyżka Polski w rozliczeniach z UE mocno zmniejszy się w przyszłym roku.
- Jak zakończenie KPO może wpłynąć na inwestycje i tempo wzrostu gospodarczego.
- Jak szybko w ostatnich latach rosła polska składka do budżetu UE.
- Kiedy Polska może przestać być beneficjentem netto i stać się płatnikiem netto.
Nasza składka członkowska do budżetu UE w 2027 r. wynieść ma ok. 47,6 mld zł. W drugą stronę, z UE do Polski, ma zaś przypłynąć 81,1 mld zł – prognozuje Ministerstwo Finansów w uzasadnieniu do ustawy budżetowej na 2027 r. Dodatnie saldo transferów wyniesie więc 33,5 mld zł.
Polska wciąż będzie beneficjentem netto, ale przewaga mocno się zmniejszy
To wciąż bardzo dużo i w 2027 r. Polska nadal ma pozostać na solidnym plusie w rozliczeniach z UE. Problem w tym, że na tle ostatnich lat ta nadwyżka wyraźnie się skurczy. Z prognoz MF wynika, że różnica między transferami z UE a polską składką w bieżącym roku wyniesie aż 84,3 mld zł. W 2025 r. było to ok. 60 mld zł, a w 2024 r. – 42,2 mld zł. Planowane na 2027 r. saldo będzie więc o ponad 50 mld zł niższe niż w tym roku i o blisko 27 mld zł niższe niż w 2025 r. Gorzej było tylko w 2023 r. (31,5 mld zł na plusie), a wcześniej w 2016 i 2017 r. (odpowiednio 23,9 i 32,3 mld zł).
Z czego wynika tak gwałtowny spadek? Nie jest to nagłe pogorszenie pozycji Polski w UE, lecz przede wszystkim efekt zakończenia dodatkowego zastrzyku pieniędzy, jakim był unijny fundusz odbudowy. Państwa członkowskie miały czas do końca sierpnia 2026 r. na realizację reform i inwestycji objętych KPO, a Komisja Europejska ma zakończyć wypłaty do końca 2026 r. O ile więc jeszcze w 2024 r. z KPO Polska otrzymała ok. 31,4 mld zł, w 2025 r. – 40,4 mld zł, a w 2026 r. ma to być 48,5 mld zł, o tyle w 2027 r. transfery z tego programu wyniosą zero.
Czytaj więcej
Na unijnym dofinansowaniu skorzystała przede wszystkim kolej, która remontuje tory i odnawia tabor.
Co oznacza koniec KPO dla gospodarki
Koniec KPO nie oznacza oczywiście końca unijnych pieniędzy. Resort finansów prognozuje, że w przyszłym roku łączne transfery, głównie z funduszy strukturalnych, spójności czy w ramach wspólnej polityki rolnej, wyniosą 81,1 mld zł, czyli nawet więcej niż 77 mld zł w 2026 r. Ekonomiści wskazują jednak, że wygaśnięcie KPO i tak odbije się na gospodarce.
– Takie pogorszenie bilansu z tytułu zakończenia KPO zakładaliśmy od dawna. I jest to czynnik, który trochę osłabi tempo wzrostu gospodarczego, a także dynamikę inwestycji – ocenia Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. Prognozuje on, że wzrost PKB w 2027 r. wyniesie 2,8 proc. wobec 3,5 proc. w 2026 r., a inwestycje w przyszłym roku zwiększą się tylko o 2 proc. wobec 10 proc. w tym roku.
– Przy czym trzeba pamiętać, że gdyby KPO w ogóle nie było, wzrost inwestycji w ostatnich latach byłby wyraźnie słabszy. Nie ma co więc winić tego programu za słabsze wyniki w przyszłym roku – dodaje Bujak.
Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, również spodziewa się, że wygaśnięcie KPO wpłynie na główne wskaźniki makroekonomiczne, ale jego prognozy są nieco mniej pesymistyczne niż analityków PKO BP. Benecki zwraca też uwagę, że choć ostatnia transza płatności z funduszu odbudowy ma trafić do Polski w grudniu 2026 r., środki te będą jeszcze dystrybuowane i będą pracować w gospodarce w pierwszej połowie przyszłego roku, praktycznie aż do wyborów parlamentarnych.
– Dlatego zakładamy, że dynamika PKB spowolni z 3,4 proc. w tym roku do 3,2 proc. w 2027 r. i 3 proc. w 2028 r., a dynamika inwestycji odpowiednio z 7,8 proc. do 3,6 proc. i 3,5 proc. – mówi Benecki.
Czytaj więcej
Nie ma szans na unijne dofinansowanie komponentu kolejowego CPK, co stawia całość projektu pod dużym znakiem zapytania.
Polska składka do UE rośnie, maleje nadwyżka
Kwestia salda w rozliczeniach z UE ma też swój wymiar polityczny. Relatywnie niska nadwyżka w 2027 r. może być wykorzystywana przez środowiska kwestionujące obecny model integracji europejskiej albo przynajmniej podkreślające jej koszty. Tym bardziej że jednocześnie szybko rośnie polska składka do unijnego budżetu. W 2027 r. ma ona wynieść już 47,57 mld zł – o blisko 6 mld zł więcej niż w 2026 r. i o ponad 12,5 mld zł więcej niż w 2025 r. W ciągu dekady nasz wkład do wspólnej kasy wzrósł ponad trzykrotnie: z 15,1 mld zł w 2017 r. do niemal 48 mld zł w przyszłym roku.
– Niestety w Polsce popełniono duży błąd, identyfikując korzyści z członkostwa przez pryzmat napływu pieniędzy, funduszy i bilansu rozliczeń – komentuje Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku. – Tymczasem największe korzyści wynikają z otwarcia gospodarki, jednolitego rynku i swobody przepływu – podkreśla. Arak dodaje, że politycy też mają tu sporo za uszami, bo hasło ukute przez ówczesnego premiera Waldemara Pawlaka o „wyciskaniu brukselki” weszło do powszechnego użycia.
Czytaj więcej
Ukraina pilnie potrzebuje miliardów euro na pokrycie deficytu budżetowego, ale Bruksela oczekuje reform, walki z korupcją i zmian podatkowych. Spot...
Czy i kiedy Polska może zostać płatnikiem netto
Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że Polska od początku członkostwa w UE pozostaje beneficjentem netto. Od 2004 r. do sierpnia 2026 r. dodatnie saldo transferów między Polską a unijnym budżetem przekroczyło bez uwzględniania KPO 176 mld euro, czyli przy obecnym kursie ok. 770 mld zł. Po doliczeniu transferów z KPO, saldo sięga 191,1 mld euro na plusie, czyli ok. 836 mld zł.
W dłuższej perspektywie Polska może jednak zamienić się z beneficjenta na płatnika netto. Piotr Arak uważa, że taki moment może nadejść już w kolejnej perspektywie finansowej UE na lata 2028–2034. – A jeśli do tego czasu nie odkręcimy dotychczasowej narracji, wpadniemy w bezsensowną dyskusję o opłacalności bycia w UE. Tymczasem sprawa jest prosta: staniemy się płatnikiem netto, bo staliśmy się tak zamożni – podkreśla Arak.
Piotr Bujak nie chce wdawać się w dywagacje, kiedy dokładnie Polska może przejść na status płatnika netto. – Ale trzeba się na ten moment przygotować. Trzeba przede wszystkim odzyskać przestrzeń w finansach publicznych, tak abyśmy byli w stanie bez pieniędzy z UE kontynuować zadania rozwojowe i inwestycje w kluczowych obszarach, takich jak ochrona zdrowia, obronność czy energetyka, a także mieć możliwość reagowania na ewentualne szoki gospodarcze – podkreśla Bujak.