Podczas ogłaszania tegorocznych nominacji oscarowych nie było zaskoczeń. W grze pozostało dziesięć filmów: „Grzesznicy”, „Jedna bitwa po drugiej”, „Bugonia”, „F1”, „Frankenstein”, „Hamnet”, „Wielki Marty”, „Sny o pociągach”, oraz dwa filmy zagraniczne: brazylijski „Tajny agent” i norweska „Wartość sentymentalna”.
Rekord wszech czasów pobili „Grzesznicy” Ryana Cooglera, zdobywając 16 nominacji w różnych kategoriach. Poprzedni – po 14 nominacji – należał do trzech filmów „Wszystko o Ewie” z 1950 r., „Titanica” (1997) oraz „La La Land” (2019), który zresztą nagrody w kategorii najlepszego filmu nie dostał.
Trudne społeczne diagnozy
„Grzesznicy” to film niestereotypowy, łączący opowieść o rasistowskim południu Stanów Zjednoczonych z początku lat 30. XX wieku z kinem pełnym świetnej muzyki i… horrorem. Dwaj bracia bliźniacy (grani przez Michaela B. Jordana) w eleganckich garniturach wracają z Chicago, gdzie pracowali dla Ala Capone do rodzinnego miasteczka na Południu, by tam założyć własny interes. Ma to być klub z muzyką na żywo i markowym alkoholem.
Przez ekran przewijają się rozmaite postacie: od marzącego o muzycznej karierze syna kaznodziei przez cały korowód ciekawych kobiet aż do chińskiego małżeństwa i nawiedzających tancbudę wampirów. Im dalej, tym bardziej „Grzesznicy” stają się opowieścią o świecie pełnym przemocy i traumach przechodzących z pokolenia na pokolenie. O próbie zachowania godności i różnych drogach życiowych, z których żadna nie przynosi zwycięstwa.
Ryan Coogler za duże pieniądze (podobno ok. 100 mln dolarów) zrobił film wpisujący się w kino artystyczne, stawiający trudne diagnozy społeczne, ale nie przynoszący żadnego katharsis. Przypominający, że zło zawsze może wrócić, bo nie zostało rozliczone.