Chociaż statystycznie grudzień to dobry czas dla giełd, to nasz rynek pokazuje, że nic sobie nie robi z zależności historycznych. Od kilku dni WIG20 razi słabością. Zamiast więc cieszyć się grudniowym rajdem św. Mikołaja, wielu inwestorów zapewne marzy już o tym, by jak najszybciej przyszły święta, by chociaż na chwilę móc zapomnieć o rynkowych problemach.
Te, we wtorek towarzyszyły nam praktycznie od początku dnia. WIG20 już w pierwszych minutach był pod kreską. Przewaga niedźwiedzi z każdą godziną handlu jednak rosła. W połowie notowań nasz flagowy indeks tracił ponad 1 proc. W tym samym czasie największe europejskie rynki notowały jedynie nieznaczne przeceny. Nasz rynek na tym jednak nie zamierzał poprzestawać, w myśl zasady „jak coś robić, to robić to dobrze”. Niedźwiedzie w drugiej części dnia przypuściły więc rynkowy szturm, którym momentami miał znamiona paniki. Przed zakończeniem notowań WIG20 tracił na wartości około 2,5 proc., co stawiało nas, nie pierwszy zresztą raz, w gronie najsłabszych rynków w Europie. Tego nie udało się uratować, szczególnie, że i kolor czerwony pojawił się na starcie Wall Street. Ostatecznie nasz główny indeks stracił 2,6 proc. Tym samym wtorkowa sesja była dla niego piątą z rzędu zakończoną na minusie.