Reklama

Brytyjczycy kpią z dżihadu, a Rosjanki współczują

Publikacja: 19.08.2012 16:00

Brytyjczycy kpią z dżihadu, a Rosjanki współczują

Foto: Uważam Rze

Cztery lwy

,


reż. Christopher Morris,

Reklama
Reklama


Wielka Brytania 2009

W ubiegłym roku „Cztery lwy" pozbawiły szansy na BAFTĘ za najlepszy brytyjski debiut nawet „Wyjście przez sklep z pamiątkami" legendarnego Banksy'ego. Film ten otrzymał też nagrodę w Karlowych Warach i otarł się o najważniejsze trofeum w Sundance. Obraz Christophera Morrisa wielkiej kariery w Stanach jednakże nie zrobił, bo zbyt odważnie wykpił islamskich fundamentalistów. Inaczej w Wielkiej Brytanii, gdzie komedia o grupie pięciu rodzimych dżihadystów planujących atak terrorystyczny słusznie zdobyła sporą publiczność ostrzem satyry tnącej śmiało i celnie. Niektórzy mogą uznać, że z pewnych spraw śmiać się nie wypada – ale jeśli ofiarami barbarzyńców planujących masowe zbrodnie padają bezbronni, to urażonymi uczuciami potencjalnych morderców martwić się nie ma potrzeby. I Morris nie przejmowal się tym zupełnie. Nie zawahał się pokazać bohaterów tłumaczących swoim dzieciom, jak i kiedy idzie się do nieba, będąc muzułmaninem, i wyśmiać ich nieudolne próby zamachu podczas londyńskiego maratonu. Przygotowywał się do filmu, jeżdżąc po kraju i spotykając się z radykalnymi muzułmanami, wykładowcami i dziennikarzami, uczestniczył w rozprawach sądowych i debatach publicznych. I przekonał się, że nawołujący do dżihadu różnią się od nas tylko tym, że dali się opętać ideologii nawołującej ich do przemocy. Omar, Waj, Barry, Faisal i Hassan są przeraźliwie banalni, ale fenomen banalności zła znamy już dobrze dzięki Hannah Arendt.

Portret o zmierzchu

,

Reklama
Reklama


reż. Angelina Nikonowa,


Rosja 2011

„Cztery lwy" zmuszają do myślenia, bawiąc, rosyjski „Portret o zmierzchu" Angeliny Nikonowej razi jak prąd elektryczny. Takiej dawki brutalnej społecznej znieczulicy, mizoginizmu i takiego obrazu policjantów – skorumpowanych gwałcicieli – chyba jeszcze nigdy nie widzieliśmy na ekranie. Bohaterka filmu, elegancka i zamożna z domu, usiłuje się spełnić w roli opiekunki społecznej. Widząc jednak, że jej praca, którą traktuje poważnie i solidnie, nie przynosi żadnych efektów, popada w apatię. Nie widzi sensu w życiu – odnajduje go, gdy gwałci ją trzech policjantów. Nie jest nim bynajmniej zemsta, ale misja przerwania zaklętego kręgu toksycznych rodzin, gdzie przemoc przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Marina wchodzi w seksualne relacje z jednym z oprawców, posługując się jedynym językiem, jaki on zna – odruchów ciała – by go „naprawić" miłością. Brzmi to sentymentalnie, ale tanich emocji w „Portrecie o zmierzchu" (uhonorowanym nagrodą w Konkursie 1–2 na Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym, a także w Cottbus, Reykjaviku i Salonikach) nie ma. Marina reprezentuje typ kobiety znany z klasycznej rosyjskiej literatury, odczuwającej tzw. empatię paradoksalną, zjawisko rozpoznane i opisane. Współczuje swojemu dręczycielowi tak, jak lichwiarka Raskolnikowowi u Dostojewskiego. W filmie Nikonowej ma to sens, a ostatnia scena zagnieżdża się w głowie, może już na zawsze.

Film
Oscary 2026: Krótkie listy ogłoszone. Nie ma „Franza Kafki”
Film
USA: Aktor i reżyser Rob Reiner zamordowany we własnym domu
Film
Nie żyje Peter Greene, Zed z „Pulp Fiction”
Film
Jak zagra Trump w sprawie przejęcia Warner Bros. Discovery przez Netflix?
Film
„Jedna bitwa po drugiej” z 9 nominacjami Złotych Globów. W grze Stone i Roberts
Materiał Promocyjny
Działamy zgodnie z duchem zrównoważonego rozwoju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama