Przedstawiona przez Ministerstwo Aktywów Państwowych definicja local contentu, która jeszcze nie okrzepła, oznacza wartość towarów lub usług wyprodukowanych lub świadczonych przez podmiot krajowy. Zdaniem uczestników debaty „Rzeczpospolitej” pod tytułem „Local content w budowie bezpieczeństwa energetycznego Polski” kluczem do osiągnięcia sukcesu, a więc rosnącego udziału polskich firm w wygrywanych przetargach w ramach procesu modernizacji polskiej energetyki nie będą nowe ustawy i rozporządzenia, tylko dobre praktyki, elastyczność działania, odwaga komisji zakupowych i wzmocnienie kompetencji państwowych organów. Kluczem do mobilizacji polskich firm może okazać się pakietowanie zamówień.
Pakietowanie zamówień
Zdaniem wiceministra energii Konrada Wojnarowskiego, który otworzył debatę, definicję local contentu podaną przez Ministerstwo Aktywów Państwowych trzeba traktować w wymiarze symbolicznym, bo za definicją muszą iść konkretne działania, rozwiązania nie tylko strategiczne, legislacyjne, ale także finansowe.
– Samo nastawienie na local content, czyli krajowe komponenty w łańcuchu dostaw szeroko pojętym, jest tutaj kluczowe, ale bez zmian w prawie, w tym prawie europejskim, wydaje się, że będzie ciężko osiągnąć i wprowadzić w życie zasady krajowego łańcucha dostaw – mówi przedstawiciel rządu i dodaje, że konieczne jest ukierunkowanie mapy rozwojowej kraju pod kątem krajowego przemysłu. – W ramach Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu chcemy, aby setki miliardów złotych trafiały do polskich firm w ramach procesu transformacji – mówił wiceminister i wskazał, że plan działania resortu energii jest tym poligonem doświadczalnym pozwalającym wskazać, gdzie uwydatnić przewagi polskiego biznesu w przetargach. Zdaniem wiceministra ważne jest jednak, że poprzez tę definicję krajowa produkcja i postawienie na komponenty krajowe ograniczają ryzyka tam, gdzie łańcuchy dostaw są podatne na problemy.
Czytaj więcej
Po prezentacji definicji krajowego łańcucha dostaw przez resort aktywów pałeczkę przejęło Ministerstwo Energii, które w tzw. małej strategii energe...
Spółką, która może skorzystać na wdrażaniu local contentu, jest m.in. Polimex Mostostal. – Traktujemy ten proces jako pozytywny impuls. Jako grupa kapitałowa specjalizujemy się w inwestycjach, w których kluczowym elementem są nowe technologie. Prowadzimy z naszymi poddostawcami tzw. rozmowy pakietowe, aby rezerwować wolne moce produkcyjne i jednocześnie dać pewność pracy naszymi polskim partnerom. Chodzi o to, żeby local content wybrzmiewał na każdym etapie łańcucha dostaw. Te usługi i zakupy są na coraz bardziej zaawansowanym poziomie. Nie będziemy już tylko dodatkiem do dużych inwestycji jako sektor budowlany, ale będziemy wchodzić coraz bardziej w duże technologie. Krzywa uczenia w naszej firmie rośnie – zapewnia Marzena Hebda-Sztandkie, wiceprezeska ds. finansowych, Polimex Mostostal SA.
Zdaniem wiceprezeski podczas planowania kolejnych inwestycji należy skupić się na tym, aby w całym cyklu życia projektu obserwować, w jaki sposób ten polski udział będzie aktywny, a nie będzie tylko pośrednikiem albo realizacją prostych zakupów czy usług. – W naszej grupie kapitałowej są spółki, które dywersyfikują swoje zakresy usług tak, żeby wspierać polskie spółki. Natomiast dążymy do tego, żeby po pierwsze, już mierzyć to, ile polskich firm angażujemy, a po drugie, zachęcać do tego, żeby była konkurencja, aby mniejsze firmy, które kiedyś nie miały na to szansy, miały otwarte drzwi do uczestniczenia w naszych przetargach – dodawała wiceprezes.
Z uwagi na to, że obecnie trwają zaawansowane prace budowlane nad rozwojem polskich morskich farm wiatrowych, to właśnie ten sektor jest rozpatrywany jako poligon doświadczalny dla rozwoju polskich firm w nowym sektorze energetycznym.
Skuteczność definicji local contentu będzie oceniana poprzez kolejne procesy zakupowe – wtedy zobaczymy, czy to ma sens, a także jak ta definicja sprawdza się w praktyce i w jakim kierunku powinna ewoluować
– Podchodzimy do tematu krajowego łańcucha dostaw w offshore na wzór Wielkiej Brytanii. Na początku był on niewielki. Kolejne fazy pozwoliły na zwiększenie tego potencjału o kilkadziesiąt punktów procentowych. W Polsce może być podobnie. Co do zasady w pierwszej fazie rozwoju offshore (pierwsze projekty, które powstaną do końca lat 20.) jesteśmy w stanie osiągnąć około 20 proc. w całym cyklu życia takiej morskiej farmy wiatrowej rozumianym jako budowa, utrzymanie, eksploatacja i demontaż – wskazuje Maciej Mierzwiński, prezes firmy doradczej CEE Energy Group. Dodaje, że polskie firmy będą partycypować w największym stopniu w kosztach obsługi i serwisu takich farm wiatrowych. – To jest istotny kawałek tego biznesu, na którym polskie firmy mogą zarobić – wskazuje. Jego zdaniem, patrząc na nakłady i zaangażowanie polskich dostawców i poddostawców, ok. 35 proc. tych środków może zostać w kraju, biorąc pod uwagę pierwszą fazę rozwoju offshore. W przypadku samej fazy budowy ten poziom local contentu może wynieść póki co 10 proc.
Zdaniem eksperta na bazie pierwszych doświadczeń firmy szukające dostawców mogą wydzielić pakiety, w których polskie firmy wydają się mieć duże szanse na wygraną w przetargach. – Mniejsze pakiety związane z technologami, gdzie polskie firmy mają mniejsze doświadczenia, mogą z kolei pozwolić polskim firmom na uczenie się tych nowych rozwiązań technologicznych – mówił Mierzwiński.
Dobre praktyki i kompetencje
Kamil Pociecha, counsel w Praktyce Infrastruktury i Energetyki kancelarii DZP, zgodził się, że przy odpowiednim pakietowaniu – przez metodologię i planowanie – można zwiększyć szanse na wybór krajowych firm. Zaznaczył jednak, że pakietowanie często wiąże się z większym ryzykiem opóźnień i przekroczeń budżetu – i trzeba mieć to na uwadze, aby móc tym odpowiednio zarządzić.
Goście panelu podkreślili wagę dobrych praktyk, elastycznego podejścia i reagowania, a nie tylko ubierania kolejnych nakazów i zakazów w ustawy i paragrafy. To, co będziemy zmieniać w ustawach i rozporządzeniach, powinno być dobrze przemyślane, w tym z perspektywy całego systemu. Nie ulega jednak wątpliwości, że właściwe zmiany otoczenia prawnego mogą pomóc w sprawnej realizacji inwestycji – podkreślał Kamil Pociecha. Pytany, czy definicja local contentu pomoże rozwojowi polskich firm, odpowiedział, że na ten moment definicja ma przede wszystkim umożliwić pomiar i być wskaźnikiem z perspektywy osiągania określonych celów. Jej skuteczność będzie oceniana poprzez kolejne procesy zakupowe – wtedy zobaczymy, czy to ma sens, a także jak ta definicja sprawdza się w praktyce i w jakim kierunku powinna ewoluować.
Uczestnicy debaty zwrócili uwagę, że problemem może być także akceptacja przez zagraniczne podmioty nowych praktyk zakupowych i mogą one np. zaskarżać wyniki postępowań przetargowych do Krajowej Izby Odwoławczej. I tu zdaniem uczestników debaty może być spore wyzwanie. – KIO kieruje się prostymi kryteriami cenowymi, które są mierzalne. Dużo trudniej jest jednak ocenić tzw. kryteria miękkie. Komisje przetargowe starają się w całym procesie przetargowym zaszyć stosowne kryteria uwzględniające local content, gdzie mierzymy doświadczenie oraz czy dane firmy mają doświadczenie w realizacji dużych polskich projektów – mówiła wiceprezes Polimeksu, która sugeruje także wzmocnienie kompetencji KIO, by po pierwsze, rozstrzyganie sporów trwało krócej, a po drugie, aby wzmocnić tę instytucję merytorycznie, także w zakresie local contentu.
Jej zdaniem konieczna jest popularyzacja dobrych praktyk zakupowych. – Konieczna jest odwaga zamawiających np. przy doprecyzowaniu zapisów przetargów, ale też takie dobre praktyki, które idą w świat, bo niektórzy zamawiający to robią i to jest widoczne, ale może jeszcze w zbyt małej skali – mówiła wiceprezes.
Mierzwiński wskazał na koniec, że polski rząd powinien także rozwijać programy budowy kompetencji w ramach już istniejących systemów w kwestii wydawania certyfikatów, które dopuszczają do przetargów np. w sektorze offshore.