Wśród konwencjonalnych narzędzi, które EBC stosuje, realizując swoje mandatowe cele, są m. in. regularne aukcje tygodniowych i trzymiesięcznych pożyczek dla banków komercyjnych, pod zastaw określonych aktywów. W nadzwyczajnych sytuacjach może on jednak – jak w ostatnich kilku latach – oferować pożyczki na dłuższy okres.
Korzystając z tej możliwości, w grudniu ub.r. po raz pierwszy w swojej historii EBC zapowiedział dwie nieograniczone aukcje pożyczek trzyletnich, o oprocentowaniu odpowiadającym głównej stopie procentowej EBC (obecnie wynosi 1 proc.). Bank poszerzył przy tym paletę aktywów przyjmowanych pod ich zastaw. Zasady dotyczące zastawu EBC łagodził zresztą kilkakrotnie wcześniej, np. przyjmując od banków obligacje skarbowe Grecji, Irlandii i Portugalii nawet wtedy, gdy wszystkie agencje ratingowe pozbawiły te papiery tzw. inwestycyjnego ratingu.
Obie zaplanowane aukcje EBC już przeprowadził. Pierwsza odbyła się tuż przed świętami Bożego Narodzenia, druga zaś w ostatnią środę. Łącznie banki pożyczyły z frankfurckiej instytucji 1012 mld euro (netto około 600 mld euro, bo jednocześnie banki zrezygnowały z części pożyczek o krótszych terminach spłaty). W drugiej aukcji udział wzięło aż 800 instytucji.
Frankfurt zdecydował się na ten krok w związku z eskalacją kryzysu fiskalnego w strefie euro w drugiej połowie ub. r., gdy do niebezpiecznie wysokiego poziomu wzrosła rentowność (porusza się odwrotnie do cen) obligacji skarbowych Włoch i Hiszpanii. Oba te państwa uchodzą jednak za zbyt duże, aby strefę euro było stać na taką pomoc dla nich, jaką otrzymała np. Grecja. Aby powstrzymać przecenę ich papierów, EBC w sierpniu ub. r. zaczął skupować je na rynku wtórnym (wcześniej, od maja 2010 r. do marca 2011 r., skupował jedynie obligacje Grecji, Portugalii i Hiszpanii).
Ta praktyka budziła jednak kontrowersje, bo EBC ma zakaz finansowania długów państw. Choć w praktyce rozumie się przez to, że nie może on kupować obligacji skarbowych na rynku pierwotnym (bezpośrednio od rządów) i za dodrukowane pieniądze (EBC sterylizował swoje zakupy, tzn. ściągał z rynku przeznaczone na ten cel pieniądze), krytycy uznali, że Frankfurt omija zakaz. Ze sprzeciwem wobec takich praktyk powszechnie łączono nieoczekiwaną rezygnację Axla Webera ze stanowisk prezesa Bundesbanku i członka Rady Zarządzającej EBC w lutym 2011 r., typowanego wcześniej na jego prezesa.
Ale aukcje trzyletnich pożyczek banków też mają swoich krytyków. Wśród nich jest m.in. następca Webera, Jens Weidmann. W ujawnionym wczoraj przez niemieckie media liście do szefa EBC Mario Draghiego wyraził on obawy o konsekwencje znacznego wzrostu portfela aktywów tej instytucji i pogorszenia jego jakości.
Z kolei były członek Rady Zarządzającej EBC Lorenzo Bini Smaghi na łamach „Financial Timesa" napisał, że wiele banków może się uzależnić od tanich pożyczek z Frankfurtu i utracić samodzielność finansową.
O inicjatywie tej pochlebnie wypowiedział się za to gubernator Banku Izraela Stanley Fisher, nazywając ją „kreatywną i innowacyjną". Sam Draghi już w styczniu zadeklarował, że pierwsza aukcja trzyletnich pożyczek była sukcesem, bo zapobiegła załamaniu kredytowemu w eurolandzie. Ekonomiści wskazują jednak, że nie pobudziła ona akcji kredytowej na tyle, aby zapobiec recesji w regionie. Dużą część pieniędzy pożyczonych od EBC banki ulokowały bowiem z powrotem na depozytach w tej instytucji.
Nie ulega jednak wątpliwości, że aukcje doprowadziły do spadku rentowności obligacji zadłużonych państw eurolandu, co również było jednym z ich celów. Przykładowo, rentowność włoskich dziesięciolatek osiągnęła wczoraj najniższy poziom od sierpnia ub. r. Hiszpania zaś bez problemu sprzedała obligacje o nominalnej wartości 4,5 mld euro.