Robert Zemeckis – reżyser m.in. oscarowego „Foresta Gumpa” i „Cast Away – Poza światem” – porzucił tradycyjne kino. Od kilku lat rozwija technikę performance capture zamieniającą sceny z aktorami na trójwymiarową animację. Zamiast żywego człowieka na ekranie widzimy zdigitalizowaną postać. Ta metoda ma jednak poważny feler – przetworzeni cyfrowo aktorzy przypominają „martwe wewnętrznie” manekiny.

Pod tym względem „Opowieść wigilijna” prezentuje się lepiej niż zrealizowane przez Zemeckisa wcześniej filmy „Ekspres polarny” i „Beowulf”. Ruch i mimika aktorów są odwzorowane niemal perfekcyjnie. Ale mimo wszystko w wykreowanym przez reżysera świecie brakuje ludzkiego pierwiastka.

Na dodatek forma jest nowatorska, ale Zemeckis wiernie podąża tropem Dickensa. Ebenezer Scrooge (Carey) jest więc chciwcem jakich mało. Gdy umiera jego wspólnik w lichwiarskim interesie, zabiera monety położone na oczach zmarłego, bo jak zaznacza – dwa pensy piechotą nie chodzą. Siedem lat później – w noc wigilijną – pałającego nienawiścią do ludzi starucha odwiedzą trzy duchy, które odmienią jego życie.

Perypetie Scrooge’a są wizualnie olśniewające, zwłaszcza panorama Londynu. A polski dubbing udał się fantastycznie dzięki Piotrowi Fronczewskiemu w głównej roli. Ale nawet wybitny aktor nie mógł sprawić, aby przemiana zgorzkniałego lichwiarza w kierującego się empatią człowieka stała się przejmująca.

Metamorfoza bohatera razi nachalnym dydaktyzmem, jakby Zemeckis kierował swój film do publiczności rodem z wiktoriańskiej Anglii.

Wyprawę do kina z dziećmi poniżej 12. roku życia stanowczo odradzam. Złowieszcza atmosfera filmu – przywodząca na myśl horror – może przerazić dorosłego widza, a co dopiero kilkulatka.

[i]USA 2009, reż. Robert Zemeckis wyk. Jim Carrey, Gary Oldman, Colin Firth, w dubbingu wyst. Piotr Fronczewski, Jan Peszek, Grzegorz Damięcki [/i]

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ