Reklama

W imieniu diabła Barbary Sass-Zdort na ekranach

Od piątku na ekranach „W imieniu diabła” – intrygujący film Barbary Sass o manipulacji - pisze Barbara Hollender

Aktualizacja: 15.09.2011 10:27 Publikacja: 15.09.2011 10:24

W imieniu diabła Barbary Sass-Zdort na ekranach

Foto: ROL

10 października 2007 roku grupa zbuntowanych betanek na oczach gapiów i telewizyjnych kamer została eksmitowana z klasztoru w Kazimierzu Dolnym. To był finał konfliktu, podczas którego zakonnice odcięły się od świata, wypowiadając posłuszeństwo Kościołowi.

Zobacz fotosy z filmu

W końcówce filmu Barbary Sass widzimy takie sceny: tłum gromadzący się pod klasztornym ogrodzeniem, policja, siostry wyprowadzane do autokaru. Ale reżyserka nie rekonstruuje wydarzeń sprzed kilku lat. Na kanwie enigmatycznych informacji tworzy własną wersję tego, co mogło dziać się za klasztornym murem.

W filmie Barbary Sass klasztor staje się metaforą społeczeństwa

W jednej z pierwszych scen „W imieniu diabła" młoda zakonnica Anna budzi się w nocy z krzykiem. Nosi w sobie traumę. Może wspomnienie złego dotyku w dzieciństwie? Może gwałtu? Ale przełożona uznaje, że jej krzyk to oznaka opętania przez diabła. Uważa, że kontakt ze światem zewnętrznym naraża na pokusy, naznacza złem. Zabrania zakonnicom opuszczać domostwo. Anna znosi ten zakaz z trudem: zaprzyjaźniła się z miejscowym proboszczem, pokochała pracę z niepełnosprawnymi dziećmi.

Reklama
Reklama

Tymczasem sytuacja się zaostrza. Przeorysza razem z charyzmatycznym księdzem konsekwentnie podporządkowuje sobie dziewczyny. Najpierw przez zastraszanie i emocjonalny szantaż, potem przez bezwzględną indoktrynację. Zakonnice zaczynają przypominać rozhisteryzowaną, zniewoloną sektę. Naznaczone szaleństwem tracą umiejętność samokontroli i logicznego myślenia.

Najprostsze wydaje się porównanie „W imieniu diabła" do zrealizowanej 50 lat temu „Matki Joanny od Aniołów" Jerzego Kawalerowicza. W obu obrazach są: obłęd, mistycyzm, wielkie namiętności. Oba przełamują tabu, wchodząc za klasztorne mury. Ale ekranizacja opowiadania Iwaszkiewicza jest filmem o naturze człowieka, o konflikcie pomiędzy tym, co boskie i tym, co ludzkie, o istocie zła. Barbara Sass proponuje opowieść o manipulacji, rodzeniu się totalitaryzmu, indoktrynacji zwykłych ludzi. Co się dzieje, że dziewczyny, które wygłupiają się na klasztornym dziedzińcu jak wypuszczone na przerwę gimnazjalistki, zaczynają wierzyć w szatana? Godzić się na odcięcie od świata?

Jednocześnie Sass opowiada o sile, która pozwala obudzić się i pozostać sobą. „Tu nie ma Boga!" – krzyczy jedna z zakonnic. Przyjdzie moment, gdy otrzeźwieje również Anna. I wtedy całkiem ucieknie z Kościoła. Bo Sass w swojej opowieści o manipulacji idzie dalej: pokazuje, jak wielkie spustoszenia może w osobowości poczynić czas terroru, zostawiając w człowieku całkowitą niewiarę i zaburzając jego system wartości.

Gdy spojrzy się na filmowy klasztor jak na metaforę społeczeństwa, „W imieniu diabła" nabiera wielu barw i znaczeń. Odważne kreacje tworzą jak zwykle u Barbary Sass aktorki: Katarzyna Zawadzka, Roma Gąsiorowska i Marieta Żukowska jako młode zakonnice. Intrygująca jest Anna Radwan jako przełożona. Ciekawy Mariusz Bonaszewski w roli nadużywającego władzy spowiednika, ciepły i przekonujący Marian Dziędziel jako proboszcz. W budowaniu atmosfery narastającego szaleństwa pomaga operator Wiesław Zdort.

To pierwszy film Barbary Sass po 11 latach przerwy. Bardzo wciągający.

 

Reklama
Reklama
Film
Nie żyje Eric Dane, gwiazdor serialu „Chirurdzy”. Miał 53 lata
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama