The Dead Don’t Hurt
Reż.: Viggo Mortensen
Wyk.: Vicky Krieps, Viggo Mortensen, Solly McLeo
Trzykrotnie nominowany do Oscara, znany z trylogii „Władca pierścieni” aktor Viggo Mortensen jako reżyser zadebiutował cztery lata temu interesującym dramatem „Jeszcze nie czas” o bliskości, starości, prawie do inności i do decydowania o sobie. Teraz zrealizował „The Dead Don”t Hurt”. To bardzo autorski film: Mortensen nie tylko go wyreżyserował, lecz również napisał scenariusz, skomponował muzykę, a wreszcie zagrał w nim główną rolę.
„The Dead Don’t Hurt” to western, choć nietypowy. Historia dwójki emigrantów – Holger Olsen jest Duńczykiem, Vivienne Le Coudy Francuzką z Kanady. Oboje na Dzikim Zachodzie szukają nowego życia. Zbliżają się do siebie, zamieszkują na skraju miasteczka, pełnego przemocy i korupcji. Ale Holger wyrusza na wojnę secesyjną, a Vivienne, która zaczyna pracować w barze, zostaje brutalnie zgwałcona. Kiedy Volger wróci, dziecko – nie jego – będzie już miało kilka lat.
Mortensen opowiedział historię inną od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Nie wpisał się w żadne konwencje, choć blisko mu do trendu podkreślającego brud i brutalność tamtego czasu. Skupił się jednak na trudnym uczuciu pary bohaterów, a przede wszystkim na kobiecie. Innej niż te, które zwykle pojawiają się w westernach: niezależnej, samodzielnej, silnej.
Film „The Dead Don”t Hurt” nie jest łatwy w oglądaniu. Mortensen skacze w czasie, montuje swój film nielinearnie, w kadrach pojawiają się nawet obrazy z dzieciństwa Vivienne. Widz sam musi tę układankę w głowie poskładać. Niestety, momentami autor – może chcąc dać odbiorcy odpocząć – za mocno zwalnia tempo. Ale jest w tym filmie coś niepokojącego, ciekawego, a wreszcie – mimo całej jego szorstkości – wzruszającego.
Wybraniec
Reż.: Ali Abbasi
Wyk.: Sebastian Stan, Jeremy Strong, Maria Bakalova
Kilka dni temu w poście na Truth Social (@Trump Daily Posts) Donald Trump nazwał „Wybrańca” Aliego Abbasiego „tanią, zniesławiającą i politycznie obrzydliwą robotą walącą w niego siekierą”. Stwierdził, że film trafia do kin przed wyborami, żeby „zranić największy ruch polityczny w historii kraju: „Uczyńmy Amerykę znów wielką”.
„Wybraniec” jest historią początków jego kariery, gdy wzmacniał swoją pozycję finansową i budował Trump Tower. Ale też opowieścią o jego relacjach z prawnikiem Royem Cohnem, który odegrał niechlubną rolę jako prokurator w czasach mccarthyzmu. Trumpowi Cohn pomagał osiągnąć sukces. Nauczył go wiary w siebie, ciągłego atakowania, okłamywania innych i tego, by nigdy nie przyznawać się do porażki. Reprezentował go w najtrudniejszych sprawach prawnych, stał się jego prawą ręką. Do czasu, gdy przyszły prezydent przestał go potrzebować. Zwłaszcza, że Cohn, homoseksualista, rozchorował się na AIDS. Relacja tych dwóch mężczyzn stanowi kanwę filmu. Ale jest tu również miejsce na pokazanie romansu Trumpa z modelką Ivaną Zelnickovą, późniejszą panią Trump. Jest relacja młodego Donalda z ojcem, a wreszcie historia jego brata-pilota, który popełnił samobójstwo. W „Wybrańcu” znalazła się też scena gwałtu Trumpa na matce jego dzieci, a także sekwencje w których Trump wciąga amfetaminę czy przechodzi liposukcję. Z tych wszystkich obrazów wyłania się portret człowieka bezwzględnego, pozbawionego jakiejkolwiek empatii i lojalności, prącego do kariery po trupach.
Czytaj więcej
Hollywoodzkie studia bały się dystrybuować „Wybrańca” o młodych Donaldzie Trumpie przed wyborami prezydenckimi, teraz film Aliego Abbasiego przebij...
Ale tak naprawdę nie chodzi tu o dokument rozliczający byłego, a może i przyszłego prezydenta USA. „Wybraniec” jest filmem o polityce. O systemie, który wciąga i w którym nie obowiązują żadne zasady. Tu liczy się tylko zwycięstwo, a żeby je osiągnąć trzeba być bezwzględnym. Reżyser irańsko-duńskiego pochodzenia, pokazał mechanizmy funkcjonowania w życiu publicznym, zadał pytania, które dotyczą każdego człowieka - między innymi o granice przyzwoitości, których przekraczać nie wolno.
Czytaj więcej
W kolejnych scenach filmowy Donald Trump wyzywa polityków od frajerów. Bardziej niż o byłym (a kto wie, czy i nie przyszłym) prezydencie USA jest t...
Po mocnym obrazie „Holy Spider” o reżimie irańskim, Ali Abbasi, który dziś mieszka i pracuje w Kopenhadze, dodał do swojej filmografii kolejny ciekawy tytuł. Film długo szukał dystrybutora, największe stacje telewizyjne boją się emitować jego spoty reklamowe, ale według amerykańskich krytyków „Wybraniec” ma szanse na kilka oscarowych nominacji.
Wanda Rutkiewicz. Ostatnia wyprawa
Reż.: Eliza Kubarska
Film dokumentalny
Jako pierwsza Polka i Europejka i jako trzecia kobieta na świecie weszła na szczyt Mount Everest. Wcześniej jako pierwsza kobieta na świecie zdobyła K2. W 1992 roku wyruszyła na swoją ostatnią wyprawę. Chciała zdobyć Kanczendzongę w Himalajach. 12 maja, razem z innym himalaistą – Meksykaninem Carlosem Corsolio wyruszyła z obozu na wysokości blisko 8 tysięcy metrów w górę. Corsolio dotarł na szczyt, a schodząc minął Rutkiewicz. Nie chciała zawrócić. Postanowiła przeczekać noc i następnego dnia ruszyć dalej. Nie wróciła. Zaginęła, a jej ciała nigdy nie znaleziono.
Kiedyś powiedziała matce, że jak nie wróci, to znaczy, że zaszyła się w jednym z buddyjskich klasztorów w poszukiwaniu spokoju.
Czytaj więcej
Nie miałam wątpliwości, że jestem odpowiednią osobą do opowiedzenia historii Wandy Rutkiewicz. Jestem kobietą, wspinam się, przeżyłam hejt, pomówie...
Eliza Kubarska przebiła się przez tony wspomnień, dokumentów, spróbowała zrozumieć skąd wziął się hejt, jaki dotknął Wandę Rutkiewicz, gdy zarzucano jej nieuczciwość i kłamstwa. Przede wszystkim jednak dotarła do niepublikowanych nigdzie wspomnień i nagrań himalaistki. Rozmawiała z wieloma osobami, próbując zrozumieć, kim była bohaterka jej filmu, która sama mówiła:
„Jedną z najważniejszych rzeczy dla mnie jest moja wolność. Nie jest to anarchia, jest to moja wolność psychiczna. Żeby mi wolno było myśleć to, co myślę i żebym nie musiała obawiać się, że to, co myślę, może być źle słyszane. Żeby mi wolno było wybrać to, co chciałabym wybrać, a nie być przymuszona do robienia czegoś, czego robić nie chcę."
Film Elizy Kubarskiej jest także filmem o wolności.