Reklama

Kaouther Ben Hania dla "Rzeczpospolitej". Głos umierającego dziecka w Gazie

Opowiedzieliśmy historię wielu palestyńskich dzieci. To otwarta rana. Nie wiem, jak ludzkość może sobie z nią poradzić. Ważne, by mówić o prawdzie i sprawiedliwości w zakłamanym i niesprawiedliwym świecie - mówi Kaouther Ben Hania, reżyserka „Głosu Hind Rajab”.

Publikacja: 30.01.2026 05:01

Kaouther Ben Hania

Kaouther Ben Hania

Foto: Gareth Cattermole / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP

Jak to się stało, że pani, Tunezyjka, nakręciła film o dziecku umierającym w Gazie?

Na początku 2024 r. byłam w Stanach. Promowałam swój nominowany do Oscara dokument „Cztery córki”. Jednego dnia w Internecie trafiłam na nagranie z Gazy, z głosem małej dziewczynki. Była w samochodzie ostrzeliwanym przez izraelskich żołnierzy.  Sześcioro jadących z nią kuzynów zginęło. Jeden z nich, zanim umarł, zdążył zadzwonić do kuzyna w Niemczech, ten zaś zawiadomił Czerwony Półksiężyc, palestyński oddział Czerwonego Krzyża. Pracownicy tej organizacji zadzwonili na numer podany przez rozmówcę z Niemiec. Dziewczyna, która w Gazie odebrała telefon, zginęła od kuli w trakcie rozmowy. Ale chwilę później okazało się, że w samochodzie jest jeszcze sześciolatka, która leżąc wśród martwych ciał, błaga o ratunek. Potem dowiedziałam się, że ten ratunek nie przyszedł. Mimo ustalenia z izraelskimi dowódcami „korytarza życia” i prawa do przejazdu samochodu, karetka została ostrzelana, a dwaj jadący nią paramedycy zabici. Po pięciu godzinach w telefonie zapanowała cisza. Dziecko umarło. Byłam wstrząśnięta. Wiedziałam, że muszę rzucić wszystko i nakręcić ten film. 

Reklama
Reklama

Kto zamieścił to nagranie z głosem umierającego dziecka w Internecie?

Przedstawiciele palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca. Ci, którzy tamtego dnia – 29 stycznia 2024 r. – próbowali małą Hind Rajab Hamadę uratować. W swoim biurze mają na ścianie zdjęcia tych, którym nie zdołali pomóc. Albo kartki z czarnymi zarysami głowy, jeśli takiego zdjęcia nie mają. Każda śmierć ich boli, ale pięciogodzinne umieranie tego dziecka przeżyli potwornie głęboko. Skontaktowałam się z nimi, a oni mi zaufali i udostępnili cały zapis, jaki mieli. 70 minut kolejnych nagrań, zarejestrowanych między godziną 14.35 a 19.30, gdy głos uwięzionej w samochodzie dziewczynki zamarł na zawsze. Bardzo chcieli, żebym tę historię opowiedziała. Ze względu na pamięć Hind, ale również tych wszystkich ratowników i lekarzy, którzy zginęli, niosąc pomoc. Od początku działań wojennych było ich już 54. 

Rozmawiała pani z matką Hind?

Oczywiście, bez jej zgody nie mogłabym wykorzystać nagrań z głosem jej umierającej córki. Nie mogłabym zrobić niczego. Wissam Hamada była pogrążona w rozpaczy. Strata dziecka jest dla matki najstraszliwszą traumą. A jeszcze w takich okolicznościach… Byłam pierwszą osobą, która złożyła jej kondolencje i rozmawiała o stracie Hind. Powiedziała mi: „Wiesz, w Gazie w każdej rodzinie przydarzają się tragedie, nie mamy siły ani czasu, żeby się nawzajem pocieszać”, a w końcu stwierdziła: „Tak, zrób ten film, bo inaczej pamięć o mojej córce i innych tragicznie zmarłych dzieciach Gazy rozpłynie się”. Podobnie jak pracownicy Czerwonego Półksiężyca, chciała żebym wykorzystała autentyczne nagrania z głosem Hind. Oni wszyscy zaufali mi, a ja wiedziałam, jaka to wielka odpowiedzialność. 

Jak w „Głosie Hind Rajab” łączyła pani prawdę z elementami fikcji?

Poza bardzo drobnymi scenami, przez cały czas staraliśmy się trzymać faktów. To przecież nie jest thriller ani kino przygodowe. Za tą opowieścią kryje się autentyczny dramat. Pracownicy Czerwonego Półksiężyca udostępnili nam nagrania, na których widać było ich reakcję. Ich przerażenie, rozpacz. Chciałam, by również widzowie zrozumieli, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Dlatego pod koniec filmu pokazaliśmy autentyczne nagrania zrobione 12 dni po tragedii. Są na nich wraki ambulansu i samochodu, z którego ratownicy zabierają resztki ciał. W ten samochód trafiło 365 kul. Dostaliśmy też od Wissam zdjęcia małej Hind bawiącej się z innymi dziećmi na plaży. Musiałam je widzom pokazać, także po to, by wiedzieli, że za tragedią cywilów Gazy nie kryją się liczby, tylko ludzkie tragedie.

Reklama
Reklama

Z punktu widzenia technicznego to był film kompletnie nieskomplikowany: jedna lokacja, czterech wspaniałych aktorów, kilkoro statystów, zresztą Palestyńczyków. A jednocześnie z powodu samej historii i prawdziwych okoliczności to była najtrudniejsza produkcja w moim życiu. 

Kaouther Ben Hania

Jak więc powstawał ten film?

Z punktu widzenia technicznego to był film kompletnie nieskomplikowany: jedna lokacja, czterech wspaniałych aktorów, kilkoro statystów, zresztą Palestyńczyków. A jednocześnie z powodu samej historii i prawdziwych okoliczności to była najtrudniejsza produkcja w moim życiu. Zależało nam na autentyczności, na prawdziwych reakcjach. Wszyscy znaliśmy tę historię i jej zakończenie, ale próbowaliśmy pracować jak przy dokumencie. Przy kolejnych scenach aktorzy nie dostawali ode mnie wcześniej instrukcji ani też nie znali fragmentu nagrania głosu Hind. Dlatego są tak autentyczni. W czasie ujęcia czuli się trochę tak, jakby wszystko jeszcze było możliwe, jakby wciąż walczyli o uratowanie błagającego o pomoc dziecka. A potem przyszedł ten straszliwy moment, kiedy dowiadujemy się, że karetka z sanitariuszami jest tuż obok, może kilka metrów od samochodu, w którym została uwięziona dziewczynka, ale nie dojedzie. I wiemy, że medycy wysłani na pomoc, zginęli. Może trudno w to uwierzyć, ale my przeżywaliśmy tę historię od nowa, bardzo głęboko i osobiście. Choć zaczynając zdjęcia dużo już wiedzieliśmy, mieliśmy też za sobą rozmowy z pracownikami Czerwonego Półksiężyca. Także o początku tej tragedii. Pamiętam, jeden z nich – Omar – opowiadał mi i grającemu go w filmie Motazowi Malheesowi o swojej pierwszej rozmowie – z kuzynką Hind. Dziewczyna prosiła o pomoc, potem rozległa się seria z karabinu i w telefonie zaległa cisza. „Przez długi czas wsłuchiwałem się w tę ciszę, która oznaczała śmierć. Nie mogłem się poruszyć. Byłem w środku kompletnie pusty” – powiedział nam Omar. Potem oni dzwonili na ten numer. Odebrała już Hind. 

Czytaj więcej

Oscarowe nominacje nie dla łatwych bajek

Jak wyglądała praca na planie?

W „Głosie Hind Rajab” jest sporo nieczystości. Także technicznych. Ale z moim operatorem ustaliliśmy, że nie będziemy przerywać ujęć. W innym filmie powiedziałabym: „Stop. Zaczynamy od nowa”. Tutaj niedoskonałości nie miały znaczenia. Liczyła się autentyczność: to, że wszyscy byli potwornie przejęci. Prawdziwi. Aktorzy nie grali ról, oni po prostu byli w środku tego piekła. I jeszcze coś. Nigdy dotąd nie robiłam takich przerw pomiędzy ujęciami. A w tym filmie było to konieczne. Ludzie musieli odreagować. Porozmawiać, czasem wręcz przytulić się do siebie, opanować emocje, uspokoić napięte nerwy. 

Jak zareagowała rodzina Hind, gdy obejrzała film?

Kiedy tylko skończyłam montaż, natychmiast zaprosiłam Wissam na pokaz. Nie chciała przyjść. Powiedziała, że jeszcze nie jest na to gotowa. Zorganizowałam więc projekcję dla jej brata – wuja Hind i jeszcze kilkorga członków rodziny. A z Wissam spotkałyśmy się w Katarze. Organizatorzy festiwalu w Doha zaprosili nas wszystkich – twórców i aktorów filmu, ale też czwórkę pracowników Czerwonego Półksiężyca i matkę Hind. Odbyły się cztery pokazy filmu, po każdym były spotkania z publicznością. Wissam wzięła udział we wszystkich dyskusjach. Chciała się z widzami dzielić swoim bólem. Ale nie przyszła na żadną projekcję. Myślę, że dotąd filmu nie widziała. 

„Głos Hind Rajab” okazał się ważnym świadectwem tragedii mieszkańców Gazy. Z Wenecji wywiózł Grand Prix, teraz ma też nominację do Oscara w kategorii filmu zagranicznego. Przede wszystkim jednak stał się dla widzów szokiem. Głos umierającego dziecka, tragiczne próby ratowania dziewczynki podejmowane przez pracowników Czerwonego Półksiężyca – to wszystko wywoływało ogromne reakcje. 

Już od jakiegoś czasu zadawałam sobie pytanie: jaką siłę ma kino? Co może powiedzieć o świecie, w jakim żyjemy? I zaczęłam tracić wiarę. Ale reakcja widzów w czasie festiwalu w Wenecji, gdzie odbyła się premiera, przeszła jakiekolwiek moje oczekiwania. Za „Głosem Hind Rajab” zaczęła iść dobra opinia. We Włoszech nasz film obejrzało ponad 200 tysięcy widzów. To znakomity wynik, zwłaszcza że Włosi nie lubią chodzić do kina na projekcje bez dubbingu. A naszego filmu nie można było dubbingować, bo najważniejszy był w nim autentyczny głos Hind. 

Reklama
Reklama

Czy miała pani jakieś reakcje na film z Izraela?

Nie ma oficjalnej odpowiedzi, ale izraelskie władze dają do zrozumienia, że to wymyślona historia, z którą nie mają nic wspólnego. Co jest oczywistą nieprawdą. Zdarzenie zostało potwierdzone, m.in. przez Forensic Architecture i bardzo rzetelne śledztwo przeprowadzone przez „The Washington Post”. A ja myślę, że opowiedzenie tej historii było bardzo ważne. Palestyńscy cywile przez długi czas byli „zdehumanizowaną” masą, nie mieli twarzy, nazwisk, swoich osobistych historii. Chciałam to razem z pracownikami Czerwonego Półksiężyca i moimi aktorami zmienić. Historia Hind Rajab jest historią wielu palestyńskich dzieci. To otwarta rana. I nie wiem, jak ludzkość może sobie z tym poradzić. 

Film jest opowieścią o jednej historii. Ale ta historia przywodzi na myśl inne. Staje się opowieścią o ludzkich losach. O tym, co może wydarzyć się każdemu z nas

Kaouther Ben Hania

Wierzy pani, że kino może mieć wpływ na świadomość ludzi? Że bardziej niż komunikaty prasowe może uświadomić im, czym są tragedie w Ukrainie, Palestynie i wielu innych zapalnych miejscach na świecie?

Tak. Film wywołuje emocje. Jest opowieścią o jednej historii. Ale ta historia przywodzi na myśl inne. Staje się opowieścią o ludzkich losach. O tym, co może wydarzyć się każdemu z nas. 

Co więc dalej? 

Kino jest dla mnie długą podróżą. Ale w tej podróży zawsze najważniejsze są dla mnie prawda i sprawiedliwość. Niemal wszystkie moje filmy są dokumentami lub wychodzą z autentycznej historii. Myślę, że to ważne, by mówić o prawdzie i sprawiedliwości w tak bardzo zakłamanym i niesprawiedliwym świecie. Takich właśnie historii chcę szukać. A reakcja widzów na „Głos Hind Rajab” dodaje mi sił. 

 

Film
Moskwa płonie w „Mistrzu i Małgorzacie”
Film
Oscarowe nominacje nie dla łatwych bajek
Film
„Grzesznicy” dostali 16 nominacji do Oscarów i pobili rekord wszech czasów
Film
Dwoje Polaków z nominacją do Oscara
Film
„Hamnet”: film o małżeństwie Szekspira, który miesza w głowie jak AI
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama