Jednym z tematów poruszanych na EKG jest odbudowa Ukrainy. Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) wspiera firmy w ekspansji zagranicznej, jest także blisko projektów związanych z Ukrainą. Jakie kwestie z punktu widzenia ARP są dziś najważniejsze przy wspieraniu firm? Czy polski biznes myśli o tym, żeby zaistnieć na rynku ukraińskim?

Polskie firmy zdecydowanie o tym myślą i udowadniają to obecnością podczas misji rządowych do Ukrainy. Prezesi firm budowlanych byli już nieraz w Kijowie. Tak że gotowość jest pełna, a informacje o obawach są nadinterpretacją rzeczywistości. Jesteśmy odważnym narodem, dobrze przygotowanym do tego procesu.

Natomiast co trzeba powiedzieć o odbudowie Ukrainy? To musi być proces prowadzony niezwykle rozsądnie. Mówiąc ogólnie, większość Polaków wyobraża to sobie jako remont szpitala pod Charkowem. My jako Agencja Rozwoju Przemysłu patrzymy na ten proces jako na wielką szansę dla polskiej gospodarki. Zarobić na tym powinny nie tylko polskie firmy budowlane – tworząc w Ukrainie infrastrukturę logistyczną, powinniśmy wykorzystać szanse, redefiniując de facto geografię ekonomiczną w naszym regionie i całej Europie.

Ukraina po udziale Polski w odbudowie powinna być wrotami Europy na cały Bliski Wschód. Eksport polskich firm do Ukrainy podczas wojny wynosi ok. 14 mld euro. Jeżeli wyobrazimy sobie, jak istotny będzie to dla nas rynek po wojnie, i pomnożymy tę wartość przez eksport kierowany do krajów Bliskiego Wschodu, zaczynamy rozumieć, jak wielka to dla nas szansa, a tak naprawdę konieczność. Jeżeli mówimy o dynamicznym rozwoju polskiej gospodarki, o pozycji Polski w Europie – pytanie nie brzmi czy, tylko jak szybko możemy się w to zaangażować.

Trzeba też pamiętać, że odbudowa Ukrainy to najpierw faza projektowa oraz formalno-prawna. Trzeba ze stroną ukraińską ustalić warunki, na których Polska będzie brała udział w tym procesie. To konieczność prowadzenia tzw. wymagającego dialogu, do którego my jako Polska mamy prawo, niezwykle pomagając Ukrainie przez ostatnie trzy lata. To właśnie w wyniku tego wymagającego dialogu następują kolejne kroki. Rozpoczęliśmy go jako Agencja Rozwoju Przemysłu – to my podpisaliśmy w Rzymie memorandum, pierwszy dokument regulujący zakres naszej współpracy. To wielki sukces dyplomatyczny Polski, ale nie możemy na tym poprzestać.

Mamy już w historii takie doświadczenia, że mieliśmy zyskać na odbudowie jakiegoś kraju, ale się nie udało…

Bogaci w te doświadczenia powinniśmy skonsumować potencjalne szanse, które daje nam udział w pomocy naszym ukraińskim sąsiadom.

Konkurencja na pewno będzie wielka.

Ona już jest. Na przykład tureckie firmy są już bardzo mocno obecne na rynku ukraińskim. Ale musimy w tym torcie mieć udział. Musimy wynegocjować dla naszego kraju jego dużą część, a następnie zrealizować tę wizję. Jest ona atrakcyjna również dla Ukrainy, która jest przecież wielkim producentem żywności. Będzie ona w większości eksportowana na Wschód, a nie do Europy, gdzie istnieją różne bariery.

W jaki sposób ARP może pomagać firmom w ekspansji na rynek ukraiński?

Możemy przede wszystkim, korzystając z naszych narzędzi, finansować firmy, które będą brać udział w tym procesie. Będziemy cały czas asystować przy dialogu, w wyniku którego musimy na przykład uwzględnić polskie certyfikacje na terenie Ukrainy. To kolejne potencjalne wyzwanie, którego polskie firmy same nie rozwiążą. To właśnie ARP i polski rząd są od tego, by otworzyć im te drzwi. Po to, by nie było to działanie iluzoryczne, lecz faktyczne i sprawcze.

Jakie branże mogą szczególnie myśleć o kierunku ukraińskim?

Jeżeli patrzymy na strukturę eksportu do Ukrainy, to paradoksalnie dość duży udział ma w nim produkcja spożywcza, czego często nie zauważamy. Jesteśmy w światowej czołówce, jeżeli chodzi o eksport produkcji spożywczej, ale otwieramy także firmy za granicą. Dobrym przykładem jest Maroko, gdzie są już polskie firmy z branży przetwórstwa mlecznego.

Co powinno się zmienić po naszej stronie, żeby przyspieszyć udział polskich firm w odbudowie Ukrainy?

Te wszystkie kwestie, o których mówimy, powinny się stać osią tegorocznej edycji Ukraine Recovery Conference (URC 2026), która odbędzie się w Gdańsku. Powinniśmy posunąć się tam stanowczo do przodu na drodze do sukcesu. To tam powinniśmy zrobić kolejny krok i określić pierwszy projekt. W mojej ocenie powinna to być autostrada z przejścia Korczowa–Krakowiec do Lwowa – jako projekt pilotażowy, dość oczywista z punktu widzenia geografii inwestycja, czyli przedłużenie autostrady A4 od granicy polskiej do Lwowa. W tym projekcie powinniśmy przetestować nasze możliwości, sprawdzić, jak poruszamy się w ukraińskiej rzeczywistości formalno-prawnej. Ale także zobaczyć, jakie problemy się pojawią, żeby je wyeliminować przy kolejnych projektach, w które bardzo głęboko wierzę.