W ciągu sześciu lat budżet państwa przekazał na likwidację 28 kopalń prawie 1,8 mld zł. Zajmowały się tym dwie specjalne firmy: Spółka Restrukturyzacji Kopalń (SRK) i Bytomska Spółka Restrukturyzacji Kopalń (BSRK). NIK od lat zwraca uwagę, że ta dwoistość jest niepotrzebna, ponieważ podnosi koszty likwidacji. Niezrozumiałe jest to, że ministerstwo nie uczyniło nic w celu połączenia SRK i BSRK.

NIK oskarża także SRK o stosowanie korupcjogennego systemu odwadniania kopalń. Kopalnie działają na zasadzie systemu naczyń połączonych. Kiedy likwiduje się część z nich, te działające trzeba dodatkowo zabezpieczyć przed zalaniem. Konieczne jest nieustanne odpompowywanie wody, które kosztuje miliony złotych. W kolejnych raportach NIK zwracał uwagę, że SRK powinna dysponować własnymi agregatami pompującymi. Tymczasem od lat dzierżawi pompy od Przedsiębiorstwa Budowy Szybów, co kosztuje kilkanaście milionów złotych drożej.

Katowicka delegatura NIK już w 2004 r. skierowała do Prokuratury Rejonowej w Katowicach-Wschód zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa polegającego na zawarciu przez SRK niekorzystnych umów dzierżawy pomp, co doprowadziło do niegospodarnego – jak określa to NIK – wydania 18 mln zł. SRK otrzymała je z budżetu państwa. Prokuratura prowadziła śledztwo przez ponad dwa lata, po czym w maju 2007 r. umorzyła je z powodu „braku znamion czynu zabronionego”.

– Jesteśmy bezsilni. Skierowaliśmy wprawdzie do prokuratury zażalenie, ale nie uwzględniono go. W październiku tego roku sąd podtrzymał jej stanowisko. Uznał, że NIK nie jest stroną w sprawie. Jeśli dla prokuratury marnowanie 18 mln zł pochodzących z publicznych pieniędzy nie ma znamion czynu zabronionego, to cóż możemy na to poradzić? – tłumaczy Eugeniusz Rejman, zastępca dyrektora katowickiej delegatury NIK. Kto na tym zyskiwał? Prokuratorów ten problem nie zainteresował. SRK przeprowadzała wprawdzie przetargi na zakup pomp, ale nikt nie był w stanie sprostać jej warunkom. Zdaniem NIK od początku swego istnienia, czyli przez siedem lat, SRK nie wykonała jednego ze swych podstawowych zadań, jakim było zabezpieczenie czynnych kopalń przed zagrożeniem wodnym. Pod naporem kontroli NIK w końcu przeprowadziła przetargi i w tym roku odwadnia już własnymi agregatami.

Przy likwidacji kopalń NIK doszukał się także korupcjogennych mechanizmów w przetargach. Firma Ekobud zdobyła na przykład bardzo intratne zamówienie na „roboty dodatkowe” o wartości 416 tys. zł przy rekultywacji zwałowiska w tzw. rowie martenowskim w Sosnowcu. Tymczasem kontrolerzy NIK ustalili, że roboty te były wykonane trzy miesiące wcześniej, a więc przed rozstrzygnięciem przetargu.

Podobnych kwiatków można doszukać się w raporcie więcej. NIK nie miał natomiast zastrzeżeń do sposobu przyznawania i rozliczania dotacji budżetowych przeznaczonych na likwidację kopalń w minionym roku. Przeznaczono na ten cel 761 mln zł, z czego część finansowana była z pożyczki Banku Światowego (80 mln euro), jaką rząd zaciągnął w 2004 r. NIK przeprowadził także kontrolę sposobu wydatkowania w ubiegłym roku innej pożyczki z BŚ (160 mln euro), przeznaczonej na restrukturyzację zatrudnienia w górnictwie. Na świadczenia dla górników, którzy odeszli z kopalń, wydano w ub.r. 201 mln zł. Zastrzeżeń nie było. Izba dopatrzyła się natomiast poważnego naruszenia dyscypliny finansowej w Kompanii Węglowej.

Chodzi o nieprzestrzeganie zasad wzrostu wynagrodzeń. W ubiegłym roku KW poza podniesieniem płac o dopuszczalny wskaźnik (3,5 proc.) przyznała pracownikom bony towarowe i nie ujęła ich w sprawozdaniach dla GUS. To sprawiło, że przekroczyła wskaźnik, a zatem powinna zwrócić dotację, jaką otrzymuje z budżetu. Chodzi o 179,5 mln zł plus odsetki. Minister gospodarki nie podjął jednak żadnych działań. „Z punktu widzenia legalności i gospodarności oceniamy to negatywnie” – czytamy w raporcie. Minister, powołując się na problemy natury społecznej, zalegalizował nielegalne działanie zarządu Kompanii – przyznaje NIK. Izba zamierza skierować sprawę do Komisji Dyscypliny Finansowej działającej przy Ministerstwie Finansów.