Choć literaturę kryminalną w ostatnich dziesięcioleciach zdominowali Amerykanie, to honoru Europy w tej dziedzinie z powodzeniem bronią Skandynawowie.

Zobacz fotosy z filmu


Pisarze ze Szwecji, Norwegii i Danii, przez lata znani jedynie lokalnie, dziś są tłumaczeni i czytani przez miliony, a ich dzieła ekranizowane i przerabiane na seriale. Łączy ich jedno: ponure klimaty i niezwykła brutalność, zazwyczaj nie do końca pełnosprawnych psychicznie zabójców.



„Babycall", thriller psychologiczny Norwega Pala Sletaune'a, wydaje się ekranizacją kolejnej powieści. To jednak dzieło całkowicie oryginalne. Doskonały scenariusz napisał sam reżyser na potrzeby swojego filmu.



Początkowo nie zdajemy sobie sprawy, że oglądać będziemy thriller. Pierwsze sekwencje sugerują raczej dramat społeczny z przemocą domową w tle. Opieka społeczna kwateruje kobietę z ośmioletnim synkiem w sterylnym mieszkaniu, w bloku na peryferiach Oslo. Oboje objęto programem ochrony świadków. Uciekli przed mężem i ojcem, którego brutalność stanowiła realne zagrożenie.

Nowe miejsce – z pozoru całkowicie bezpieczne – nie uspokaja, Anna wciąż jest zestresowana i roztrzęsiona, a jej agresywna nadopiekuńczość irytuje syna.

Aby mieć pewność, że śpiące w pokoju obok dziecko jest w nocy bezpieczne, kupuje elektroniczną nianię, tytułowy „babycall" to popularne urządzenie podsłuchowe. Pewnej nocy wydobywa się z niego krzyk mordowanego dziecka.

Od tej chwili wątpliwości już nie ma: to thriller. Twórca bardzo zręcznie prowadzi widza na manowce, gubi tropy. Nie do końca zdajemy sobie sprawę, czego jesteśmy świadkami.

Czy to rzeczywistość, czy może tylko imaginacja znerwicowanej i śmiertelnie przestraszonej kobiety. Noomi Rapace, pamiętna Lisbeth Salander ze szwedzkiej ekranizacji „Millennium", tu całkowicie odmieniona, uwiarygodnia niekonwencjonalne zachowania drżącej o życie syna matki.