Po pierwsze rzuca się w oczy bliskość. Christopher Nolan i jego operator filmowy Hoyte Van Hoytema opowiadali w wywiadach, że starali się podejść tak blisko twarzy grającego tytułową postać Cilliana Murphy’ego, jak tylko się dało, wykorzystując przy tym maksymalnie głębię ostrości. Te próby się powiodły i całość sprawia wrażenie obrazu bardzo kameralnego, wręcz intymnego portretu człowieka, który stworzył najbardziej śmiercionośną broń na ziemi. A z im bliższej odległości widzowie mogą zajrzeć mu w oczy, tym bardziej rozmazuje się pozostała przestrzeń w kadrze.
„Oppenheimer”, czyli kilka gatunków w jednym filmie
Druga sprawa odróżniająca nowy film Christophera Nolana od jego wcześniejszych, to sceny erotyczne. Bodaj pierwsze tak odważne w jego kinie. Stąd kategoria R w amerykańskich kinach, co oznacza film tylko dla widzów dorosłych. U nas właściciele kin i dystrybutorzy uznali, że mogą go oglądać widzowie co najmniej 15-letni.
Czytaj więcej
Jedni mieli go za aroganta, inni za wizjonera, jeszcze inni – za osobę niebezpieczną. Stworzył najpotężniejszą broń w historii ludzkości. Kim był R...
Trzecia kwestia to gatunkowość – Nolan chwytał się za kolejne gatunki, jakby wzorem Stanleya Kubricka chciał zrealizować w swej karierze wszystkie najpopularniejsze formy. Kręcił thrillery i dramaty psychologiczne („Memento” i „Bezsenność”), heist movies, czyli historie o organizowaniu „skoku” („Incepcja”), filmy wojenne („Dunkierka”), science-fiction („Interstellar”), filmy sensacyjno-pościgowe („Mroczny rycerz” albo „Tenet”).
Teraz w „Oppenheimerze” mamy kilka filmów w jednym. Bo dostajemy kino biograficzne, w którym śledzimy genialnego fizyka od młodzieńczych lat aż do późnej starości; jest też sporo psychologicznego dramatu albo nawet thrillera – Oppenheimer czuje, że jego obowiązkiem jest skonstruowanie bomby atomowej, zanim uda się to naukowcom z hitlerowskich Niemec. Zarazem wie, że na końcu będzie tego prawdopodobnie żałować.
Kolejny gatunek, jakiego elementy znajdziemy w premierowym filmie, to dramat sądowy – sporą część opowieści stanowią sceny z późniejszych przesłuchań w epoce makkartyzmu (Oppenheimer sympatyzował do lat 40. z komunistami, a jego brat należał nawet do partii komunistycznej). Wreszcie, do pewnego stopnia znajdziemy tu elementy wspomnianego heist movie – bohater grany przez Cilliana Murphy’ego kompletuje załogę zaufanych ludzi. Goni ich czas, stawka jest olbrzymia, a szanse na powodzenie przedsięwzięcia niepewne. Potrzeba więc ludzi różnych talentów, których Oppenheimer przy pomocy płk. Lesliego Grovesa (Matt Damon) zbierają w Los Alamos w Nowym Meksyku i wspólnie realizują tajną misję.
Cillian Murphy po raz szósty, Robert Downey Jr. po raz pierwszy
Czwarta wyrazista nowość dla tego reżysera to czerń i biel, w której kręcone są spore partie „Oppenheimera” – te opowiadające o latach powojennych. Od czasu swojego debiutu „Following” z 1998 roku, kręconego w amatorskich warunkach, Christopher Nolan nie sięgał tak obficie w jednym filmie po ten środek wyrazu.
Czytaj więcej
„Oppenheimer”, thriller biograficzny Christophera Nolana, oparty na biografii fizyka, który odegrał kluczową rolę w opracowaniu broni atomowej, wch...
Piąta kwestia to nowi aktorzy. Christopher Nolan ma opinię reżysera przywiązującego się do swoich wykonawców. Świadczy o tym fakt, że Cillian Murphy zagrał u niego po raz szósty! Ale są też nowi aktorzy w nolanowskim uniwersum: Robert Downey Jr., Emily Blunt czy Rami Malek. Po niewielkim epizodzie tego ostatniego widać, że nawet gwiazdy z Oscarami na koncie chcą zagrać u tego reżysera. Choćby nawet trzecioplanową rólkę.
Szósta i ostatnia rzecz to długość filmu. „Oppenheimer” trwa aż 180 minut, czyli dłużej nawet niż „Interstellar” (169 minut) czy „Mroczny Rycerz powstaje” (165 minut). Fani reżysera nigdy na to nie narzekali, bo wiadomo – im więcej, tym lepiej. Tym razem jednak jest naprawdę długo. Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak to, że epicki rozmiar służy tej filmowej opowieści.