Zrealizowany dla Netfliksa „Proces siódemki z Chicago" udowodnił wartość, zgarniając sześć nominacji do Oscara (oddając ten numer do druku nie znaliśmy laureatów), pięć do Złotych Globów (tu statuetka za scenariusz), nagrody Gildii Aktorów Filmowych dla wszystkich wykonawców pierwszoplanowych i osobną dla Sachy Barona Cohena, wyróżnienia krytyków.

To kino polityczne o manipulacjach władzy i skorumpowanym systemie sądowniczym, powiązanym z politykami. Aaron Sorkin cofnął się do sierpnia 1968 r., gdy aktywiści antywojenni zjechali do Chicago, by wziąć udział w legalnej manifestacji w wydzielonej części Grant Parku. Jednak demonstracja się rozlała. Protestujący podeszli pod komendę policji, próbowali też wedrzeć się na konwencję demokratów. Doszło do walk z policją. Ośmiu przywódców, wcześniej się nieznających, zostało oskarżonych o wywoływanie zamieszek. Proces trwał od września 1968 do lutego 1969. Do odrębnego postępowania wyłączono Afroamerykanina z Czarnych Panter Bobby'ego Seala.

Aaron Sorkin, wybitny scenarzysta (m.in. „The Social Network"), który zadebiutował cztery lata temu jako reżyser „Grą o wszystko", przyznaje, że nigdy nie myślał o swoim filmie jako o dziele historycznym. Jego aktualność potwierdziły zamieszki z czasu ostatniej kampanii wyborczej i początku prezydentury Joe Bidena. A niezależność sądów, jak wiemy, nie jest problemem tylko Ameryki końca lat 60.

Sorkin pokazuje manipulacje sędziego, który nie dopuszcza kluczowych świadków obrony i wyklucza z ławy przysięgłych tych, którzy zdają się sprzyjać oskarżonym. Ale też byłego komendanta policji, który ma dość kłamstw i decyduje się zeznawać. A dla młodego prokuratora ten proces ma być trampoliną. Ulega więc presji polityków, ale odczuwa niesmak do siebie samego. W rzeczywistości prokurator Richard Schultz był bezwzględny i całkowicie pozbawiony skrupułów.

Nieścisłości historycznych jest tu więcej, ale w końcu fabuła to nie dokument: nie musi trzymać się faktów całkowicie. Film został zrobiony za przeciętną, jak na amerykańskie warunki, sumę 35 mln dol., Sorkin wykorzystał jako przebitki oryginalne czarno-białe ujęcia z 1968 r. Udało mu się też zebrać znakomity zespół aktorów. Wszyscy, od Eddy'ego Redmayne'a aż do Marka Rylance'a i Franka Langelli, doskonale charakteryzują swoich bohaterów, a Sacha Baron Cohen jako Abbie Hoffman stworzył kreację.

Co prawda „Proces siódemki z Chicago" jest przegadany, bardziej przypomina słuchowisko radiowe niż operujące obrazem kino. Ale przecież wciąga i fascynuje.