Rosyjski koncern przywrócił od rana pełne dostawy swojego surowca na Białoruś, po tym, jak władze w Mińsku uregulowały dług – czyli zapłaciły ponad 187 mln dolarów.

Gazprom z kolei zapłacił 228 mln dolarów za tranzyt gazu białoruskimi rurociągami do Europy. Nie wiadomo, czy to usatysfakcjonuje stronę białoruską. Szef Gazpromu Aleksiej Miller oficjalnie przyznał, że Białoruś domaga się teraz zapłaty za tranzyt rosyjskiego gazu przez ten kraj a w wysokości, która nie wynika z kontraktu. Jeszcze we wtorek, gdy Rosjanie zmniejszyli transport dla Białorusi o 30 proc., prezydent Aleksander Łukaszenka zapowiedział, że jeśli Gazprom nie zapłaci zaległych 260 mln dolarów, to tranzyt zostanie wstrzymany. Dziś premier Władimir Putin wezwał nawet do podjęcia nowych dwustronnych rozmów na temat warunków tranzytu rosyjskiego gazu rurociągami białoruskimi.

Już wczoraj bowiem skutki zapowiedzi prezydenta Łukaszenki odczuła Litwa, do której dotarło tylko ok. 60 proc. zamówionego rosyjskiego gazu. Przez dwie godziny nerwowa sytuacja była też w Polsce, gdy spadło ciśnienie a zatem i dostawy gazu w jednym z dwóch głównych rurociągów łączących nasz kraj z Białorusią. Potem Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz Gaz System otrzymały oficjalne zapewnienie ze strony białoruskiej, że transport będzie odbywał się dziś bez problemów.

Problemy Bialorusi zaczęły się w poniedziałek, kiedy to rosyjski potentat zaczął stopniowo ograniczać eksport swojego gazu do tego kraju z powodu sporu o ceny. W poniedziałek Białorusini dostali o 15 proc. mniej gazu niż zamówili, we wtorek redukcja wynosiła 30 proc., a wczoraj już 60 proc. Rosjanie obarczali całą winą za te sytuację Białorusinów, twierdząc, ze płacą niższe stawki (150 dolarów za 1000 m[sup]3[/sup]) niż ustalono w umowach. Tymczasem w pierwszym kwartale cena wynosiła 169 dolarów, a w drugim – 185 dolarów. Jednak eksperci zgodnie przyznają, że podłoże konfliktu jest znacznie szersze. Rosjanom zależało na tym, by Białoruś przystąpiła do unii celnej z Kazachstanem i Rosją, ale na warunkach tej ostatniej.

[srodtytul]Konflikt nie wygasł[/srodtytul]

Wznowienie tranzytu do Europy ma zająć 8-10 godzin, bo Białoruś czeka na przelew rosyjskich pieniędzy.

Obserwatorzy gubią się już w śledzeniu rozwoju wydarzeń. Strony co raz zwołują nowe konferencje prasowe. Na ostatniej białoruski wicepremier Władimir Siemaszko podał, że wznowienie pełnego tranzytu do Europy zajmie 8-10 godzin, bo Mińsk czeka na oficjalne potwierdzenie przelania przez Gazprom pieniędzy za tranzyt.

Białorusini twierdzą, że do Polski i Niemiec przesyłali gaz bez ograniczeń. Inaczej mówi prezes Gazpromu Aleksiej Miller, który dziś w Nowokuzniecku rozmawiał o tym z Władimirem Putinem. Miller poinformował premiera, że tranzyt przez Białoruś do Europy w środę i w czwartek rano był niższy o 20 proc.

Wcześniej Siergiej Kuprianow z Gazpromu oświadczył, że skierował do Mińska pakiet dokumentów w sprawie podwyższenia ceny tranzytu z kontraktowych 1,45 dol./1000 m[sup]3[/sup] do 1,88 dol.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Warunkiem jest zgoda strony białoruskiej, by nadwyżki gazu Biełtransgaz (w połowie należy do Gazpromu) mógł sprzedawać na Białorusi po cenie hurtowej. Ma to pozwolić firmie zarabiać. Białoruski rząd był takiemu rozwiązaniu przeciwny, bojąc się wzrostu cen na rynku wewnętrznym. Nie wiadomo więc czy zgodzi się dokumenty podpisać. Litwa, która wczoraj dostawała 2/3 gazu, dziś oświadczyła, że w południe dostaje już sto procent.