Islandia objęta została niedawno rosyjskim embargiem żywnościowym. Była to reakcja na wsparcie przez Reykjavik sankcji zachodu wobec Rosji. Wyspiarze zwrócili się więc do Brukseli o obniżkę ceł, co pozwoliłoby złagodzić skutki utraty rosyjskiego rynku. Ustalono, że rozmowy rozpoczną się 8 września.

Minister spraw zagranicznych Gunnar Bragi Sveinsson tłumaczył, że Islandia próbuje rozwiązać tą sprawę i w tym celu rozpoczęto także rozmowy z rządem Rosji. Dodatkowo władze szukają nowych rynków zbytu dla islandzkich ryb, których nie można sprzedawać w Federacji.

Obecnie Islandia (330 tys. mieszkańców) jest czwartym największym dostawcą ryb i produktów rybnych na unijne stoły. Wyprzedzają ją jedynie Norwegia, Chiny i Ekwador. W 2013 r wyspiarze zarobili na swoich rybach w Unii 945 mln euro co dało im 5,4 proc. unijnego rynku.

W ubiegłym roku Islandia kupiła w Unii towarów za 2,1 mld euro (dane unijne), a sprzedała swoich za 2,8 mld euro, tak więc bilans Wspólnoty z małą wyspą jest ujemny (0,7 mld euro). W islandzkim eksporcie ryby stanowią 34 proc. Natomiast w imporcie z Unii dominują (86 proc.) towary przemysłowe.

Zdaniem rosyjskich ekspertów bezpośrednim skutkiem rozszerzenia embarga będzie dalszy wzrost cen ryb i owoców morza w rosyjskich sklepach. To efekt objęcia zakazem towarów importowanych właśnie z Islandii.

W 2014 r wyspiarze sprzedali Rosji 125,8 tys. ton a za pięć miesięcy 2015 r - 32,25 tys. ton. Do tego były to ryby rzadko już spotykane w Rosji. Islandia dostarczała też jagnięciny klasy premium na rosyjskie stoły. Szef Federalnej agencji ds. rybołówstwa spodziewa się teraz, że islandzkie produkty będą do Rosji trafiać poprzez Wyspy Owcze.