- Mniej jeżdżę, a więcej przyjmowałem u siebie. Moich wyjazdów do Azji było dziesięć czy dwanaście w ciągu trzech lat mojego bycia premierem i ministrem gospodarki, a przyjąłem setki reprezentacji polityków i biznesu - mówi Janusz Piechociński.
Dlaczego Azja?
- Z prostego powodu. Jest naturalna kolej rzeczy. Wpierw mieliśmy gospodarkę, która była autarkiczna i zamknięta w Układzie Warszawskim. Później przyszedł czas przemian, za które zapłaciliśmy ogromne frycowe. Sprzedawaliśmy nie tylko i firmy, ale sprzedawaliśmy rynek nie do końca rozumiejąc nowe zasady gry. Gospodarka jednak okrzepła. Dzisiaj jest tak, że po pierwsze mamy co zaproponować na rynki azjatyckie, a po drugie nie mamy wyboru, bo nie można zapominać o tym rynku - wskazywał.
Azja wydaje się dzisiaj być doskonałym kierunkiem do ekspansji polskich przedsiębiorców. Pomimo spowolnienia w Chinach, region ten nadal rozwija się bardzo szybko i pozostaje jednym z najbardziej chłonnych na świecie. Trzeba jednak pamiętać, że to nie tylko okazja, ale przede wszystkim wyzwanie.
- Wejście na te rynki nie jest łatwe. Po pierwsze potrzebne jest odpowiednie paliwo. Mówię o umowach i traktatach międzyrządowych. Do każdego rynku należy podchodzić z osobna. Dla niektórych z nich, gdzie polityka odgrywa duże znaczenie, trzeba żeby była wspólna komisja międzyrządowa. To daje efekty - wyjaśniał Piechociński.
Polskie firmy w Azji potrzebują doradztwa. Obecnie nie jesteśmy najmocniejszym graczem na tym rynku.
- Trzeba pamiętać, że tamte gospodarki - tak kulturowo jak i pod względem sposobów prowadzenia biznesu - mają swoje określone wyzwania. Po drugie trzeba mieć wielki potencjał - wyjaśniał.
Te problemy z czasem zostaną zniwelowane.
- Cieszę się, że obojętnie kto jest premierem Polski, przywiązujemy choćby do rynku chińskiego tak wielką uwagę. Mamy bardzo dobre relacje dyplomatyczne - mówił.
Które firmy mają największe szanse na sukces? Jakie przykłady są najlepsze.
- To na co często nie zwracamy uwagi, a są to firmy bardzo kreatywne, to np. szeroko pojęte kosmetyki. Firmy takie jak Ziaja czy Eris już są na tamtych rynkach - wyjaśniał Piechociński.
- Oprócz tego jest jeszcze jedna kwestia. Dzisiaj nie liczy się tylko to ile i co sprzedamy do Azji, ale także kwestia kto będzie ten handel obsługiwał w zakresie logistyki. W którym miejscu? Czy przez porty w Pireusie, czy przez port w Gdańsku i Gdyni? - wyjaśniał.
Dużo mówi się o stawianiu na Chiny, ale czy nie jest to ryzykowny kierunek. Analitycy wskazują, że następny wielki kryzys wywołają gospodarki Dalekiego Wschodu.
- Patrząc na dane można powiedzieć, że ten kryzys już się zapoczątkował. Popatrzmy chociaż na Japonię gdzie widać, że dynamika pobudzania gospodarki wygasła i znowu jest problem - mówił.
- Europa już to odczuwa, ale dzisiaj jesteśmy silniejsi naszą przedsiębiorczością i zaradności - mówił.
Wszystko wskazuje na to, że kryzys który się rodzi będzie znacznie mocniejszy, niż ostatnie.
- Większy dla Europy, większy dla takich gospodarek jak nasza niż kryzys amerykański. Tam mieliśmy kryzys rynku deweloperskiego, finansów i bankowości i przyszedł do nas z opóźnieniem. Teraz może być gorzej - podsumował.