Rzecz o mych smutnych dziwkach
reż. Henning Carlsen
Rzecz o mych smutnych dziwkach
reż. Henning Carlsen
Meksyk, Hiszpania, Dania, USA 2011
Przykładny małżonek w życiu prywatnym na kartach książek nie wahał się pokazać wszystkich odcieni pożądania. Użyłam czasu przeszłego, ponieważ kolejnej książki już nie będzie. Niewiele ponad tydzień temu brat noblisty obwieścił, że Marquez w wyniku ośmioletniego traktowania białaczki chemioterapią pogrążył się w demencji. Nawet nie ukończy już swojej autobiografii. Jeden z największych pisarzy umiera za życia, nie zdając już sobie sprawy z postępującej śmierci neuronów...
„Jego ostatnim kawałkiem prozy pozostanie więc krótka powieść „Rzecz o mych smutnych dziwkach" wydana osiem lat temu. Właśnie teraz możemy oglądać na ekranach jej międzynarodową adaptację w reżyserii Duńczyka Henninga Carlsena. Historię 90-letniego dziennikarza zakochującego się po raz pierwszy w życiu i to w nastoletniej dziewicy, napisaną przez dojrzałego wiekiem twórcę, opowiedział na ekranie sędziwy filmowiec – rówieśnik Marqueza (sygnował swoim nazwiskiem słynną adaptację „Głodu" Knuta Hamsuna w latach 60.), a główną rolę zagrał nestor meksykańskich aktorów Emilio Echevarria. Powstał film subtelny, melancholijny i pełen humoru dzięki zadzierzystej kreacji Geraldine Chaplin w roli burdelmamy. Pomyśleć, że gdzieniegdzie książka wzbudzała niezdrowe sensacje – nakład powieści wydanej w Iranie w 2007 r. został wyczerpany w trzy tygodnie, a dalsze publikacje wstrzymane przez Ministerstwo Kultury z uwagi na skargi konserwatywnie myślących członków społeczeństwa, upatrujących w „Rzeczy o mych smutnych dziwkach" „promowania prostytucji". Polski tytuł książki też został zresztą – jak perski – ocenzurowany i przybrał łagodniejszą od oryginalnej formę. Nostalgiczne wspomnienia bohatera powieści i filmu często obracają się wokół domu publicznego.
„Marquez dobrze znał jego atmosferę i oddawał ją nieraz – m.in. w „Miłości w czasach zarazy" – idąc za radą Williama Faulknera, który zalecał pisanie tylko o tym, o czym ma się dobre pojęcie. W 1955 r. przyszły autor „Stu lat samotności" miał etat w dzienniku „El Heraldo" i nawet mieszkał w burdelu. Widać, honoraria nie były wysokie. Gdy Gabriel Garcia Marquez mógł jeszcze pisać, tak wyraził się o miłości, dla niego wciąż najważniejszej i godnej największych poświęceń: „Gdybym nie został pisarzem, chciałbym być pianistą w barze. W ten sposób mógłbym sprawić, by zakochani odnosili się do siebie z jeszcze większą czułością. Jeśli to samo mogę osiągnąć jako pisarz – sprawić za pomocą moich książek, by ludzie jeszcze bardziej się kochali – to myślę, że moje życie mogę uznać za spełnione. Tego właśnie pragnąłem najbardziej".
Od czterech dni na Berlinale trwają dyskusje o kinie i polityce po wypowiedziach przewodniczącego jury Wima Wend...
„Ołowiane dzieci” to kolejny po „Heweliuszu” serial inspirowany dramatem doby PRL. Główną rolę Joanny Wadowskiej...
W wieku 77 lat zmarła aktorka Bożena Dykiel. Była jedną z najbardziej znanych i cenionych postaci polskiej sceny...
Trzy na cztery gwiazdki dał serialowi Netfliksa o skażeniu terenów wokół huty w Szopienicach w latach 70-tych ce...