Kaouther Ben Hania: Nie robię filmów dla nagród i wyróżnień

– Okres przewrotów konfrontuje nas ze społecznymi demonami – mówi Kaouther Ben Hania, reżyserka nominowanego do Oscara dokumentu „Cztery córki”. Widzimy świat, w którym szansę wyrwania się ku wolności stwarza młodym ISIS.

Publikacja: 20.03.2024 03:00

W dokumencie zagrały dwie siostry, zaś w role dwóch terrorystek osadzonych w więzieniu wcieliły się

W dokumencie zagrały dwie siostry, zaś w role dwóch terrorystek osadzonych w więzieniu wcieliły się zawodowe aktorki

Foto: stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Skąd wziął się pomysł na tak innowacyjny metadokument jak „Cztery córki”?

Na początku, jeszcze w 2016 roku, chciałam zrobić film o Olfie i jej dwóch młodszych córkach. Ale kiedy zaczęłam z nimi rozmawiać, zrozumiałam, że to za mało. Że muszę pokazać całą złożoność historii tej rodziny, w której dwie starsze córki zostały terrorystkami. Zaproponowałam młodszym dziewczynkom Eyi i Tayssir, żeby w filmie razem z nimi wystąpiły aktorki, które wcielą się w ich starsze siostry. Olfa też chciała mieć swój aktorski odpowiednik, bo wiedziała, że niektóre wspomnienia są dla niej zbyt trudne. I sama zaproponowała, żeby jej dublerką była bardzo znana aktorka egipska Hend Sabry. Potem, na planie, okazało się, że one wszystkie świetnie się rozumiały. Stworzyły razem coś w rodzaju rodziny.

Jak wyglądały zdjęcia?

Codziennie skupiałyśmy się na innym rodzinnym wspomnieniu. Olfa, Eya i Tayssir opowiadały aktorkom wszystko, co zostało w ich pamięci. Potem razem to odtwarzały przed kamerą. A, jak wspomniałam, w czasie pracy zdarzyło się coś niezwykłego. Aktorki grające Rahmę i Ghofrane, bardzo zresztą do nich fizycznie podobne, stały się niemal siostrami dwóch autentycznych dziewczyn. I niejednokrotnie stawały po ich stronie w czasie konfliktów z matką.

Próbowała pani zrozumieć motywacje dwóch sióstr, które stały się fundamentalistkami?

Oczywiście. I myślę, że nie była to dla nich decyzja ani prosta, ani tak naprawdę polityczna. Były dziećmi niechcianymi, mało kochanymi. Miały burzliwe, pełne gwałtu dzieciństwo. Ciemną postacią była ich matka, która je poniżała i lekceważyła. Tłumiła ich seksualność, wychowywała je na posłuszne żony, całkowicie uzależnione od mężczyzny. Chciały uwolnić się od traumy, a nie bardzo wiedziały, jak to zrobić. Jedynie od ISIS dostały jakąś szansę wyrwania się ku wolności. Nie zastanawiały się długo. A dalej już poszło. Zamachy terrorystyczne. Więzienie.

Jedynie od ISIS dostały jakąś szansę wyrwania się ku wolności. Nie zastanawiały się długo.

Matka Olfa zdawała sobie sprawę z roli, jaką odegrała w ich życiu?

W znacznej mierze, ale nie do końca. Miałam wrażenie, że choć mówi o sobie, że była złą matką, nie czuje się w pełni odpowiedzialna za ich decyzję.

A jak ona i jej córki zareagowały na film?

Pierwszy pokaz dla nich strasznie przeżywałam. Odetchnęłam, gdy zaakceptowały „Cztery córki”. Bo przecież dokument to czasem igranie z rzeczywistością. Wchodzisz w życie prawdziwych ludzi. Ty kończysz zdjęcia, ale oni muszą trwać dalej w swojej rodzinie, w swoim środowisku, w swoim świecie. Dla twórcy to ogromna odpowiedzialność. Między filmowcami i ich bohaterami rodzi się często więź. Ja do dzisiaj utrzymuję kontakt z młodszymi córkami Olfy.

Film nie zniszczył relacji między matką i córkami?

Nie, przeciwnie. Myślę, że te kobiety wiele zrozumiały. W życiu córki nie miały odwagi szczerze z matką rozmawiać. Tutaj się otworzyły. Olfa sporo zrozumiała, ale jednocześnie miała nadzieję, że córki usprawiedliwią wiele jej zachowań. Dziś w pełnej zgodzie razem podróżują, promując nasz dokument.

Czytaj więcej

„Bękart”, „Miłość bez ostrzeżenia”, „Cztery córki”. W ten weekend każdy w kinie coś dla siebie znajdzie. Rekomendacje filmowe

Pani film trafił do jednego z konkursów canneńskich. Podczas konferencji prasowej Olfa wystosowała apel do rządu tunezyjskiego, prosząc o repatriację swoich córek i ich sprawiedliwy proces w Tunezji.

To prawda, sprawa jest tym ważniejsza, że Olfa ma wnuczkę, która razem ze swoją matką żyje w więzieniu. Babcia chciałaby zapewnić jej lepsze życie. Aktywnie współpracujemy z tunezyjskimi agencjami rządowymi, aby trochę Olfie w tej kwestii pomóc.

Pokazuje pani trudny czas w swoim kraju.

Jeśli mielibyśmy mówić o następstwach rewolucji, to bardzo prawdziwe są słowa Antonia Gramsciego: „Stary świat umiera, a nowy dopiero walczy o narodziny: teraz jest czas potworów”. Ten przejściowy okres przewrotów i transformacji to moment, w którym społeczeństwo konfrontuje się ze swoimi ukrytymi „demonami” i próbuje stworzyć bardziej sprawiedliwą i godziwą przyszłość. Ja osobiście uważam, że rewolucja tunezyjska była ważnym krokiem w kierunku demokracji i wolności słowa. Otworzyła dyskusję na temat religii, patriarchatu, sytuacji islamskich kobiet. Mój film też jest tego dowodem.

Ten przejściowy okres przewrotów i transformacji to moment, w którym społeczeństwo konfrontuje się ze swoimi ukrytymi „demonami” i próbuje stworzyć bardziej sprawiedliwą i godziwą przyszłość.

„Cztery córki” przyniosły pani nominację do Oscara w kategorii filmu dokumentalnego. Drugą, bo trzy lata temu nominację za film zagraniczny miał pani „Człowiek, który sprzedał swoją skórę”. Wielka radość dla tunezyjskiego kina.

Oczywiście. Ja nie robię filmów dla nagród i wyróżnień, ale przyznaję, że one są bardzo ważne. Gdyby nie sukces na festiwalu canneńskim, prestiżowe wyróżnienia czy oscarowa nominacja, to czy ktoś słyszałby o jakimś tunezyjskim dokumencie o czterech siostrach?

Film
„Perfect Days” i "Anselm" w kinach. Wim Wenders uczy nas spokoju
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Film
Zmarła Eleanor Coppola, reżyserka i żona reżysera
Film
Te filmy ubiegają się o 100 000 zł w Konkursie Polskich Filmów Fabularnych Mastercard OFF CAMERA 2024
Film
Rekomendacje filmowe na weekend. W poszukiwaniu wartości: Ameryka, Europa, Azja
Film
Premiera nowego filmu Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta 1 czerwca w Krakowie