Wbrew tytułowi film „Po miłość/Pour l’amour” nie ma nic wspólnego z komedią romantyczną. To portret polskiej wsi, inny niż przygody Pawlaków i Karguli, przenikliwe spojrzenie Jana Komasy w „Bożym ciele” czy subtelna opowieść z „Wszystkich naszych strachów” Łukasza Rondudy i Łukasza Gutta. To również inne spojrzenie na polski alkoholizm niż Wojciecha Smarzowskiego w „Pod Mocnym Aniołem” czy Konrada Aksinowicza w „Powrocie do tamtych dni”.

Najważniejsze jest przełamanie schematu kobiety z patriarchalnej prowincji. Oglądamy tak zwany zwyczajny dom, z którego dzieci wyszły już „na swoje”. Marlenę i jej męża alkoholika. Codzienne przekleństwa, wyzwiska, chamstwo. Kobieta nie wytrzymuje. Chce odejść. Mówi o tym księdzu w konfesjonale. „On nawet teraz jest wypity” – szepcze. „Większość ma w czubie po sobocie” – odpowiada ksiądz. „Ksiądz też jest trochę wypity, co?” – ciągnie kobieta. „Ja dzisiaj trzy msze odprawiam, to jaki mam być?” – rzuca i poucza: „Miłość wszystko przetrzyma, kobieto!”.

Marlena pracuje jako sprzątaczka w szkole, razem z Kingą, młodą dziewczyną, która marzy o miłości i lepszym życiu. Gdy Kinga dostaje na Facebooku wiadomość od fotografa z miasta, nie waha się. Jedzie. Wraca szczęśliwa: patrzył na nią jak na księżniczkę, zrobił profesjonalną sesję zdjęciową. Tylko potem zamilkł, a w internecie pojawiło się pornograficzne nagranie. W telefonach ogląda je cała wieś. Jednak w obronie Kingi staje ksiądz. Z ambony grzmi: „Wynoś się stąd, ty dziwko, bo życia tu nie będziesz miała. Jak cię spotkam, to ci napluję w gębę. To napisała Danusia, która przynosi kwiatki na ołtarz ze swojego ogródka. Czy tego was uczyłem przez wszystkie lata? Czy tego uczy was Pan Jezus?”

Ksiądz przychodzi też do domu Marleny. Upomina męża, próbuje parę pogodzić. Jednak obietnice obietnicami, a jak można nie napić się, kiedy wpada sąsiad? Ale na tej wsi czas się nie zatrzymał. Kinga wgrywa starszej koleżance komunikator i aplikację tłumaczącą na żywo zagraniczne słowa. W internecie zaczyna rozkwitać romans między Marleną a starym Senegalczykiem mieszkającym w Paryżu. Co może łączyć kobietę z takim typem? Nic, poza tym, że chce słuchać miłych słów, że marzy jeszcze o chwili miłości. Ale przecież wiadomo, że takie kobiety jak ona padają ofiarami oszustów.

Film Mańkowskiego najlepszy jest, gdy reżyser przygląda się patriarchalnej wsi, gdzie zapijaczony facet może liczyć na więcej zrozumienia niż jego poturbowana żona, gdy podsłuchujemy rozmowy doświadczonej kobiety i dziewczyny, która ma życie przed sobą i wciąż jeszcze naiwne marzenia, gdy na ekranie trwa libacja. Romans z Senegalczykiem jest z innej bajki. Choć film oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, na ekranie ta relacja nie przekonuje.

Fabuła dużo zawdzięcza aktorom. Przejmujący portret kobiety zmęczonej życiem tworzy Jowita Budnik. Cóż to za aktorka! Dobrze partnerują jej Artur Dziurman w roli męża, Lech Dyblik jako sąsiad, Andrzej Gałła w roli księdza i Patrycja Ziniewicz jako Kinga. Ciekawy film, który powstał za niewielkie pieniądze, w programie mikrobudżetów.