Balkon jak konfesjonał

Wybitny dokumentalista Paweł Łoziński zrealizował film, rozmawiając z ludźmi przechodzącymi pod jego mieszkaniem.

Publikacja: 12.04.2022 18:27

Podczas kręcenia „Filmu balkonowego” Paweł Łoziński przeprowadził około dwóch tysięcy rozmów

Podczas kręcenia „Filmu balkonowego” Paweł Łoziński przeprowadził około dwóch tysięcy rozmów

Foto: Materiały Prasowe

Grand Prix w Locarno w sekcji „Tydzień krytyki”, nagrody na festiwalach w Biaritz, Trieście, Lipsku, Missouli, Łodzi, Warszawie (na Docs Agaist Gravity), a ostatnio trzy nominacje do polskich Orłów – w kategoriach: reżyseria, montaż i dokument. „Film balkonowy” Pawła Łozińskiego to superskromny projekt o niesłychanej sile.

Proste konwersacje

Druciane ogrodzenie, chodnik, kawałek trawnika, czasem – w szerszym planie – drzewo albo parkujący przy krawężniku samochód. Kadr jest najczęściej nieruchomy. Oglądamy skrawek świata na warszawskiej Saskiej Kępie z góry, z balkonu na pierwszym piętrze. Paweł Łoziński spędził na tym balkonie dwa i pół roku – z kamerą i mikrofonem na 4,5-metrowej tyczce. Obserwował przechodzących ludzi, zagadywał. Zarejestrował około 2 tysięcy rozmów, do filmu wybrał 80.

Niektórzy przechodnie pojawiają się w filmie raz, inni wracają, między nimi a realizatorem nawiązuje się specyficzna więź. Jedni się spieszą, inni zatrzymują się, zadzierają głowy i opowiadają – o swoim życiu, lękach, drobnych radościach i wielkich rozczarowaniach. Ale to nie jest uliczna sonda. To społeczny eksperyment, opowieść o Polakach.

Paweł Łoziński zadaje najprostsze pytania. Trochę jak 27 lat temu jego sześcioletni wówczas brat. Mały bohater zrealizowanego przez ich ojca Marcela Łozińskiego „Wszystko może się przytrafić” w czerwonej kurteczce jeździł po parkowych alejkach na hulajnodze, ale zatrzymywał się przy ławkach, na których siedzieli starzy ludzie. Nawiązywał z nimi konwersację. Zadawał najprostsze, z punktu widzenia dorosłych dość śmiałe pytania: o życie, śmierć, Boga. Z dziecięcej ciekawości i szczerych odpowiedzi (bo jak tu okłamywać dziecko?) powstał piękny, pełen wrażliwości dokument o samotności, miłości, rozchodzeniu się ludzi, rozpaczy, sensie życia. Jeszcze wcześniej, w 1980 roku, w „Gadających głowach” o to, kim są i czego chcą, pytał swoich rozmówców Krzysztof Kieślowski.

Rozbrajająca prawda

Kieślowski stworzył głęboki i sugestywny portret Polaków AD 1980, przede wszystkim polskiej inteligencji, Marcel Łoziński – przypowieść o kolejach losu, starości, śmierci. A Paweł Łoziński dodał jeszcze do tego obraz współczesnej Polski.

W „Filmie balkonowym” sąsiedzi i przechodnie pod balkonem zwierzają się trochę jak w konfesjonale. Czasem coś grają, jednak na ogół są rozbrajająco szczerzy.

„Po co to życie jest? Żeby żyć dla kogoś, nie dla siebie” – mówi dojrzały mężczyzna. „A pan dla kogo żyje?” – pyta reżyser. „Dla siebie” – przyznaje facet i w tej odpowiedzi kryje się jego przegrana. Inny mężczyzna, którego żona, choć mają trójkę dzieci, odeszła po 15 latach małżeństwa, stara się żartować: „Zamieniła mnie na młodszy model”. „Dzisiaj są moje urodziny i jest mi smutno” – zwierza się kobieta. „Bo jest inaczej, niż miało być. Praca, szacunek najbliższych – wszystko gdzieś sobie poszło”. Samotność boli, ale życie rodzinne też układa się różnie. 50-latka jest rozbrajająco szczera: „Jestem kobietą, która zrządzeniem losu stała się bardzo szczęśliwa”. Radość życia odzyskała po śmierci męża, który zawsze sprawiał jej ból.

Zwierzenia wielu osób wykraczają poza sferę prywatną. Jest złość. Choćby starszej pani, której nawet z „psiej emerytury” potrącają składki zdrowotne, a gdy potrzebuje operacji zdjęcia zaćmy, to musi płacić za badania i czekać osiem lat. „Oślepnę, nim mi to zrobią. To gdzie to nasze państwo jest? Kurewskie państwo” – krzyczy zdeprymowana kobieta.

Wraca pod balkon Łozińskiego coraz bardziej zaprzyjaźniony z nim bezdomny Robert. Wyszedł z więzienia, gdzie zrobił maturę i nauczył się kłaść glazurę. Chce żyć uczciwie, ale nic się nie klei. „Pracuję, wieczorem żebrzę. Czasem uda się coś zjeść. Wypalony jestem. Ja rozumiem pokuta pokutą, ale ile można...” – narzeka, bo nie jest w stanie zaadaptować się na wolności.

Niektórzy zdobywają się na wyznania bardzo trudne. Ktoś przyznaje, że 34 lata żył „we mgle”. Przez alkohol. Teraz próbuje odnaleźć się, pogodzić się ze sobą, ze swoją przeszłością, po to, żeby móc pójść dalej. „Jak to jest być trzeźwym?” – pyta reżyser, a w odpowiedzi słyszy: „Fajnie. Świat lepiej smakuje”. Z kolei na coming out decyduje się przygnębiony człowiek, zrozpaczony po śmierci partnera. Żyli razem wiele lat, wścibskim sąsiadom mówili, że są braćmi, bojąc się polskiej mentalności. To była wielka miłość.

I jeszcze taka miara uczucia: młoda dziewczyna z pudełkiem ze słodkimi delicjami: „Wsiądę do auta i pojadę 500 kilometrów. Nie zjem tych ciastek po drodze. Dam je mojej cudownej mamie. To jest miłość. Jak to nie jest miłość, to ja nie wiem”. A ważną bohaterką filmu staje się dozorczyni pani Zosia, zawsze zapracowana i zadowolona. Tylko pracownik zagranicznej ambasady spogląda podejrzliwie na zadającego pytania faceta z balkonu.

Zadrzeć głowę

Przed kamerą Pawła Łozińskiego paradują młodzi i starzy, zagonieni i tacy, którzy nie bardzo wiedzą, co zrobić z czasem. Inteligenci, prostacy, artyści, emeryci, ludzie, którzy potrafią łapać wiatr w żagle, i tacy, którym nic nie wychodzi. Żona reżysera obładowana siatami z zakupami i córka, która do telefonu mówi, że taty w ogóle nie ma, bo stale tkwi na balkonie. Są wreszcie mocne chłopaki z flagami i orzełkami, szafujące hasłami o Bogu, honorze i ojczyźnie.

Taki polski miszmasz, czasem śmieszny, czasem piękny, czasem bolesny, czasem straszny. Tak niewiele trzeba, żeby powstał ważny dokument: dobry pomysł, wrażliwy, zdeterminowany reżyser, jedna kamera i konsekwencja. Na kilkunastu metrach kwadratowych odbiła się dzisiejsza Polska. A Łoziński, choć kręcił swój film przed pandemią, przypomniał i to, o czym przekonaliśmy się później wszyscy: jak ważny jest drugi człowiek. Jak jesteśmy samotni i jak bardzo potrzebujemy chwili bliskości.

Nawet jeśli trzeba zadrzeć głowę do góry.

Grand Prix w Locarno w sekcji „Tydzień krytyki”, nagrody na festiwalach w Biaritz, Trieście, Lipsku, Missouli, Łodzi, Warszawie (na Docs Agaist Gravity), a ostatnio trzy nominacje do polskich Orłów – w kategoriach: reżyseria, montaż i dokument. „Film balkonowy” Pawła Łozińskiego to superskromny projekt o niesłychanej sile.

Proste konwersacje

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Gdynia 2024: Kto będzie walczył o Złote Lwy?
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Film
Shannen Doherty nie żyje. "Przegrała walkę z rakiem"
Film
Dorota Masłowska jako didżejka oraz arcydzieła kina. Nowe otwarcie FINA
Film
„Mars express. Świat, który nadejdzie”, „Kod zła” i „Zabierz mnie na Księżyc”. Rekomendacje filmowe na weekend: Dla każdego coś interesującego
Film
Znakomite „Rodzaje życzliwości”, chińskie „Przypływy”, bezkompromisowe „Balkoniary” - filmy z Cannes na 18. BNP Paribas Dwa Brzegi