Jak to się stało, że pani, Tunezyjka, nakręciła film o dziecku umierającym w Gazie?
Na początku 2024 r. byłam w Stanach. Promowałam swój nominowany do Oscara dokument „Cztery córki”. Jednego dnia w Internecie trafiłam na nagranie z Gazy, z głosem małej dziewczynki. Była w samochodzie ostrzeliwanym przez izraelskich żołnierzy. Sześcioro jadących z nią kuzynów zginęło. Jeden z nich, zanim umarł, zdążył zadzwonić do kuzyna w Niemczech, ten zaś zawiadomił Czerwony Półksiężyc, palestyński oddział Czerwonego Krzyża. Pracownicy tej organizacji zadzwonili na numer podany przez rozmówcę z Niemiec. Dziewczyna, która w Gazie odebrała telefon, zginęła od kuli w trakcie rozmowy. Ale chwilę później okazało się, że w samochodzie jest jeszcze sześciolatka, która leżąc wśród martwych ciał, błaga o ratunek. Potem dowiedziałam się, że ten ratunek nie przyszedł. Mimo ustalenia z izraelskimi dowódcami „korytarza życia” i prawa do przejazdu samochodu, karetka została ostrzelana, a dwaj jadący nią paramedycy zabici. Po pięciu godzinach w telefonie zapanowała cisza. Dziecko umarło. Byłam wstrząśnięta. Wiedziałam, że muszę rzucić wszystko i nakręcić ten film.
Kto zamieścił to nagranie z głosem umierającego dziecka w Internecie?
Przedstawiciele palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca. Ci, którzy tamtego dnia – 29 stycznia 2024 r. – próbowali małą Hind Rajab Hamadę uratować. W swoim biurze mają na ścianie zdjęcia tych, którym nie zdołali pomóc. Albo kartki z czarnymi zarysami głowy, jeśli takiego zdjęcia nie mają. Każda śmierć ich boli, ale pięciogodzinne umieranie tego dziecka przeżyli potwornie głęboko. Skontaktowałam się z nimi, a oni mi zaufali i udostępnili cały zapis, jaki mieli. 70 minut kolejnych nagrań, zarejestrowanych między godziną 14.35 a 19.30, gdy głos uwięzionej w samochodzie dziewczynki zamarł na zawsze. Bardzo chcieli, żebym tę historię opowiedziała. Ze względu na pamięć Hind, ale również tych wszystkich ratowników i lekarzy, którzy zginęli, niosąc pomoc. Od początku działań wojennych było ich już 54.
Rozmawiała pani z matką Hind?
Oczywiście, bez jej zgody nie mogłabym wykorzystać nagrań z głosem jej umierającej córki. Nie mogłabym zrobić niczego. Wissam Hamada była pogrążona w rozpaczy. Strata dziecka jest dla matki najstraszliwszą traumą. A jeszcze w takich okolicznościach… Byłam pierwszą osobą, która złożyła jej kondolencje i rozmawiała o stracie Hind. Powiedziała mi: „Wiesz, w Gazie w każdej rodzinie przydarzają się tragedie, nie mamy siły ani czasu, żeby się nawzajem pocieszać”, a w końcu stwierdziła: „Tak, zrób ten film, bo inaczej pamięć o mojej córce i innych tragicznie zmarłych dzieciach Gazy rozpłynie się”. Podobnie jak pracownicy Czerwonego Półksiężyca, chciała żebym wykorzystała autentyczne nagrania z głosem Hind. Oni wszyscy zaufali mi, a ja wiedziałam, jaka to wielka odpowiedzialność.
Jak w „Głosie Hind Rajab” łączyła pani prawdę z elementami fikcji?
Poza bardzo drobnymi scenami, przez cały czas staraliśmy się trzymać faktów. To przecież nie jest thriller ani kino przygodowe. Za tą opowieścią kryje się autentyczny dramat. Pracownicy Czerwonego Półksiężyca udostępnili nam nagrania, na których widać było ich reakcję. Ich przerażenie, rozpacz. Chciałam, by również widzowie zrozumieli, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Dlatego pod koniec filmu pokazaliśmy autentyczne nagrania zrobione 12 dni po tragedii. Są na nich wraki ambulansu i samochodu, z którego ratownicy zabierają resztki ciał. W ten samochód trafiło 365 kul. Dostaliśmy też od Wissam zdjęcia małej Hind bawiącej się z innymi dziećmi na plaży. Musiałam je widzom pokazać, także po to, by wiedzieli, że za tragedią cywilów Gazy nie kryją się liczby, tylko ludzkie tragedie.