Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak zmienia się charakter walk na froncie?
  • Na czym polega ukraińska kampania powietrzna i jak wpływa ona na rosyjską logistykę?
  • Czym jest nowa taktyka „wypychania” przeciwnika i dlaczego staje się ona alternatywą dla bezpośrednich szturmów?
  • W jaki sposób rosyjskie straty na froncie zaczęły systematycznie przewyższać możliwości rekrutacyjne armii?

– Jest takie wrażenie, że Rosjanom skończyła się nie tylko broń pancerna, ale i furgonetki czy samochody osobowe. Jeśli w ogóle szturmują, to wyłącznie na chińskich elektrycznych motocyklach. Wozów bojowych nie wykorzystują nawet do przewożenia ludzi na zapleczu – mówi jeden z ukraińskich dowódców.

Ale chińskie motocyle – lekkie i ciche – pozwalają na szybkie przemieszczanie się w głąb terenów kontrolowanych przez ukraińską armię. „Znaczne tereny nie są kontrolowane przez żadną ze stron. Oprócz tego, Rosja szeroko stosuje taktykę przenikania (na ukraińskie zaplecze) małymi grupami. Dlatego nawet na odcinkach kontrolowanych przez Ukraińców mogą znajdować się rosyjscy żołnierze” – wyjaśnia amerykański Institute for the Study of War, dlaczego ma kłopoty z dokładnym określeniem, kto i gdzie się znajduje. Analitycy jednak szacują, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy Ukraińcy wyzwolili 0,4 proc. terenów podbitych wcześniej przez Rosjan.

Grupy szturmowe rosyjskiej armii są coraz mniejsze, brakuje żołnierzy

Rosyjskie przenikanie to jednak zazwyczaj jeden-dwóch żołnierzy, którzy przekradają się kilka kilometrów w głąb ukraińskich terenów, by dokonać „flagowtyku”. Dowództwo wysyła ich, by w jakiejś opustoszałej miejscowości na bezpośrednim zapleczu ukraińskiego frontu wywiesili rosyjską flagę na rozpoznawalnym budynku (na przykład poczty), zrobili „selfie” na jej tle, przesłali zdjęcie do sztabu i uciekali. Tego rodzaju wypady wprowadzają zamieszanie na ukraińskich tyłach, ale jednocześnie prawie nikt z Rosjan ich nie przeżywa, szybko wykrywają ich drony lub patrole. Za to rosyjskie dowództwo chwali się zdobyciem kolejnych wiosek.

Grupy przenikające są coraz mniejsze, bowiem od grudnia straty rosyjskiej armii przewyższają rekrutację. „(Od lutego) odnotowujemy stabilizację rosyjskiego werbunku na poziomie około 30 tys. osób miesięcznie, czyli tysiąca dziennie” – pisze niemiecki analityk Janis Kluge. Ale to nie wystarcza do wyrównania strat, które wynoszą ponad 1,2 tys. żołnierzy dziennie. – Maszynka do mielenia mięsa mieli Rosjan szybciej, niż są w stanie dostarczyć (na front) – opisuje tę sytuację australijski generał Mick Ryan.

Czytaj więcej

Rosja nie wygrywa, Ukraina nie przegrywa. A Zełenski mówi jak pokonać Rosjan

Front z obu stron się rozmył i zamienił w „linię bojowego zetknięcia”, obsadzoną niezbyt licznymi posterunkami i sięgającą po około 30 km w głąb terenów kontrolowanych przez poszczególne armie. Jej dokładny przebieg coraz trudniej więc ustalić, chyba że któraś ze stron zdobędzie jakąś miejscowość. Ale od zajęcia Pokrowska w obwodzie donieckim pod koniec lutego przez Rosjan (po ponad półtora roku walk) nie udało im się nic więcej podbić. Choć osaczają kolejną miejscowość obwodu, Konstatyniwkę, której większość uznawana jest już za „szarą strefę”, czyli niekontrolowaną dostatecznie przez żadną armię. Jednak od trzech miesięcy rosyjskie wojska nie są w stanie jej podbić.

Walka z rosyjską logistyką i infrastrukturą

Ukraińcy liczą, że trwająca od końca ubiegłego roku kampania powietrzna przeciw rosyjskiemu zapleczu (przy użyciu dronów middle-strike, które dolatują już do wybrzeża Morza Azowskiego) doprowadzi w końcu do takich braków amunicji i paliwa u najeźdźczej armii, że ta zacznie się cofać.

„Dowódca ich Grupy Wschód zakazał używania przez wojskowy transport głównej szosy z Mariupola do Symferopola. W ciągu dwóch tygodni ruch tam zmniejszył się o 71 proc.” – poinformował najbardziej znany oddział dronów ukraińskiej armii „Ptahi Madziara”. „Ale załamanie ruchu nie jest (pełną) blokadą” – zastrzegł.

Rosyjskie dowództwo skierowało swe transporty na boczne drogi. Ale tam są łatwiejsze do wykrycia przez ukraińskie drony, gdyż wolniej jadą.

Czytaj więcej

Petersburski policzek dla Putina. Ale bieg wojny rozstrzyga się na południu

Jednocześnie prowadzona jest kampania powietrzna przeciw rosyjskim systemom obrony przeciwlotniczej. W tym systemie wybito już takie dziury, że po raz pierwszy od początku wojny ukraińskie samoloty uderzyły na rosyjską bazę helikopterów aż w pobliżu Taganrogu.

Najwięcej w trakcie tej kampanii zniszczono różnego rodzaju anten (zarówno od radarów, jak i systemów łączności). By rosyjska armia szybko ich nie odtworzyła, we wtorek w nocy ukraińskie drony zaatakowały zakłady w Czeboksarach produkujące anteny, dzięki którym trudno było zagłuszać rosyjskie drony.

Nowy rodzaj ataku: wypychanie przeciwnika

– Panowanie dronów w powietrzu z obu stron sprawia, że prawie niemożliwe stały się tradycyjne ataki. Grupy szturmowe są wykrywane i rozbijane, nim podejdą na pozycje. Dlatego zrezygnowaliśmy z takich ataków. Ale ostrzał, ataki dronów na same pozycje, a przede wszystkim na zaplecze sprawią, że Rosjanie zaczną porzucać część swych pozycji. A my będziemy posuwali się w ślad za nimi, wypychając ich dalej – wyjaśnia kolejny ukraiński dowódca z północnej części frontu.

Na razie pojawiły się tylko niepotwierdzone informacje o odwrocie rosyjskich spadochroniarzy z Mierzei Kinburnskiej, ośmiokilometrowego pasu lądu kończącego Półwysep Kinburnski, w północno-zachodniej części Krymu. Stamtąd ostrzeliwali ukraiński Oczaków, odległy o 4-5 kilometrów przez Zatokę Dnieprowską (u ujścia rzeki). Ukraińcy próbowali zająć Mierzeję w 2023 r., ale im się nie udało – nie sposób tam się utrzymać pod rosyjskim ostrzałem. Dlatego obecnie, jeśli Rosjanie się z niej wycofali, niczym im to nie zagraża. Ale taki odwrót byłby jednak świadectwem ogromnych kłopotów logistycznych na Krymie.

Czytaj więcej

Ukraińskie drony paraliżują wakacje Rosjan. Krym bez paliwa, chaos na lotniskach

Na lądowych odcinkach frontu nie widać jednak załamania i opuszczania pozycji przez Rosjan. Ewentualne braki paliwa powinny odczuwać również rosyjskie drony, których baterie ładowane są ze spalinowych generatorów (jak i pozostała elektronika armii). – U nas lata 17 dronów na kilometr frontu, a oni polują 10-20 dronami na jednego naszego żołnierza – mówił ze złością o ukraińskiej przewadze w powietrzu rosyjski „korespondent wojenny” Aleksandr Sładkow. Ale przewaga nie powstała z powodu braku paliwa u Rosjan, lecz świetnie zorganizowanej produkcji aparatów powietrznych u Ukraińców.

Kijów ma jednak nadzieję, że nastąpi w końcu przełom i rosyjskie oddziały zaczną się cofać. Przede wszystkim na tych odcinkach frontu, które są najbardziej odległe i najtrudniej je zaopatrzyć. Chodzi przede wszystkim o okupowaną część obwodu chersońskiego. Z tego pewnie powodu ukraińskie oddziały tam właśnie prowadzą najbardziej udane działania ofensywne.

Nie wiadomo, czy to w związku z nimi szef miejscowych kolaborantów Władimir Saldo już wezwał do wyjazdów z obwodu chersońskiego na Krym. Z jego apelu trudno się zorientować, czy chodziło mu o wszystkich mieszkańców, czy tylko o przedstawicieli okupacyjnych władz.