Reklama

„Prometeusz” bez ognia

Piętnaście lat po premierze czwartej części cyklu Ridley Scott opowiada, jak narodzili się Obcy i jak w kosmosie pojawiliśmy się my. Niestety, jego nowy film rozczarowuje
„Prometeusz” bez ognia

Foto: AFP

Sugestywny obraz, wizyjność, atmosfera, klimat, słowem wszystko, co buduje nastrój maksymalnego autentyzmu – to wyróżniki kina brytyjskiego reżysera uważanego za najbardziej wpływowego przybysza z Wysp w hollywoodzkim imperium. Oczekiwania wobec „Prometeusza" były więc – co zrozumiałe – ogromne. Ale nie otrzymaliśmy nic poza filmem science fiction na względnie przyzwoitym poziomie. Okazja do spektakularnego wskrzeszenia serii o Obcych została zmarnowana.

Można się teraz zastanawiać, po co w ogóle doszło do tej niepotrzebnej reaktywacji? Chyba po raz kolejny – jak ostatnio w przypadku „Niesamowitego Spider-Mana" – chodzi tylko o pieniądze. Od końca maja, kiedy film wszedł na ekrany, „Prometeusz" zarobił już prawie 300 mln dol. przy budżecie sięgającym 130 mln. Za tak ogromne kwoty można było, oczywiście, zrealizować – i zrealizowano – satysfakcjonujący wizualnie spektakl, ale kino to nie tylko obraz. Tymczasem za kadrami imponującymi rozmachem i estetyką nawiązującą m.in. do rysunków Williama Blake'a stoi niezborna opowieść z narracyjnymi ubytkami, siląca się na międzygwiezdny esej filozoficzny, a będąca jedynie kosmiczną pomyłką.

Pozostało jeszcze 90% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama